Nowy paradygmat zarządzania w cywilizacji wiedzy - Grupa Trop

Epoka rewolucji przemysłowej, opierającej większość działań na pracy maszyn przy wtórze automatycznie wykonywanych poleceń obsługi, to już historia. Świat podlega nieustannym zmianom, a wraz z nimi wprowadza nas w arkana społeczeństwa informacyjnego, czy jak kto woli cywilizacji wiedzy. Oto za czym nie będziemy, a przynajmniej nie powinniśmy tęsknić:

„Najważniejszymi aktywami i głównymi siłami napędowymi dobrej koniunktury gospodarczej w epoce przemysłowej były maszyny i kapitał – rzeczy. Ludzie byli niezbędni, ale wymienialni. (…) Gdy wszystkim, czego potrzebujesz jest ludzkie ciało i tak naprawdę nie chcesz umysłu, serca czy ducha człowieka (stanowią one czynniki hamujące swobodny przebieg procesów w epoce maszyn), To zredukowałeś go do roli przedmiotu. Zatem wiele naszych współczesnych metod zarządzania wywodzi się z epoki przemysłowej. Wykształciła w nas ona przekonanie, że ludzi trzeba kontrolować i kierować nimi. Dała nam takie pojęcie księgowości, w której ludzie są kosztami, a maszyny aktywami. Pomyśl o tym. W bilansie zysków i strat umieszcza się ich jako koszty, wyposażenie jest w zestawieniu bilansowym traktowane jako inwestycja.”

Gwałtowny rozwój środków komunikowania, ciągły przyrost olbrzymich (wręcz niemożliwych do ogarnięcia) zasobów informacji, wzrost konkurencyjności gospodarczej, w końcu innowacyjne technologie, wszystkie wymienione elementy w sposób nieodwracalny zmieniają nasze życie. Aby zrozumieć na czym polega fenomen nowej ery, wystarczy uważniej przyjrzeć się określeniom używanym w celach jej charakterystyki. A najczęściej stosowane brzmią następująco: transformacja, natychmiastowy przepływ, nieodwracalna zmiana, nieustanny, permanentny i kompleksowy rozwój. Wszystkie te sformułowania wyraźnie podkreślają niejednorodność nowego prądu, którego siła i zakres oddziaływania wydaje się nie do oszacowania. Nieprzeniknioność nowego nurtu sprawia, że cecha taka jak niestabilność stała się podstawowym elementem otaczającej nas rzeczywistości.

Odpowiedzi niektórych szefów, prezesów i menedżerów na taką konstrukcję realiów, są nie tylko pozbawione sensu, ale i całkowicie zaskakujące. Podczas gdy świat i metody zarządzania idą naprzód, przynajmniej próbując nadążyć za wciąż ewoluującym środowiskiem, większość menedżerów stosuje dawno nieaktualne metody kierowania. Metody, które w gruncie rzeczy sprowadzić można do zasady kija i marchewki. A chcąc pozostać szczerym, najczęściej samego kija. W odpowiedzi na wolność myśli i towarzyszące jej indywidualne inicjatywy pracownik często słyszy: „Wy mi tu Kowalski nie wymyślajcie (czasem dochodzą do tego i bardziej dosadne epitety), tylko zróbcie jak mówię – zrozumiano?” No dobrze, może tak przaśnie, to zwraca się kierownik do podwładnych na budowie, zapewniam jednak, że w korporacjach język jest tylko nieco bardziej elegancki. Pod pozorem elokwencji, czasem erudycji tkwią bowiem liczne językowe i emocjonalne niespodzianki. Sens zatem pozostaje taki sam.

To niezwykłe, jak przyzwyczajenie, schematy, a także wygoda – potrafią odcinać nas od rzeczywistości. Wchodzimy w cywilizację wiedzy, w której głównym czynnikiem rozwoju są uczący się, zaangażowani ludzie. Nimi jednak nie można rządzić, tylko efektywnie zarządzać. Oznacza to konieczność budowania pracy zespołowej, w której znajdzie się przestrzeń dla otwartego dialogu, wymiany doświadczeń bez obaw, że wygłaszane opinie spotkają się z radykalną, czy wręcz absurdalną krytyką. I w końcu co niemniej istotne należy wyzwalać w ludziach, pracownikach – pasję, poprzez odpowiednio skonstruowaną motywację. I to nie dlatego, że praca z pasją nie dość, że brzmi pięknie i etycznie, to jeszcze tworzy idealistyczny obraz firmy. Ale dlatego, że bez pasji i zaangażowania zwyczajnie nie ma mowy o biznesie.

Sprawa nie jest prosta. Wiele firm, chcąc sprostać temu wyzwaniu nowej epoki, musi przebudowywać całą swoją strukturę. Korporacje muszą z jednej strony wdrażać zmiany, szkoląc u swoich menedżerów kompetencje interpersonalne, z drugiej zaś tworzyć elastyczne i sprawiedliwe systemy oceny, inwestować w permanentne uczenie się, wymianę wiedzy, stale pobudzając innowacyjność. Przyduszeni ciężarem tych słów- zapytacie: „Czy to w ogóle jest możliwe?” Możliwe. Jak wiele rzeczy w naszym życiu, tak i budowanie sukcesu firmy stanowi ogromne wyzwanie. Droga do jego osiągnięcia jest tradycyjnie wyboista, kręta i często pod górkę. Trzeba sobie jednak uzmysłowić, że największym przecinkiem są nasze własne ograniczenia, przyzwyczajenia, od dawien dawna stosowane nawyki i zatwardziała mentalność. Słowem cały ten bagaż wyniesiony z opisywanej przez Covey’a epoki przemysłowej. Najprościej przecież zapędzić do roboty, zagrozić odebraniem premii, opieprzyć za błędy. Niestety, albo raczej stety, nastały tak dziwne czasy, że za podobne zachowania płaci się stopniowym wypadaniem z rynku. Wielkie badania Instytutu Gallupa wykazały ścisły związek poziomu zysku ze sposobem, w jaki traktowani są pracownicy firmy przez średni menedżment. To już nie są przekonania, to twarde fakty. Czas na zmiany…