Tomek Czerwiński – pilot, lider, dowódca m.in. zespołu reprezentacyjnego polskich sił powietrznych oraz … absolwent naszych kursów – opowiada o empatii w wojsku, swoim doświadczeniu i empatii w roli zwierzchnika i podwładnego. Niecodzienna perspektywa, niezwykła historia – zapraszamy!

Transkrypcja podcastu
Czerwiński Tomek, podpułkownik rezerwy Wojska Polskiego, dokładnie lotnictwa, były dowódca eskadry samolotów M-346, a wcześniej dowódca zespołu akrobacyjnego Biało-Czerwone Iskry, zespołu reprezentacyjnego sił powietrznych na pokazach od Finlandii, poprzez Francję, do Azji, Turcji i Moskwy.
Przez wiele lat swojej kariery dowodziłem zespołem i też w międzyczasie dowodziłem siedmioma statkami powietrznymi, w czasie pokazów tak jak mówiłem na terenie całej Europy, ale i w Azji. Poznałem co to jest liderstwo, co to znaczy być dobrym liderem, wcześniej co to znaczy być dobrym podwładnym. Dziś chciałbym wam powiedzieć o empatii z mojej perspektywy. Powszechnie uważa się, że empatia jest cechą zawodów delikatnych, miękkich, opiekuńczych. Ja, jako oficer Wojska Polskiego, jako były pilot dowódca zespołu akrobacyjnego uważam, że jest to niezbędne, a wręcz konieczne, aby empatia funkcjonowała w zespołach tak ważnych, wykonujących tak ważne zadanie, jak zespół akrobacyjny, jak jednostka bojowa, jak grupa bojowa. Empatia potrzebna jest zawsze, a w szczególności w zawodach trudnych i niebezpiecznych, takich jak w zawodach żołnierza, pilota. I w pracy w zespole, gdzie pracuje się na zaufaniu, pracuje się z ryzykiem, pracuje się w ekstremalnych warunkach i jeden na drugim musi polegać i wiedzieć, co kto robi w każdym momencie. Ale żeby tak było, to musimy być na siebie wyczuleni. Pewnej otwartości i w takim spojrzeniu, co danego dnia kogoś może trapić. Co danego dnia może mu doskwierać i być jednocześnie gotowymi, jako lider, zapytać czy coś takiego jest, ale też musimy tego jako liderzy nauczyć, żeby podwładny liderowi coś takiego powiedział. Jako podwładny tez musiałem się tego nauczyć, że „słuchaj, ja dzisiaj jestem w gorszej dyspozycji” albo „mi dzisiaj pewne rzeczy nie wychodziły na pokazie”. Przed każdym pokazem i po każdym pokazie są briefingi i na tych briefingach w pełnym zaufaniu, w pełnej otwartości musimy tą szczerość pokazać. Przykładem tylko była historia, kiedy na jednym z pierwszych pokazów, których byłem dowódcą i prowadzącym zespołu pokazów w Berlinie, przy bardzo dużej publiczności, przy bardzo ważnych gościach zagranicznych, wysokich oficjelach, ja przed pokazem nie zauważyłem, że w zespole nie wszyscy są gotowi na wykonanie tego pokazu przy danej pogodzie. Założyłem, że wszyscy są tak wyszkoleni i tak gotowi jak ja. Analiza ich tej sytuacji, analiza tego, co może ich spotkać wybiegała dużo bardziej i dużo szerzej, niż moja jako lidera, ale to moja empatia, gdy nie zagrała i ja wtedy nie miałem przestrzeni do tego, żeby ich zapytać czy wszystko gra, poszedłem bardzo mocno z automatu. Szczęśliwie wszystko skończyło się bardzo dobrze i pokaz wyszedł, ale było w nim bardzo dużo napięcia. W tych figurach, w czasie oblatywania w pojedynczych, ale jednak chmurach grupą samolotów, była duża nerwowość. Ta cała historia miała w sobie duży ładunek emocjonalny i ja jako lider nie zauważyłem, że w moich kolegach był lęk. Lęk przed tą nową sytuacją, lęk spowodowany też wagą wydarzenia i nie zostawiłem miejsca, aby mogli wyrazić ten lęk, wyrazić tę obawę. I to nie znaczy, że byśmy nie polecieli, to znaczy, że polecielibyśmy, ale zrobili to z wiedzą, że ten lęk występuje. Wiedząc, że jest zagrożenie i wiedząc, że sobie poradzimy, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.
Cieszę się, bo miałem okazję o tym się dowiedzieć po locie, nawet nie bezpośrednio, ale później koledzy pozwolili sobie powiedzieć o swoich obawach. Ja od tamtej pory wiedziałem, że muszę dopytywać, muszę dać przestrzeń do tego, żeby mówić o wszystkim. Oczywiście, w wojsku i lotnictwie jest tak, że zawsze lider podejmuje tę decyzję na końcu, ale te decyzje są mądrością wszystkich, którzy stoją za mną. To nie jest tak, że się podejmuje decyzję, idzie samemu, bo po prostu ludzie staną i nie pójdą. Albo wyjdą pod groźbą jakiś nerwów, a tego żaden szanujący się lider by nie chciał, bo też do rzeczy wielkich wtedy nie dojdzie.

0 komentarzy