Ludzie TROP-u: Bycie trenerem nie polega na tym, żeby zawsze być pewnym siebie i silnym. Justyna Zacharuk o sobie, swojej pracy i Szkole Trenerów TROP

Justyna Zacharuk to trenerka, coachka mocnych stron Instytutu Gallupa, psycholożka i superwizorka Metody TROP. Pracuje indywidualnie, z grupami i z całymi firmami nad budowaniem i rozwojem kultury organizacyjnej. Prowadzi warsztaty oraz treningi interpersonalne. Ma za sobą około 8000 godzin warsztatowych i 4800 godzin coachingowych. W Grupie TROP opiekuje się merytorycznie Szkołą Trenerów. W pracy łączy skupienie na mocnych stronach, ciekawość i łagodność.  

  • co ukształtowało Justynę jako trenera i jak pracuje z ludźmi 
  • jak z czasem zmieniło się jej podejście do roli trenera 
  • czym wyróżnia się Szkoła Trenerów Grupy TROP 
  • czemu warto się spotkać i porozmawiać, zanim podejmie się decyzję o zapisaniu się do szkoły 

Co najbardziej ukształtowało Cię jako trenerkę?

Zdecydowanie najbardziej ukształtowały mnie moje korzenie trenerskie i środowisko, w którym zaczynałam pracę. Miałam ogromne szczęście trafić do miejsca, które z jednej strony wzbudzało we mnie ciekawość, a drugiej dawało przestrzeń do eksperymentowania i odważnego próbowania różnych rzeczy w pracy z grupą.

Znaczące było też to, że mogłam zobaczyć pracę trenera w całej jej złożoności. Nie tylko sam moment stania na sali szkoleniowej, ale cały proces – od pozyskiwania klienta, przez pisanie oferty, badanie potrzeb, tworzenie koncepcji warsztatu, aż po ewaluację. Dzięki temu dziś patrzę na pracę trenera bardzo kompleksowo i widzę, jak wszystkie te elementy wpływają na siebie nawzajem.

Duży wpływ na mój styl ma też moja wrodzona ciekawość i potrzeba uczenia się. Chętnie sięgam do różnych podejść: psychologii pozytywnej, podejścia systemowego, Gestalt, koncepcji talentów Instytutu Gallupa czy inspiracji z nauk  ścisłych. Z tego wszystkiego powstaje mój własny tygiel  i myślę, że to sprawia, że moja praca jest  dla uczestników oryginalna i  żywa.

Bardzo ważne było też poczucie, że mogę popełniać błędy. Że mam czas, żeby znaleźć swój styl i że nie muszę, a nawet nie powinnam nikogo kopiować.

Jednocześnie miałam poczucie, że za moimi plecami ktoś stoi. Że jest środowisko, do którego mogę wrócić, czasem po wsparcie, czasem żeby się posmucić, ponarzekać albo podzielić trudnością. To doświadczenie wspólnoty trenerskiej było dla mnie absolutnie kluczowe. Z perspektywy ponad osiemnastu lat pracy widzę dziś, jak bardzo mnie to ukształtowało.

Z czego w swojej pracy jesteś dziś najbardziej dumna i dlaczego?

Jestem najbardziej dumna z tego, że pracuję w zgodzie ze sobą. Z ludźmi, z którymi naprawdę chcę pracować. Z klientami, którzy mnie ciekawią i do których mam dużo życzliwości.

Jestem też dumna z drogi, którą przeszłam jako trenerka i z tego, jak budowałam swój warsztat.

Ogromnie ważne jest dla mnie również to, że udało mi się połączyć pracę z relacjami. Moi najbliżsi przyjaciele są jednocześnie osobami, z którymi współtworzę firmę. Bardzo lubię pokazywać światu, że to jest możliwe. Że można razem pracować, zarabiać, tworzyć projekty, a jednocześnie przyjaźnić się i spędzać razem czas także poza pracą.

W prowadzeniu firmy oczywiście ważny jest przychód, ale dla mnie równie ważne jest to, w jakiej atmosferze go osiągamy. Mam poczucie, że współtworzymy miejsce, w którym jest przestrzeń na relacje, śmiech i troskę o siebie nawzajem. Zamiast oceniania pojawia się raczej pytanie: co możemy z tym zrobić i gdzie mamy wpływ.

Jaka była Twoja największa „wtopa” w pracy z grupą lub klientem i czego Cię nauczyła?

Pamiętam warsztat organizowany dla PFRON-u. Przygotowywałam się do niego bardzo długo, bo to była duża grupa. Chciałam podzielić uczestników na podgrupy, więc pod krzesłami przykleiłam kolorowe karteczki oznaczające grupy.

Na początku warsztatu powiedziałam: „Proszę sprawdzić, co macie pod swoimi krzesłami”. Wtedy okazało się, że kilka osób na sali jest niewidomych. W pierwszym momencie bardzo mnie to spięło. Pomyślałam: Jak mogłam o to nie zapytać, jak mogłam tego nie przewidzieć?

Ale wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Grupa wybuchnęła śmiechem i ktoś powiedział, że oni często widzą więcej niż ci, którzy mają sprawne oczy. Uczestnicy zaczęli sobie nawzajem pomagać i bardzo szybko zamieniliśmy tę sytuację we wspólne doświadczenie.

To nauczyło mnie, że potrafię wyjść z trudnych sytuacji, jeśli zaufam sobie i grupie. I że czasem zamiast wpadać w przerażenie, można po prostu wnieść sytuację na forum i poprosić o wsparcie.  

Jaką jedną rzecz robisz dziś inaczej niż 10 lat temu? 

Mam dziś zdecydowanie więcej luzu i swobody oraz dużo więcej wyrozumiałości wobec siebie. Patrzę na grupę bardziej systemowo i staram się rozumieć to, to widzę, pamiętając jednocześnie, że zawsze widzę tylko fragment  rzeczywistości.

Mam też poczucie, że przez te lata bardzo złagodniałam. Dziś łagodność uważam za ogromną wartość w pracy z ludźmi.

Kim jesteś poza salą warsztatową?

Jestem przyjaciółką i żoną najcudowniejszego męża na świecie. Jestem też wielką fanką gór i chodzenia po nich, najlepiej w różnych szerokościach geograficznych. Bardzo lubię też po prostu snuć się po mieście, najlepiej bez konkretnego celu. Lubię marzyć i wyobrażać sobie różne rzeczy. Ostatnio bardzo dużo marzę o naszym przyszłym domu, który niedługo zacznie się budować w pięknym miejscu w Polsce.

Co robisz, żeby zadbać o swoją energię i się nie wypalić?

Pracuję z wieloma osobami, więc dbanie o energię jest dla mnie bardzo ważne. Pomaga mi czas spędzany ze sobą albo z bardzo bliskimi ludźmi. Bardzo ważny jest dla mnie kontakt z naturą: las, góry czy spacery nad morzem.

Równie ważne są momenty radości, śmiechu i lekkości w relacjach. Bardzo uważnie słucham też sygnałów z ciała. Ono jasno komunikuje, kiedy czegoś jest za dużo. Kiedyś często te sygnały ignorowałam. Dziś staram się je szanować i przyjmować, że jeśli dużo pracuję, mam też prawo być zmęczona.  

Dlaczego zdecydowałaś się zostać opiekunem merytorycznym Szkoły Trenerów? 

Bo bardzo lubię pracę z trenerami. Przez lata prowadziłam warsztaty w wielu organizacjach, w różnych branżach i sektorach. Dzięki temu zebrałam sporo doświadczeń, którymi lubię się dzielić. Pomaga mi też to, że dobrze pamiętam własne początki, niepewności i pytania. Dzięki temu łatwiej mi wspierać osoby, które są na początku swojej drogi.

Jaką zmianę najczęściej obserwujesz u uczestników tej drogi? 

Najczęściej widzę przejście. Od „nie wiem” do „spróbuję”. Od „boję się” do „to jest ciekawe”. Od „przecież ja nigdy nie prowadziłem warsztatu” do „mam dziesięć lat doświadczenia jako lider – mogę z tego skorzystać”. Często jest to też droga od skupienia na brakach do odkrywania własnych zasobów. I to mnie w tej pracy najbardziej cieszy. Bo bycie trenerem nie polega na tym, żeby być zawsze pewnym siebie i silnym. Chodzi raczej o to, żeby umieć usiąść także przy swojej niepewności i z niej budować.

Dlaczego warto spotkać się z Tobą przed decyzją o udziale w programie? 

Bo znam tę szkołę od podszewki i mogę odpowiedzieć na pytania bardzo konkretnie – zarówno z perspektywy doświadczenia, jak i wiedzy o programie. Ale myślę też, że czasem spotkanie z żywą osobą daje coś więcej niż przeczytanie agendy. Może dodać odwagi, rozwiać wątpliwości albo po prostu pomóc zobaczyć, czy to jest droga dla Ciebie. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek do czegoś przekonywać. Raczej o to, żeby wspólnie się zastanowić i poszukać odpowiedzi.

Z jakim pytaniem warto przyjść na takie spotkanie?

 Ja powiedziałabym raczej: z jakim nastawieniem. Zapraszam z nastawieniem ciekawości. „Chętnie posłucham, zobaczę, czy to jest coś dla mnie”. Może być w tym także niepewność, to zupełnie naturalne. Często w trakcie rozmowy pytania pojawiają się same. Najważniejsze jest to, żeby nie zostawać z wątpliwościami samemu.

0 komentarzy

Call Now Button