Mindfulness po TROP-owemu

Jacek Jakubowski przygląda się nurtowi MINDFULNESS pod kątem pewnych spłyceń, jednocześnie wydobywając nieoczywiste aspekty i korzyści płynące z uważności – tej kierowanej nie tylko do wewnątrz, ale też na drugiego człowieka. 

W Polsce rozwija się nurt MINDFULNESS, zapoczątkowany przez Jona Kabat-Zinn’a. Termin ten oznacza UWAŻNOŚĆ, a niektórzy tłumaczą go jako UWAŻNĄ OBECNOŚĆ. Zgodnie z jego definicją:to stan świadomości będący wynikiem intencjonalnego i nieoceniającego kierowania uwagi na to, czego doświadczamy w chwili obecnej„. 

Rdzeń tego podejścia tkwi w różnego typu podejściach wschodnich – można go znaleźć w opisach mistrzów zen, czy innych praktyk. Ich istotą jest nieustanne pogłębianie świadomości i poznawanie samego siebie.  

W europejskiej tradycji można znaleźć bardzo dużo podobnych nurtów. Na mnie największe wrażenie zrobił Martin Buber (chasydzki filozof). Napisał, że wiele osób żyje w krótkiej chwili między czasem przeszłym, a przyszłym, a nie potrafi być w czasie teraźniejszym.  

Generalnie nurt ten wydaje mi się być bardzo ważny i sensowny. Jednak jest coś, co wywołuje we mnie jakiś rodzaj sprzeciwu.  

Przede wszystkim wiele tych przedsięwzięć adresowanych jest do osób, które nie radzą sobie ze stresem. Ośrodki zapraszające na tego typu działania piszą nawet o nich jako o elemencie terapii. Kłóci się to nieco z bazą – medytacja nie jest adresowana do ludzi zaburzonych, tylko jest jakimś sposobem na życie, rozwijanie się. Jestem przekonany, że tego rodzaju lub podobne praktyki potrzebne są każdemu człowiekowi – tym niezaburzonym i niezestresowanym także.   

Ponadto w podejściu MINDFULNESS podkreślana jest indywidualna praca nad sobą. Opisywane są procesy, dzięki którym spotykamy własne emocje. Używane jest nawet sformułowanie „współczucie do samego siebie”. Moim zdaniem tkwi w tym niebezpieczeństwo egocentryzacji. Jednocześnie niedoceniana jest rola specyficznego obszaru emocji i uczuć – empatii.  

Zauważmy – treningi uważności są prowadzone przez… empatycznych profesjonalistów. Ludzie ci długo przygotowywali się do uważnego słuchania, wczuwania się, decentrowania, czyli rozumienia cudzego świata znaczeń i doświadczeń. Moim zdaniem swoją uważnością, koncentracją „zarażają” uczestników, modelują ich zachowania, budzą poczucie bezpieczeństwa chociażby poprzez swoją wiarygodność i profesjonalizm. 

Ponadto takie treningi prowadzone są w grupach, w których zachodzi proces wsparcia, możliwość zanurzania się w uwadze innych, ale też dawania uwagi (grupa uczy się uważnego słuchania każdego z uczestników).   

Metoda TROP adresowana jest do osób, które chcą się rozwijać, a nie leczyć. Zdarza się, że uczestnicy naszych zajęć w trakcie intensywnej pracy uświadamiają sobie wewnętrzne problemy, wiążące energię traumy, czy różne formy uzależnień. Jeżeli tego potrzebują, kierujemy ich do profesjonalnych terapeutów. Zdecydowanie warto przejść cykl terapeutyczny, zredukować lęk, wyzwolić się ze swoich destrukcyjnych mechanizmów.  

Jednak efektywna terapia powinna kiedyś się skończyć. A głęboka, intensywna praca nad własnym rozwojem nie kończy się nigdy. Jest jednym z wymiarów sensu życia. Rozwijanie uważności, sztuki koncentracji, nieustanne pogłębianie i poszerzanie świadomości jest rdzeniem „bycia człowiekiem”.   

Uważamy, że tego rodzaju samodzielna praca nad sobą powinna odbywać się w oparciu o uważność drugiego człowieka. Zresztą okazuje się z praktyki, że „branie uwagi”, konstruktywne korzystanie z tego, że ktoś „jest ze mną”, „uważnie mnie słucha” dla wielu ludzi nie jest proste. Większość musi oduczyć się różnego typu zachowań sztucznie ściągających uwagę albo obron wynikających z przekonań, że „nikt tak naprawdę nie jest mną zainteresowany”. Wiele osób musi zawalczyć ze swoim lękiem, niskim poczuciem własnej wartości, żeby pozwolić sobie na „wzięcie wsparcia”. 

 Ale to nie wszystko. „Dawanie uważności”, słuchanie, odzwierciedlanie, pomaganie drugiemu niezwykle służy temu, który daje. Koncentrowanie uwagi, otwieranie się na uczucia i myśli innego aktywizuje mózg, pomaga „być zdrowym”, daje poczucie sensu życia. Więcej – empatia jest znakomitym mechanizmem, dzięki któremu uczymy się od innych, inspirujemy, budujemy wspólnoty, w których „chce nam się chcieć”. W tym sensie empatia jest podstawowym budulcem każdej wspólnoty, także zdaniowej, czyli każdej działalności zawodowej. Jest ważnym, praktycznym wymiarem wspólnego działania, nazywanego współpracą. W naszym podejściu, nie zaniedbując rozwijania osobistych kompetencji, wspieramy uruchamianie procesu grupowego, kreujemy kapitał społeczny (czyli sieć relacji opartych na zaufaniu), uczestniczymy w budowaniu kultury organizacyjnej firm, wspieramy aktywizację środowisk w różnych projektach społecznych. 

Zajmowanie się tym obszarem jest dla nas bardzo ważne z bardzo podstawowych przyczyn. Empatia jest bazą powstawania wewnętrznej hierarchii wartości. Nie tych sztucznie głoszonych, wiszących w korporacjach na ścianie, czy nawet pięknie opisywanych w mądrych księgach. Chodzi o ich realizowanie w codziennym życiu, budowanie świadomych nawyków działania prospołecznego, nastawionego na dobro wspólne. Dzięki dojrzałej empatii jesteśmy zdolni do miłości, budowania rodziny, wychowywania dzieci, tworzenia przyjaźni i innych osobowych relacji z ludźmi.   

W metodzie TROP bardzo często odwołujemy się do TU i TERAZ. Korzystamy także z radością z mądrości podejścia MINDFULNESS. Pomagamy pogłębić samoświadomość, nauczyć się konstruktywnych form komunikacji, odblokować ekspresję ciała.  

Równolegle bardzo nam zależy na rozwijaniu wrażliwości na innych. Uczymy aktywnego słuchania, dawania uwagi, pracy nad decentracją, czyli zrozumieniem sposobu widzenia świata przez inne osoby. Wspieramy też w umiejętności korzystania z procesu grupowego – otworzenia się na specyficzne doznania wynikające z synergii grupy.  

Jacek Jakubowski 

Podziel się!

Shares

0 komentarzy

Call Now Button