Ludzie TROP-u: Pękam z dumy, gdy widzę realną zmianę. Anna Łaniecka o pracy z ludźmi i Programie GATE

Trenerka, coachka i opiekunka merytoryczna Programu GATE. Uważna obserwatorka procesów, która łączy profesjonalizm z głębokim szacunkiem do granic – swoich i cudzych. W rozmowie opowiada o tym, co naprawdę ją ukształtowało: relacjach z innymi trenerami, terapii, macierzyństwie i zaufaniu do siebie. O realnej zmianie, którą widzi u uczestników Programu GATE, o dumie, która przychodzi czasem zupełnie niespodziewanie – i o tym, dlaczego rozwój zaczyna się od odwagi przyjrzenia się sobie.

  • czemu warto się spotkać i porozmawiać, zanim podejmie się decyzję o udziale w programie.
  • jak wygląda rozwój, który naprawdę zostaje na lata,
  • dlaczego zaufanie do siebie i do grupy zmienia sposób pracy trenera,
  • co sprawia, że uczestnicy Programu GATE „rozkwitają i dojrzewają”,

Co najbardziej ukształtowało Cię jako trenerkę/coachkę?

Relacje z innymi trenerami, osobiste wartości, własna terapia i… macierzyństwo. Kolejność dowolna. Obserwowanie styli trenerskich „w akcji”, to w pewnym momencie mojego rozwoju zawodowego była najlepsza szkoła trenerów. Ale nie bezkrytycznie. Zadawałam wiele pytań, dyskutowałam, czasem nawet się kłóciłam. Budowałam swój własny styl definiując i aktualizując osobisty kodeks etyczny. Bardzo mi to porządkuje decyzje zawodowe. Terapia – postawiła kropkę nad i. Dzięki niej doskonale wiem, gdzie się kończy moja trenersko-coachingowa działka i dalej nie idę. Nawet jeśli czasem kusi. Bycie mamą niezmiennie uziemia i jednocześnie dodaje skrzydeł.

Z czego w swojej pracy jesteś dziś najbardziej dumna i dlaczego?

Ostatnio byłam na meczu siatkarskim mojej córki. Podeszła do mnie mama jednej z zawodniczek z konkurencyjnej drużyny – Uczestniczka któregoś z GATE-ów. Mówiła tyle miłych i ciepłych słów o mojej pracy, naszych spotkaniach. Obok stała moja nastolatka i jej koleżanki siatkarki. Wieczorem usłyszałam: „Mamo, ty naprawdę robisz w tej pracy ważne rzeczy dla ludzi. To było takie super, jak ta Pani tak dobrze o Twojej pracy mówiła”.  Te momenty, w których u Uczestników dzieje się realna zmiana i przychodzą powiedzieć „dziękuję” – pękam z dumy. Z nich i z siebie. A jeszcze jak widzę szacunek w nastoletnich oczach to już jest w ogóle poza skalą.

Jaka była Twoja największa „wtopa” w pracy z grupą lub klientem i czego Cię nauczyła?

15 minut przed bardzo ważnym webinarem zniknęła mi prezentacja, którą tworzyłam kilka godzin. Z modelami, planszami, które byłyby nie do odtworzenia. Na wydarzenie zarejestrowanych było ponad 100 osób. Adrenalina i kortyzol wystrzeliły. Udało mi się nie spanikować, zadzwoniłam po pomoc i 5 minut przed rozpoczęciem odzyskałam dokument. Początek webinaru ucierpiał bardzo przez mój stres, ale udało mi się uspokoić i dowieźć to, co miałam zaplanowane. Niezmiennie: regulacja emocji potrafi uratować każdą sytuację. I pamiętajcie: zapisujcie swoje dokumenty w trakcie ich tworzenia – mimo tych automatycznych.

Jaką jedną rzecz w pracy z ludźmi robisz dziś zupełnie inaczej niż 10 lat temu?

Zupełnie inaczej przygotowuję się do warsztatów. Ciągle mam nadmiar pomysłów i modeli w koszyku na warsztat, ale zdecydowanie krócej siedzę szperając po kolejne, myśląc, że na pewno mam za mało i że pewnie będzie niewystarczająco. Dziś mam znacznie większe zaufanie do grup i do siebie przede wszystkim.

Kim jesteś poza salą warsztatową?

Na co dzień żyję bardzo intensywnie. Zauważyłam, że cudownie mi robią regularne, krótkie stopklatki wyjazdowe. Mogą mieć bardzo różny charakter: góry, wystawy, spacery, wulkany, plaża, las. Grunt, żeby były w jakościowych, karmiących relacjach. Tworzenie wspomnień z ważnymi osobami to sposób w jaki ładuję moje osobiste baterie. Mam taką ulubioną maleńką kawiarenkę w centrum Warszawy. Cichutka, kameralna, z pyszną kawą. Spotykam się tam z cudownymi osobami. Zawsze z jedną w tym samym czasie. Nie więcej. To taka celebracja spotkań. Czasem czytam tam książkę i czas na chwilę się zatrzymuje.

Co robisz, żeby dbać o swoją energię i nie wypalić się?

Po pierwsze płodozmian, czyli równowaga w ilości pracy z grupą i indywidualnie. Świetnie robi na moją uważność. Po drugie – tu szacun dla moich przyjaciółek, które kiedyś podstępem zmusiły mnie do zaczęcia – regularnie ćwiczę. Nauczyłam się czytać sygnały z ciała. Szybciej wiem, kiedy moje napięcie przekracza optymalny poziom. Po trzecie – mam znajomych spoza bańki zawodowej. Uwielbiam te chwile, kiedy nie rozumiem o czym rozmawiają na wyjazdach czy imprezach. Mój mózg wtedy tańczy z radości.

Co ostatnio dało Ci największe poczucie sensu – poza pracą?

KOstatni rok był pełen doświadczeń, które przekierowały moją uwagę na to co naprawdę w życiu ważne. Zadbałam o zdrowie swoje i najbliższych – badajcie się regularnie! Naprawdę warto. Odnowiłam kilka fajnych znajomości. Zawarłam nowe – z mega frajdą. Doświadczyłam tego, że mogę marzyć a nawet spełniać swoje marzenia. Jakie to są endorfiny!

Dlaczego zdecydowałaś się zostać opiekunką merytoryczną Programu GATE?

Niezmiennie twierdzę, że Program GATE to najlepszy i najfajniejszy program w TROP-ie. Kiedy Kasia Gorzędowska zaproponowała mi, żebym była opiekunką merytoryczną, to był to megamiły gest, ale jednocześnie wydawało mi się to supernaturalne. Chyba jestem chodzącą ambasadorką 😊

Jaką zmianę najczęściej obserwujesz u uczestników w trakcie ich rozwojowej drogi podczas Programu GATE?

Większy porządek w głowie, większa świadomość siebie, gotowość do mówienia o sobie mniej krytycznie, ale także w kontekście zasobów i realnych mocnych stron. Zdecydowanie większa odwaga. Ludzie rozkwitają i dojrzewają – w przenośni i dosłownie. Wielu z nich też ma nowe, bardzo wartościowe przyjaźnie.

Dla kogo ten program jest dobrą decyzją – a dla kogo niekoniecznie?

Uważam, że w świecie idealnym, każdy człowiek na jakimś etapie swojej dorosłości powinien przez niego przejść. Zadać sobie kilka naprawdę fundamentalnych pytań, by móc powiedzieć, że naprawdę wie kim jest i jakie decyzje podejmuje. A tak urealniając to jest to „must have” dla wszystkich, którzy pracują z drugim człowiekiem. Bez względu na rolę. Niemal w każdej grupie słyszymy: „Muszę tu przysłać swojego męża/żonę”. Ostatnio rozmawiałam z bardzo doświadczoną „HR-ówką”, która powiedziała: „Robię to przede wszystkim dla siebie”. O to chodzi.

Dlaczego warto spotkać się z Tobą jeszcze przed decyzją o udziale w programie?

Dlatego, że możesz zadać pytania, zaadresować wątpliwości, a przy okazji poznać motywacje innych osób.

0 komentarzy

Call Now Button