Przemek Kluge jest trenerem grupowym, coachem i facylitatorem, autorem narzędzi szkoleniowych i warsztatowych oraz ekspertem oświatowym. Od ponad 20 lat prowadzi własną firmę szkoleniową, realizując projekty rozwojowe dla biznesu i edukacji. Ma doświadczenie w zarządzaniu dużymi zespołami trenerskimi oraz kierowaniu instytucjami edukacyjnymi.
Tworzy i prowadzi programy rozwojowe, szkolenia oraz procesy facylitacyjne dla organizacji i zespołów, wspierając je w zmianie i budowaniu efektywnej współpracy. Specjalizuje się w obszarze rozwoju kompetencji trenerskich i coachingowych, współpracy w zespołach oraz pracy z grupą.
Współpracuje m.in. z Fundacją CEO, wspierając rozwój kadry edukacyjnej i menedżerskiej. Posiada rekomendacje trenerskie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W Grupie TROP jest opiekunem merytorycznym Szkoły Coachów i współprowadzącym (razem z Maćkiem Baryłką) Kursu Pracy Procesowej.
Z tego wywiadu dowiesz się:
- co ukształtowało Przemka jako trenera i coacha
- jak z czasem rozwijał się jego warsztat
- dla kogo jest Szkoła Coachów TROP, a dla kogo Kurs Pracy Procesowej
- jak przygotować się do decyzji o zapisie do Szkoły Coachów
Co najbardziej ukształtowało Cię jako trenera?
To było bardzo dawno temu, ale nie za siedmioma górami ani siedmioma lasami tylko w Wólce Milanowskiej. Byłem wtedy dyrektorem liceum Ogólnokształcącego. Wyzwanie było niemałe bo liceum mieściło się w niewielkiej miejscowości w pobliżu większej i skutek do przewidzenia… Trafiali tam uczniowie, którzy radzili sobie nieco gorzej, niż Ci trafiający do renomowanych szkół w tej dużej. Atmosfera wśród nauczycieli była kapitulancka, a uczniowie z ogromnym, choć dotąd nie odkrytym potencjałem. I pytanie: Jak obudzić w ludziach energię i dumę? Wtedy właśnie powstał program “Nowa Szkoła”. Długi, znakomity i grupujący najlepszych, charyzmatycznych trenerów. A szkolenia były we wspomnianej Wólce. I tam znalazłem to, czego szukałem. Wiarę, że ludzie mogą w grupie zmierzyć się ze wszystkimi wyzwaniami. Tylko trzeba ich słuchać, szanować, nie oceniać i tworzyć warunki, by porządkować to, co wspólnie wiedzą i ujawniać to, co czują. Potem wydarzyło się wiele, wiele rzeczy i w końcu trafiłem na Dorotę i Jacka Jakubowskich. To przy nich ta wiara i przekonanie oszlifowało się w narzędzie.
Z czego w swojej pracy jesteś dziś najbardziej dumny i dlaczego?
Z chwil, kiedy Ci dla których pracuję, znajdują swój kamień filozoficzny. Kiedy odkrywają, że mają dosyć, by osiągać swoje i że jeśli czegoś im brakuje, to mogą po to sięgać, a w chwilach, gdy jest trudno, umieją prosić o pomoc. To o innych. A w sobie lubię to, że słucham, słyszę i nie rywalizuję, jeśli nie muszę bronić tego, co najważniejsze.
Jaka była Twoja największa „wtopa” w pracy z grupą lub klientem i czego Cię nauczyła?
Było ich wiele. Bez nich niczego bym się nie nauczył. Największa była seryjna… Może to zresztą nieodzowny etap rozwoju. Był czas, gdy mój podziw dla mistrzów był taki, że chciałem pracować jak oni. Ale nie byłem nimi, więc czasem kopia była skuteczna a czasem nie – zupełnie losowo. Warsztaty wspaniałe i warsztaty do niczego. I wtedy usłyszałem: może potrzebujesz innych mistrzów?! Poszukałem, poznałem i w końcu odkryłem, że muszę znaleźć i uważnić własne zasoby. To było największe odkrycie.
Jaką jedną rzecz w pracy z ludźmi robisz dziś zupełnie inaczej niż 10 lat temu?
Nie lubię takich słów jak „zupełnie”. Niepokoi mnie ich kategoryczność. Myślę, że zmieniam się jakoś z każdym rokiem, każdym klientem, każdym warsztatem i każdym pomysłem. Jeśli już koniecznie muszę, powiem o erozji mojego radykalizmu. 10 lat temu czułem „niepotrzebną dumę”, tzw. pracę procesową uznawałem za lepszą od innych form pracy z ludźmi. Odkąd prowadzę Kurs Pracy Procesowej wyraźnie widzę, że to błąd poznawczy, który ignoruje potrzeby ludzi.
Kim jesteś poza salą warsztatową?
Jak każdy – pełnię moje ważne role, dzięki którym moje życie i praca nabierają sensu. Jeśli to jest pytanie o to, co lubię robić, to jestem ogrodnikiem amatorem, chciałbym też być hodowcą (marzę o stadku kur – ale otoczenie się sprzeciwia). Jestem też podróżnikiem, kiedy tylko mam czas i pieniądze. Ale jeżdżę tylko po Europie – nie lubię samolotów. Płaczę na widok tronu Karola Wielkiego w Akwizgranie, fasady Santa Maria del Fiore i Jungfrau o poranku z okna hotelu w Lauterbrunnen. Ufam, że jeszcze wiele razy poczuję te łzy.
Co robisz, żeby dbać o swoją energię i nie wypalić się?
Unikam zleceń, które słabo korespondują z moimi mocnymi stronami. Dbam, by mieć weekend np: w środę i czwartek, gdy sobotę i niedzielę zajmują mi warsztaty. Przytulam moją młodszą córkę, albo dzwonię do starszej, kiedy tylko się da. Uczę się cierpliwości i pokory przy moich roślinach.
Co ostatnio dało Ci największe poczucie sensu – poza pracą?
Dbanie o planetę. Robię dużo, by zużywać jak najmniej zasobów. Zachęcam do tego innych, choć nie jestem w tym przemocowy. Bronię bobrów i drzew w mojej okolicy. Czasem, jak myślę o świecie, w którym żyją moje córki, zastanawiam się, czy to nie jest ważniejsze od wszystkiego innego, co robię.
Masz pod opieką dwa różne programy. Dla kogo jest Szkoła Coachów? A dla kogo Kurs Pracy Procesowej jest naturalnym kolejnym krokiem?
Szkoła Coachów jest dla tych, którzy są lub chcą być użyteczni dla ludzi na ich drodze rozwoju, a ich zadania i aspiracje obejmują spotkania z pojedynczymi osobami. Do tej grupy zaliczają się nie tylko coachowie i przyszli coachowie, ale też mentorzy, tutorzy liderzy, trenerzy – wszyscy, którzy intencjonalnie rozmawiają z ludźmi tak, żeby pomóc im samodzielnie zajmować się wyzwaniami, z którymi się mierzą. Ta samodzielność jest ważna i odróżnia ten format pomagania od doradztwa i konsultacji. Ale doradców i konsultantów, chcących rozwinąć taki wątek pracy, też zapraszamy.
Na Kurs Pracy Procesowej zapraszamy doświadczonych trenerów i osoby praktykujące coaching grupowy. Kurs ma w znacznej mierze charakter superwizyjny i koncentruje się na realnych doświadczeniach uczestników. Opiekujemy się tam konkretnymi zasobami konkretnych osób i zapraszamy do świadomej pracy nad własnym warsztatem procesowym, w którym nie ma innych narzędzi niż te wynikające z kontaktu ze sobą, z innymi i z kontekstem procesu.
Co łączy Szkołę Coachów i Kurs Pracy Procesowej na poziomie wartości i podejścia do człowieka?
Kurs Pracy Procesowej i Szkoła Coachów są skonstruowane w oparciu o fundamentalną wiarę, że człowiek i grupa ludzi mają zasoby, które mogą obrócić na swoją korzyść albo budować z nich bariery dla swojego rozwoju. Oba kursy przygotowują specjalistów od tej pierwszej opcji. Oba kursy koncentrują uwagę nie na wirtuozerii szkoleniowej lub coachingowej, ale na uważności i pokorze wobec faktów.
Jak te programy wzajemnie się uzupełniają – również w Twojej własnej praktyce?
Każda grupa składa się z pojedynczych osób, a każdy człowiek funkcjonuje w jakiejś grupie. Doświadczenie procesu grupowego pomaga zrozumieć sytuację klienta coachingowego w jego otoczeniu, a doświadczenie pracy coachingowej pomaga mi nie gubić z oczu indywidualnych potrzeb ludzi w grupie.
Dlaczego warto spotkać się z Tobą jeszcze przed decyzją o udziale w Szkole Coachów?
Sądzę, że każda poważna propozycja rozwojowa jest w jakimś sensie konstruktem powstającym pomiędzy tym, kto zaprasza i tym, kto z zaproszenia korzysta. Wierzę, że spotkanie pozwoli podjąć świadomą decyzję o świadomym udziale. Przez taki rozumiem gotowość do „szycia go na miarę” wraz z zapraszającym i uczestnikami, którzy przyjdą. A żeby wspólnie szyć trzeba ufać „współkrawcowi” – spotkanie może w tym pomóc.
Z jakim jednym pytaniem dobrze przyjść na to spotkanie?
Rekomenduję cały zestaw pytań skierowanych do siebie: Czego chcę się nauczyć? Czego jestem ciekaw w sobie, gdy pracuję z ludźmi? Czego chcę się o sobie dowiedzieć? Co chcę zrobić z tym, co już o sobie wiem? Odpowiedzi na te pytania to doskonały punkt wyjścia do rozmowy o udziale w Szkole Coachów TROP.
Wywiad przeprowadziła przeprowadziła Anna Gano




0 komentarzy