Dobry coach ma odwagę, by być sobą - Grupa TROP

Przy okazji cyklu rozmów o odwadze Zuza Piechowicz zadała kilka ważnych, ale i trudnych, pytań o pracę coacha, każde zaczynając „a co jeśli…?”

Dorota Jakubowska ze spokojem, po kolei, na każde z nich odpowiadała. Ta rozmowa, czy też wymiana, jest o tym, czego wymaga bycie dobrym coachem, czyli coachem mającym odwagę, by być sobą.

„A co jeśli… klient nie przyjdzie na kolejną sesję?” – posłuchajcie sami.

Transkrypcja podcastu

Dorota Jakubowska: Dzień dobry, Dorota Jakubowska z Grupy TROP. Witam Was na podcaście dotyczącym odwagi. Jest to temat miesiąca w Grupie TROP, a dzisiaj będziemy rozmawiać o odwadze pracy coacha. Praca coacha wydaje się anielsko spokojna, spotykamy się w gabinecie, przychodzą różne osoby, zwierzają się ze swoich trudności albo sukcesów, coach tego słucha z uwagą. Krótko mówiąc, czego tu się bać?

Zuzanna Piechowicz: A co będzie, jeśli ten klient mnie dalej nie zatrudni, bo mu się nie spodoba co powiedziałam?

Dorota Jakubowska: Uuu, no właśnie. Myślę, że wiele osób robi bardzo dużo, żeby klientowi nawet taka myśl do głowy nie przyszła. Oczywiście, robią to w swoim stylu, jedne osoby starają się być nadmiernie milutkie, inne prowokacyjne i bardzo szybko doprowadzać do celu, jeszcze inne w miarę się nie odzywać, żeby przypadkiem klientowi nie podpaść, a nie daj bóg nie ujawnić swoich myśli, które mogą się klientowi nie spodobać. Więc chciałam powiedzieć, że to jest potężna kula u nogi u coacha i praca coachingowa wymaga naprawdę sporo odwagi. Odwagi bycia sobą. Coachowie pracują w taki sposób, żeby być w zgodzie ze swoimi uczuciami, myślami, przekonaniami i w pewnym sensie, byłoby dobrze, żeby byli trochę „przezroczyści”, to znaczy czytelni dla klienta jako ludzie. A jeżeli starasz się zapobiec temu nieszczęściu pod tytułem „klient więcej do mnie nie przyjdzie”, to wydaje mi się, że to działa jak samospełniająca się przepowiednia. Krótko mówiąc, klient do ciebie nie przyjdzie, bo nie będzie chciał przyjść do nikogo.

Zuzanna Piechowicz: A co, jeśli moje kompetencje nie są wystarczające, aby pomóc temu człowiekowi?

Dorota Jakubowska: Kolejna zmora. Myślę, że coaching to jest kontrakt między dwoma dorosłymi osobami, który opiera się na przekonaniu, że wybraliśmy współpracę między sobą, bo w pewien sposób możemy sobie wzajemnie pomóc. Klient w taki sposób, że ci płaci i w pewnym sensie, że cię uczy, a ty, że służysz tym, co masz. Jeżeli masz za mało, naprawdę za mało, to po prostu nie bierz za to pieniędzy, jeżeli naprawdę nie potrafisz. To nie jest kwestia dosięgania ideału takiego niebotycznego, tylko realizmu w służeniu tym co mam. Inną sprawą jest to, że coachowie muszę pracować nad adekwatną samooceną i głęboką samoakceptacją. To znaczy, że jako człowiek jesteś wystarczający, żeby zbudować relację z drugim człowiekiem, a kompetencję możesz mieć niewystarczające. I warto jest się temu przyglądać, na przykład pytać klienta, co właśnie jest aktem odwagi, czy to jak pracujemy ci odpowiada, czy ci to służy, czy to posuwa ciebie do przodu, w myśleniu o sobie, w rozwiązywaniu twoich problemów. Jeżeli tak, to nie zostaje nam nic innego, żeby uwierzyć klientowi, zamiast katować się swoimi obawami. Czyli jeszcze raz – pracujmy nad adekwatną samooceną, nad tym, żeby nasze kompetencje mogły być przez klienta również oceniane i żeby adekwatnie do tego reagować, ale nie katujmy się myślą, że skoro nie daję rady kompetencyjnie pracować z tym czy innym klientem, to z tego powodu nie jestem odpowiednim człowiekiem.

Zuzanna Piechowicz: A co, jeśli praca coachingowa bardziej zaszkodzi tej osobie niż jej pomoże?

Dorota Jakubowska: To w ogóle jest trudne, bo coaching to jest taka forma, która może nie przynieść wielkiej korzyści, jeżeli rzeczywiście nie spotka się coach z klientem albo ma za niskie kompetencje, ale raczej jej specyfika jest taka, że trudno klientowi zaszkodzić, on zawsze jakieś korzyści odniesie, jeśli coach skupi się na życzliwym, aktywnym słuchaniu i nie będzie próbował ręcznie rozwiązywać wielu problemów klientów, to bardzo trudno jest zaszkodzić, to zawsze trochę klienta wzmocni. Może tylko nie przynieść tak wielkich efektów, jak myśmy sobie wymarzyli. Ale ta odwaga realizmu, w ocenie potencjalnych rezultatów też jest aktem odwagi i ono nawet znajduje w coachingu taki konkretny wyraz w tym, co my nazywamy kontraktem. Ty umawiasz się z klientem na to, czego on chce i gdzie leży odpowiedzialność. W coachingu odpowiedzialność za to, jakie wybierzemy ścieżki, jakie rozwiązania wybierze klient, jest po stronie klienta. Coach ma go tylko wesprzeć. Jeżeli coach nie popycha klienta, świadomie lub nieświadomie, w żadnym kierunku, tylko sprawia, że on sam podejmuje decyzję, to prawdę mówiąc, nie ma za bardzo co się obawiać tego zaszkodzenia. To jest bardzo ważne. Jest parę rzeczy, których musimy się wystrzegać – nie radźmy klientowi co ma robić. Nie oceniajmy jego zachowania. Nie popychajmy go, świadomie lub nieświadomie w jakimś kierunku. Dbajmy o to, żeby on cały czas podejmował własne decyzje i nie starajmy się go od tych decyzji odwodzić, tylko sprawiać, że on podejmie te decyzje uwzględniając bardzo różne swoje potrzeby oraz aspekty sytuacji. I wtedy generalnie sądzę, że nie ma czego się za bardzo bać.

Zuzanna Piechowicz: A co będzie, jeśli przekroczę granicę między coachingiem a psychoterapią?

Dorota Jakubowska: To jest często taki proste skojarzenie, na przykład klient płacze na sesji, to to jest psychoterapia. Jeżeli klient się złości albo okazuje jakieś silne uczucia, to to jest psychoterapia. No i często osoby, które wchodzą w obszar coachingu po prostu obawiają się, czy udźwigną silne emocje. Natomiast myślę, że ta granica między coachingiem a psychoterapią przebiega gdzie indziej, nie jest ona zresztą taka bardzo ostra, ale generalnie psychoterapia nastawiona jest na to, żeby zmniejszyć cierpienie w życiu tej osoby i często sięga do środków tak związanych z pracą historyczną, na przykład nad historią życia tej osoby, szukając źródeł cierpienia. Natomiast coaching jest działaniem rozwojowym, nastawionym na szukanie rozwiązań na przyszłość, na szukanie potencjału i przede wszystkim na pracę na mocnych stronach. Czyli, jeżeli klient, mówiąc już tak konkretnie, płacze na sesji, to oczywiście jest to przejmująca sytuacja. Ale moją reakcją nie jest pytanie „dlaczego tak cierpisz”, tylko co dało ci odwagę, żeby skontaktować się z tymi uczuciami. Co dało ci odwagę, żeby ujawnić jak bardzo cię to boli. I myślę, że pewnego rodzaju bezpiecznikiem jest konsekwentna praca na mocnych stronach. Wtedy każde właściwie zachowanie klienta może być takim asumptem do poszukiwania jakie on ma potencjały i jak te potencjały można rozwinąć w mocne strony w jego życiu, żeby po prostu lepiej sobie z różnymi rzeczami radził. I myślę, że to również zabezpiecza coacha. Czyli gdybym miała powiedzieć, to napisz sobie na czole: mocne strony, a nie blokowanie uczuć.

Zuzanna Piechowicz: A co będzie, jeśli utknę i nie będę wiedziała, jakie kolejne pytania zadać klientowi?

Dorota Jakubowska: Kolejna zmora. No, przede wszystkim złudzeniem jest, że coach ma wiedzieć i że w ogóle coaching polega na pytaniu. Bardzo wiele mam sesji coachingowych, w których nie padło ani jedno pytanie, a sesje były bardzo udane, ponieważ to nie jest często moją odpowiedzialnością. Miałam klienta, który przychodził, siadał, prosił zawsze o zieloną herbatę, brał tę herbatę do ręki i zaczynał. A potem mówił: „dziękuję, to była bardzo dobra sesja”. Ja nawet nie mogłam mówić „yhm”, bo to go denerwowało. Ale któregoś razu powiedział do mnie: „a co ty w zasadzie myślisz o tym wszystkim, co ci powiedziałem?”. I ja wtedy powiedziałam: „myślę, że masz dużą potrzebę dzielenia się swoimi przemyśleniami, doświadczeniami i myślę, że to jest piękne, że skorzystałeś z tej szansy i widzę, że robisz to coraz sprawniej”. On na to: „no właśnie, jaki ja się zrobiłem otwarty”. Problem, z którym przyszedł był taki, że bardzo trudno mu wyrazić innym swoje potrzeby, swoje uczucia i swoje myśli też. Więc w pewnym sensie ta osoba trenowała na mnie. Dlaczego opowiadam tę historię? Dlatego, że to klient decyduje bardzo często. Zawsze może mnie zapytać: „jak sądzisz, co teraz powinniśmy zrobić? Jaką masz teraz potrzebę? Czego ty ode mnie teraz potrzebujesz?”. Ale również, przynajmniej w metodzie TROP nie widzę nic złego w powiedzeniu: „wiesz, nie ma teraz pomysłu w którą stronę teraz powinniśmy iść dalej”. To jest ze strony coacha akt odwagi, ale również jasny komunikat, że odpowiedzialność za przebieg tej rozmowy jest po obu stronach i klient może decydować. Dla wielu moich klientów, oni się przyzwyczajają, że ja zadaję pytania i są później zdziwieni, że ja o czymś zdecydowałam i mówią do mnie tak: „ale ty mnie nie pytałaś, czy to jest dobry kierunek”. Dla mnie to jest piękny moment, kiedy klient zaczyna mnie stopować, mówi: „chwileczkę, ja się jeszcze nie zastanowiłem/zastanowiłam co chce zrobić, o czym chce powiedzieć”. Więc nie spinajmy się za to, że my jesteśmy odpowiedzialni za cały przebieg rozmowy. My nie jesteśmy pielęgniarkami, które mają obłożnie chorych klientów i po prostu mają wiedzieć, co mają robić. My jako coachowie jesteśmy partnerami do dobrej rozmowy, która polega przede wszystkim na słuchaniu, czasami na zadawaniu trafnych pytań, a czasami na przyglądaniu się potrzebom klienta i otwartemu dzieleniu się swoimi spostrzeżeniami na ten temat, sprawdzając, czy one są słuszne. Czyli nie musisz wiedzieć, co masz dalej robić. Dla klienta to może być super doświadczenie, kiedy on może powiedzieć: „teraz potrzebuje tego i tego”.

Zuzanna Piechowicz: A co będzie, jeśli nie poczuję sympatii do klienta albo będzie mi działał na nerwy?

Dorota Jakubowska: To są dwie różne rzeczy. Bardzo często odwaga coacha polega na konfrontowaniu się ze swoją złością. Prawdę mówiąc, myślę, że jednym z trudnych aspektów początków drogi coachowej jest to, że coachowie wyobrażają sobie, że mają być kimś na kształt świętego, który w ogóle po prostu ma zawsze pozytywny stosunek do wszystkiego, co klienci mówią, robią. Mają taką anielską cierpliwość i takie po prostu wielkie serce dla każdego. To jest po prostu niemożliwe, szkoła coachów to nie jest szkoła świętości, nadal pozostajemy sobą. Co więcej, takie uczucia jak złość, jak strach, który przeżywamy w kontakcie z klientami, mogą być ważną informacją o tym, co przeżywa klient, a i także co przeżywa otoczenie w kontakcie z klientem.

Zuzanna Piechowicz: A co będzie, jeśli proces coachingowy wymknie mi się spod kontroli?

Dorota Jakubowska: Wymknie się spod kontroli, czyli będę musiał robić to, do czego klient mnie skłania i prawdopodobnie jeszcze potem klient będzie niezadowolony, bo on zawsze tak robi, zawsze dominuje nad rozmową i zapłacił mi za coaching właśnie po to, żeby tym razem się tak nie stało. Tak często mówią osoby, które przychodzą na superwizję i naprawdę się tego boją. No cóż, myślę, że mamy takie znakomite narzędzie, jak stop-klatka, czyli na przykład powiedzieć: „no dobrze, to pan/pani/ty prowadzisz w jakąś stronę tą rozmowę. Ja nie jestem pewien, czy to jest dobry pomysł, sam/sama osobiście czuję się zagubiona, więc sprawdźmy – czy w tej chwili chcesz tego i tego. Czy to jest to, czego chcesz?”. Jeśli ta osoba to potwierdzi, to możemy jeszcze sprawdzić, czy my tego chcemy. Bo odwaga w coachingu polega na tym, że ty również możesz stawiać pewne warunki. Ten kontrakt to naprawdę jest umowa dwóch stron, a nie coś, co klient narzuca tobie, a ty jesteś zobowiązany, żeby w 100% to oczekiwanie spełnić. Jesteś tak samo wolnym człowiekiem jak klient i możesz powiedzieć: „nie czuję tego, nie rozumiem tego, nie chce iść w tym kierunku, źle się z tym czuje”. I możesz również, dzięki temu, że odbywasz pracę nad sobą, uzasadnić. Ale bardzo wielu klientów potrzebuje najpierw zastosować wszystkie sobie znane mechanizmy obronne. Jednym z nich jest zagadywanie albo prowokowanie, albo robienie różnych innych rzeczy, które robią zazwyczaj w życiu. I to jest po prostu kopalnia wiedzy o tym kliencie. Zawsze możesz powiedzieć „jest mi trudno z tym, że co pewien czas próbujesz mnie sprowokować”, co pewien czas mówiąc „co ty byś powiedział? Co byś zrobił na moim miejscu?” albo: „wredny jestem, prawda?”. Ci klienci robią to po prostu, co w życiu, nie zachowują się inaczej na sesji coachingowej. Czyli po prostu możecie o tym rozmawiać, również twoim odbiorze tej sytuacji. Odwagi wymaga to, żeby z jednej strony być szczerym, a z drugiej nie być oceniającym, nie zalać klienta swoimi własnymi emocjami, nie wystraszyć. Po prostu to są jego mechanizmy obronne, to są jego zachowania, nawyki, przy pomocy których radzi sobie z różnymi trudnościami i masz do czynienia po prostu z taką osobą. I ty też jesteś określoną osobą, masz do tego prawo. I odwagi to wymaga, żebyś to prawo sobie cały czas przyznawał/przyznawała.

Zuzanna Piechowicz: A co, jeśli nie będę mieć satysfakcji z pracy z danym klientem?

Dorota Jakubowska: Myślę, że to jest kawałek taki związany z twoim wyborem. Bo niekiedy mamy takie doświadczenia życiowe i warto się również z tym skonfrontować, że jakiś typ klientów po prostu sprawia nam trudność, bo z tego rodzaju osobami sami sobie nie poradziliśmy w życiu. Powiedzmy, że miałam nieobliczalnych rodziców i jak przychodzi klient, który się zachowuje w równie nieobliczalny sposób, to ja sobie z tym po prostu emocjonalnie nie radzę. Ja staram się ułożyć, zawrzeć kontrakt, plan mamy zbudowany, idziemy do przodu, a ten klient następne spotkanie przychodzi, zaczyna od czegoś zupełnie innego, w innym nastroju, inaczej mówiąc, wyrażając inne potrzeby i ja się w tym powiedzmy totalnie gubię. Dla niektórych nie byłby to problem, cierpliwie by zatrzymali, wrócili do kontraktu, sprawdzili, zweryfikowali, a dla ciebie jest. To jest taki moment, w którym sobie trzeba jasno powiedzieć – dasz radę czy nie dasz rady. Bo jak czujesz, że nie dasz rady, po prostu znajdź temu klientowi innego coacha. Każdy coach ma taką piętę achillesową. Miejmy odwagę się do tego przyznać. Prawie każdy coach ma takich klientów, z którymi jest mu trudno pracować, nie czuje satysfakcji, czuje się tak, jak by poruszał się w wacie i to są różne osoby. Na szczęście coachów jest wielu. Bardzo dobrze, kiedy jesteśmy w jakichś środowiskach, gdzie możemy sobie nawzajem polecić usługi. Miejmy odwagę powiedzieć sobie jasno – nie każdy coach jest dla każdego klienta. Nie zawsze sobie poradzimy ze wszystkimi problemami. Nie zawsze damy radę i miejmy cywilną, osobistą odwagę i w trosce o siebie przyznać się do tych barier, których nie jesteśmy w stanie przekroczyć. Nie próbujmy być wszystkim. To naprawdę jest akt odwagi. Dorota Jakubowska, Grupa TROP. To był podcast na temat odwagi, dziękuje bardzo.