Emocje w pracy lidera

W biznesie liderzy często chowają swe emocje do kieszeni i kierują się tzw. rozsądkiem, ale jest to droga donikąd. Myśli, uczucia odzwierciedlające się w ciele oraz to, jak działamy, to z neurologicznego i psychologicznego punktu widzenia jedność. Jeśli jeden z elementów tej triady traktujemy „po macoszemu” to oznacza tylko tyle, że jakiś aspekt naszego umysłu jest zepchnięty do podziemia, że nie bierzemy go pod uwagę. Ta sytuacja zagraża naszej spójności. Spójności nie osiągniemy inaczej niż dzięki zrozumieniu swoich potrzeb. A uczucia sygnalizują potrzeby – zaspokojone i niezaspokojone. To istotne, aby pamiętać, że ignorując uczucia, ignorujesz swoje potrzeby.  

Sięgnijmy do przykładu. Wyobraź, że rozważasz pójście do szefa, by powiedzieć mu o swoim nowym pomyśle, który może zaowocować sporą, ale korzystną zmianą w organizacji. Sądzisz, że wprowadzenie Twojego pomysłu w życie wiąże się z awansem dla Ciebie, ale też sporą ilością pracy dla wszystkich. Możesz żywić wobec tej perspektywy wiele rozmaitych uczuć. W Twojej głowie kłębi się wiele potencjalnie pożądanych i niepożądanych scenariuszy. Wyobraź sobie swoje emocje: czujesz dumę i podniecenie związane z Twoim odkryciem, ale też obawę, że koledzy uznają to za zamach na ich sposób działania i myślenia. Przeżywasz nadzieję na nowe, ale też złość, że tak długo już tkwisz w niewygodnej i z Twojego punktu widzenia, bezsensownej sytuacji. Myślisz o różnych scenariuszach rozwiązania, a jednocześnie słyszysz w głowie sceptyczne komentarze szefa, które każą Ci wszystkie rozwiązania już na wstępie odrzucać. Wygląda to tak, jakbyś stał na progu szefa w rozkroku i nie wiedział: zapukać czy uciekać. Porozmawiać, czy nie. Twoja energia wycieka, życie wewnętrzne kwitnie, ale faktycznie nic konstruktywnego się nie dzieje. Wszystkie opisane uczucia i myśli są potrzebne i mają swoje uzasadnienie, ale jak na razie nie są wprzęgnięte w proces decyzyjny. A decyzja oznacza uspójnienie działania, myśli i uczuć.  

Zostańmy jeszcze chwilę przy zrozumieniu procesu decyzyjnego prowadzącego do uspójnienia się. W pierwszym kroku skupmy się na kwestii potrzeb, bo z perspektywy energetycznej jest to kwestia bardzo istotna. Aby zrozumieć swoje potrzeby, musisz wziąć pod uwagę rożne aktualnie buzujące w Tobie emocje, bo właśnie w ten sposób w świadomości ujawniają się nasze potrzeby. Ta samoobserwacja prowadzi Cię do konstatacji, że różne potrzeby sygnalizowane są poprzez całą paletę uczuć. Czasami skłaniają Cię one do działań o sprzecznych wektorach. Myślisz np. działać czy odpuścić? Jednak w głębi duszy wiesz, że niektóre potrzeby są nowe, adekwatne do Twoich osiągnieć i rozwoju, a niektóre to reminiscencje Twojej dawnej kondycji. Wracając do powyższego przykładu wiesz, że Twoje działania mogą burzyć innym status quo i jeśli pójdziesz za swoim impulsem rozwojowym, za nowatorskim pomysłem, to zdenerwujesz innych, a na akceptacji bardzo Ci zależy. No tak, ale co w tym momencie jest dla Ciebie ważniejsze? Czy w imię realizacji potrzeby rozwojowej jesteś gotów zaryzykować złość kolegów? Czy może silnie zakorzeniona potrzeba akceptacji jest teraz zbyt żywa, aby poddać ją próbie? A może znajdziesz taki sposób komunikowania potrzeby zmian, żeby minimalizować ryzyko?  

? W pierwszym kroku proces decyzyjny, który stanowi warunek uspójnienia się, polega w zasadzie na odpowiedzi na kilka pytań o potrzeby: Jakie Twoje potrzeby stoją za potencjalnym działaniem lub odpuszczeniem? Które są istotniejsze w tym momencie?  

Aby być spójnym, a zatem „samodnawialnym” energetycznie, powinieneś określić, która z Twoich potrzeb jest w danym momencie najistotniejsza. Co właściwe chcesz zmienić w sobie samym i w otoczeniu. Odpowiedzi na te pytania często nie są na pierwszy rzut oka oczywiste.  

Na sesjach coachingowych czasami moi klienci opowiadają wzburzeni, jak bardzo dotyka ich zachowanie innych, partnerów lub pracowników. Ale kiedy pytam: „To czego byś oczekiwał/oczekiwała w tej sytuacji od siebie i od nich?” –  często odpowiadają wytartymi sloganami, które ich samych w najmniejszym stopniu nie przekonują. Muszą naprawdę popracować, zastanowić się, dokonać wglądu właśnie, aby te oczekiwania wreszcie sprecyzować.  A kiedy pytam inaczej: „Czego być pragnął/pragnęła dla siebie i dla nich?” – smutnieją lub mówią coś, co ich samych zaskakuje, na przykład: „Porozmawiać spokojnie o sensie naszej pracy i sprawdzić, czy razem idziemy w dobrym kierunku, czy to, co robimy, ma sens”. Albo „Przyjść na spotkanie i dowiedzieć się, że problemy zostały rozwiązane bez mojego udziału i wszyscy są z tego dumni i zadowoleni, a przy tym nikt nie ma do mnie pretensji”, lub też „Nie czuć się tak samotnie”. Wielokrotnie doświadczam ulgi, gdy w trakcie coachingu schodzimy z poziomu wyobrażeń o jedynie słusznych drogach działania na poziom potrzeb. Czuję, że w jakiś sposób wszyscy upraszczamy się, stajemy się bardziej bliscy sobie samym oraz czujemy większą wspólnotę z innymi. A to dodaje odwagi, więc ułatwia podjęcie właściwej decyzji. 

? Teraz czas na krok drugi procesu decyzyjnego. Wybór dominującej potrzeby, co brzmi banalnie, związany jest z tym, co jest dla nas ważne. Ale wcale niebanalne jest powiedzenie sobie jasno, jakie wartości potrzebujemy realizować, co w aktualnym okresie życia i w danej sytuacji jest naprawdę ważne. W konkretnych sytuacjach można pytać samego siebie:  

Jaką wartość chcę realizować swoim działaniem, a jakiej absolutnie nie chcę naruszyć? Co wybieram? I choć czasami odpowiedź to dłuższy proces, to jednak jest to trud z perspektywy energetycznej bardzo opłacalny. Nie można przecież oczekiwać, że wykonywana przez nas praca będzie źródłem energii, jeśli robimy coś, co nas nie kręci, czego sensu nie widzimy lub co nie jest zgodne z naszymi wartościami.  

? Krok trzeci to ustalenie, co jest dla nas możliwe. Nie chodzi o uwarunkowania sytuacji, ale o kompetencje osobiste. Co umiemy, a czego możemy się nauczyć? A zatem powinniśmy sięgnąć do naszych zasobów i mocnych stron. Na czym w sobie możemy polegać, jaki przymioty ogólne będą dla nas wsparciem na wybranej drodze? Odwaga? Zdolność szybkiego uczenie się? Rezyliencja czyli odporność połączona z elastycznością? Solidarność i zdolność do godzenia rozmaitych interesów? Jeśli trudno nam to nazwać, popatrzmy na nasze konkretne doświadczenia. Kiedy wykazaliśmy się sprytem, a kiedy wytrwałością lub innymi przymiotami? Czy w danej sytuacji będziemy mogli wykorzystać te pozytywne właściwości?

Dorota Jakubowska 

Podziel się!

Shares

0 komentarzy

Call Now Button