Emocje i empatia

Powiedzenie o kimś, że jest empatyczny oznacza właściwie bardzo pozytywną ocenę. To ktoś wrażliwy, potrafiący pomóc w trudnej sytuacji, okazujący współczucie… Odwrotną konotację posiada słowo „emocjonalny”. To ktoś na wszystko reagujący silnymi emocjami, trochę nieprzewidywalny, nie reagujący na „racjonalne” argumenty. Kłopot w tym, że każdy osobnik ludzkiego gatunku jest i emocjonalny i empatyczny. To nasze biologiczne, kulturowe i… duchowe korzenie.

Emocje

Sięgnijmy po cytaty z opracowania p.t. „Natura emocji – zagadnienia podstawowe” pod redakcją Paula Ekmana i Richarda J. Davidsona. (str. 25-26)

„Każdemu ważnemu wydarzeniu życiowemu towarzyszą emocje – dostrzegalne lub niedostrzegalne. (…) dostarczają one zróżnicowanych i wewnętrznie spójnych sposobów radzenia sobie z głównymi wyzwaniami, przed jakimi staje organizm.”

Podkreślmy – emocje działają zawsze, bez przerwy, w każdej chwili naszego życia. Dostarczają spójnych, innym językiem mówiąc, racjonalnych sposobów poznawania świata i podejmowania adekwatnych do sytuacji działań.

„Mózg składa się z licznych, powstałych na drodze selekcji ewolucyjnej, mechanizmów rozwiązywania problemów zarówno ogólnych, jak i szczegółowych. Przynajmniej w ogólnym zarysie również emocje są takimi mechanizmami. (…) Mechanizmy te regulują zachowanie organizmu przez całe jego życie – początkowo w sposób impulsywny, później zaś w sposób bardziej stonowany. Choć indywidualna historia wzmocnień otrzymywanych w trakcie życia prowadzi do ogromnego zróżnicowania indywidualnego organizmów, ogólny plan genetyczny, jaki umożliwia wykształcenie się owej różnorodności jest darem genetyki.(…) Jesteśmy wypełnieni emocjonalnymi instynktami równie mocno, jak niższe zwierzęta, ale z powodu powiększonej kory mózgowej (przypominającej właściwościami komputerową pamięć RAM – Panksepp 1989) nie jesteśmy tak dalece poddani dyktatowi instynktów. Dostępna jest nam większa liczba wyborów, niż innym gatunkom. Jesteśmy w stanie uczynić z naszych emocji jedynie uwewnętrznione uczucia sterujące nieobserwowalnymi strategiami poznawczymi”.

Emocje są podstawowym wyposażeniem człowieka. To pierwotny, głęboki sposób reagowania na rzeczywistość. Dzięki nim jesteśmy w stanie wiele reakcji wykonywać automatycznie, nawykowo i spontanicznie. Ich siedliskiem są stare, bazowe obszary mózgu. Są podłożem uczuć, stanowią o naszej indywidualności. Dzięki nim możemy budować relacje z innymi ludźmi, tworzyć wspólnoty, walczyć. Więcej, dzięki nim możemy rozwijać naszą głęboką duchowość, poszukiwać odpowiedzi na pytania egzystencjalne.

W naszej kulturze emocje są deprecjonowane. Udajemy, że ich nie ma, wypieramy, staramy się je opanować. Niestety rzeczywistość ma to do siebie, że istnieje. Udawanie, że emocji nie ma powoduje tylko to, że „działają na dziko”. Wybuchają w najmniej oczekiwanym momencie, budują naiwny, głupawy optymizm albo cwaniacką, spiskową teorię wszystkiego. Czasami odkładają się w zatęchłą nienawiść. Brak samoświadomości, pracy nad rozwijaniem tzw. inteligencji emocjonalnej powoduje to, że emocja nas zalewają, dominują nasze zachowania. Przez nie nabieramy nieświadomie do kogoś dystansu, dajemy się uwieść, kupujemy niepotrzebny towar opakowany w atrakcyjny sposób, wybieramy polityków, którzy ładnie wypadają w telewizji etc.

To nie emocje są winne, tylko to, co z nimi robimy. Lekceważąc ich siłę, starając nad nimi zapanować, zdusić je, albo wyprzeć, doprowadzamy do paradoksalnego rezultatu – pozwalamy im sobą rządzić. A ponieważ tego bardzo nie lubimy – więc jeszcze bardziej staramy się je opanować i powstrzymać. I tak właśnie nakręca się spirala niemożności. Całe to powstrzymywanie, spychanie, ukrywanie staje się lekarstwem gorszym niż choroba. Często powoduje, że tak się już wokół siebie zakręcimy, że głupiejemy do cna.

Psychologia dopracowała się pojęcia dojrzałości emocjonalnej i wynikającego z niej prawidłowego rozwoju osobowości. Dziecko kochane, któremu pozwala się na ekspresję emocji stawiając jednocześnie wyraźne granice, wyrasta na osobę mającą kontakt z własnymi emocjami i potrafiącą nimi… zarządzać. Dzięki temu kształtuje się w nas proces decyzyjny, bazujący na emocjach i myśleniu, ale mający wyraz w wolnej woli. Człowiek czuje wtedy, że  to on wyznacza kierunki swojego działania. Mówimy wtedy o „wewnątrzsterowności”.

Niestety nie każdemu się udaje trafić na świadomych, mądrych, czułych, opiekuńczych, a jednocześnie stawiających jasne granice i umiejących konstruktywnie się konfrontować rodziców. Bogiem a prawdą właściwie takich nie znam. Natura tak zresztą to urządziła, że dzieci rodzą osoby dosyć młode, które dopiero tego wszystkiego się uczą – często na błędach, które m.in. wobec własnych dzieci popełniają. Rodzice straszą, niekonsekwentnie karzą, zarażają własnym niepokojem, bywają nadopiekuńczy, albo zbyt chłodni. W dzieciach rośnie napięcie, powstają nieadekwatne poczucia winy, odkłada się nie odreagowana złość, powstaje poczucie odrzucenia itd. Czasami jest to wynik potężnych traum (np. przemoc, nadużycia seksualne), czasami pozornie drobnych, z pozoru niegroźnych zachowań (np. sączonych codziennie komunikatów „jesteś niedobra, mamusia przez ciebie się źle czuje…) Wszystko to jest źródłem „zaburzeń emocjonalnych”, które w jakimś stopniu ma każdy z nas. Oznacza to, że w jakiejś sytuacji przeżywamy emocje nieadekwatne, nie wynikające z tego, co się dzieje. Nagle nam się coś włącza i ogarnia nas złość, smutek, lęk, albo obojętność, nieadekwatna wesołkowatość itp. Emocje potrafią nas zalać i pchać do czynów absurdalnych, wstydliwych, a często wręcz moralnie nagannych i ogólnie paskudnych.

Na szczęście zdecydowana większość osób dostaje także od rodziców wiele miłości, opieki, uwagi. Rodziny, a później najbliższe środowisko potrafią przekazać głębokie wartości, uwrażliwić na piękno, nauczyć samodyscypliny i sztuki długotrwałego wysiłku. Więcej – rodzice też się rozwijają i potrafią podjąć działania „reperujące” to, co wcześniej sknocili. Ponadto w życiu dziecka pojawiają się dziadkowie, dalsza rodzina, potem wychowawcy, liderzy młodzieżowi (np. harcerze), grupy rówieśnicze, a także duchowni… Wszystkie te osoby mogą dawać różne, intuicyjnie dobrane „doświadczenia korekcyjne” pomagające uporać się z problemami wyniesionymi ze złych doświadczeń. Niestety, czasem też ich wpływ jest bardzo negatywny, pogłębiający urazy wynoszone z domu lub generujący inne, wynikające np. z toksycznych relacji interpersonalnych, absurdów systemu oświatowego, destrukcyjnych wzorów różnych subkultur itp. Czasami w rozwoju dziecka przekroczona zostaje cienka granica wytrzymałości, powyżej której bagaż złych doświadczeń jest tak silny, że generuje chorobę, lub patologię. Siła lęku, obniżonego poczucia własnej wartości, zalegającej złości przeradza się w system wewnętrznych obron, sztywnych nawyków, poznawczych stereotypów prowadzących do uzależnień, nerwic, chorób o podłożu psychosomatycznym. Swoistym schronieniem może być patogenne środowisko (przestępcze, narkomańskie, albo np. nowa, ale od początku patologiczna rodzina). Coraz więcej osób korzysta z profesjonalnej pomocy (psychoterapii, socjoterapii, terapii rodzinnej itp.) dającej okazję do przezwyciężenia problemów i odblokowania rozwoju emocjonalnego. Jej istotą (nieco oczywiście upraszczając) jest dawanie korekcyjnych doświadczeń, wglądu, różnych form pogłębiania świadomości czy odreagowania.

Każdy z tzw. normalnych, w miarę sprawnie funkcjonujących w życiu społecznym ludzi, jest swoistą kompozycją dojrzałości, mądrości, samoświadomości (tzw. mocne strony) i owych zaburzeń emocjonalnych (tzw. słabe strony). Spoiwem, czymś, co pomaga skorzystać z dobrodziejstw wyniesionych z dzieciństwa i przezwyciężyć wyhodowane lub napotykane problemy jest konsekwentna praca nad sobą, nad własnym rozwojem. Prowadzimy ją we własnej, tworzonej rodzinie, w rozmowach z przyjaciółmi, w pracy, aktywności społecznej. Skorzystać też możemy różnych form prawdziwej edukacji, praktyk duchowych, mądrych książek. Bardzo pomaga zanurzenie w poezję, sztukę, muzykę, teatr. Można też korzystać z trenerów, coachów, liderów. Każdy z Was robiąc warsztat, sesję, czy spotkanie zespołu tworzy przestrzeń do pracy nad sobą. I to bez względu na to, jaki jest konkretny temat, cel, obszar, którym się zajmujecie.

We wprowadzeniu pisałem, że potocznie słowem emocjonalny określane są osoby słabo kontrolujące swoje emocje. Z kolei „empatyczny” to trochę myszką trącące pojęcie mówiące o kimś ciepłym, uważnym, troskliwym. Takim trochę niedzisiejszym. Piszę o tym, bo pewne sposoby opisu rzeczywistości, oparte na stereotypach i swoistych kalkach myślowych są po prostu groźne. Zniekształcając rzeczywistość możemy podejmować działania, dokonywać wyborów niosących fatalne skutki. Ignorując emocje, uważając je za osobisty, wstydliwy i irracjonalny składnik naszego działania doprowadzamy do znaczących szkód w rodzinie, pracy, często możemy pozbawiać sensu nasze życie. W cięższych przypadkach głęboko utrwalone, nieprawdziwe przekonania są elementem stanów chorobowych, prowadzących do nawet do śmierci (np. w uzależnieniach).

Emocje są elementem naszego codziennego życia, bazą wielu mądrych i głupich decyzji, motorem działania. To od nas w dużej mierze zależy, czy będą działać destrukcyjnie, czy będą naszym „super-sojusznikiem”. Czy posłużą nam do dominacji, czy do skutecznej realizacji celów, do usprawiedliwiania lenistwa duchowego, czy poszukiwania sensu życia realizacji wartości. Zasadniczo emocje są osobistą odpowiedzią na pojawiające się zdarzenia. Są bazą motywacji, kreatywności, intelektualnej analizy. Bez emocji też nie potrafilibyśmy podjąć żadnej decyzji. Z kolei empatia to integralna część naszego życia emocjonalnego. Przeżywamy ją w każdym kontakcie z drugim człowiekiem, a często tylko czytając, przypominając sobie czy przeżywając dzięki wyobraźni radości i smutki towarzyszące jego działaniom. Bez przerwy wpadamy też w rozmaite „tygle empatyczne” w postaci różnorodnych grup, zespołów, społeczności i środowisk, w które rzuca nas los.

Słynny badacz procesów empatycznych Martin L. Hoffman twierdzi, że: „… najważniejszym warunkiem reakcji empatycznej jest zaangażowanie procesów psychicznych sprawiających, że dana osoba odczuwa emocje, które bardziej pasują do sytuacji innej osoby niż do jej własnej”.

Przyjrzyj się tej tezie uważnie. Każdy z nas, spotykając drugiego człowieka, czy tego chce, czy nie, przeżywa emocje będące rezonansem sytuacji, działań lub doznań innego. Wpływ mamy na to, co z tym zrobimy. Możemy być świadomi tego, co z nami się dzieje, działać w oparciu o głębokie, rozbudowane stany uczuciowe. Możemy też empatię (tak jak inne emocje), wypierać, ignorować, dusić, lekceważyć. Możemy w oparciu o nią świadomie budować relacje, wspólnotę, prowadzić spór, konstruktywnie się konfrontować. Możemy też zalewani niekontrolowanymi emocjami (własnymi przemieszanymi z empatycznymi) być agresywni, zahamowani, reagować schematycznie, nieadekwatnie do sytuacji.

Empatię można starać się zrozumieć od różnych stron. Zacznijmy od fizjologii, czyli budowy naszych mózgów. Każdy człowiek jest wyposażony genetycznie w specyficzne struktury mózgowe pozwalające na tzw. mechanizm odzwierciedlenia. Joachim Bauer opisuje odkrycia, które zrewolucjonizowały myślenie o wielu aspektach naszego działania.

„Sensacja polegała na istnieniu czegoś takiego, jak neurobiologiczny rezonans: obserwowane czynności wykonywanej przez kogo innego prowadziło u obserwatora, w tym przypadku u małpy, do aktywacji własnego programu neurobiologicznego, i to dokładnie tego programu, który byłby w stanie doprowadzić do wykonania obserwowanej czynności u obserwatora. Komórki nerwowe, które realizują określone programy we własnym organizmie, i które stają się aktywne także wtedy, gdy obserwujemy lub w inny sposób współodczuwamy, jak inny osobnik realizuje ów program, nazywane są neuronami lustrzanymi.”

„Empatia – co potrafią lustrzane neurony” Joachim Bauer Wydawnictwo Naukowe PWN 2008 Str. 20

W licznych badaniach odkryto także owe neurony w naszych, ludzkich mózgach. W ten sposób odkryto:

„Neurologiczny mechanizm umożliwiający nam spontaniczne i intuicyjne przewidywanie prawdopodobnego przebiegu sytuacji… „(..)Lustrzana aktywność komórek odpowiadających za wyobrażenia doznań wytwarza u obserwatora intuicyjne, bezpośrednie rozumienie odczuć spostrzeganej osoby. (…) Krótkie wrażenie może wystarczyć, by powstało intuicyjne przeświadczenie na temat doznań cielesnych obserwowanej osoby w bezpośrednim dalszym przebiegu sytuacji.”

„Empatia – co potrafią lustrzane neurony” Joachim Bauer Wydawnictwo Naukowe PWN 2008 Str. 35

Właściwie badania nad mózgiem prowadzą do naukowego potwierdzenia poglądów, które często nazywane są ideologią. To, że dla rozwoju ludzi jedną z podstawowych spraw jest spotkanie, współpraca, dawanie sobie nawzajem uwagi kwestionowane jest jako idealistyczne pomysły w brutalnym świecie walki, w którym przetrwają osobniki najsilniejsze. Ten sprymitywizowany darwinizm (bo koncepcje Darwina wcale tego nie udowadniały) nie wytrzymuje chłodnej, naukowej analizy (jak zresztą coraz mniej sprawdza się w praktyce).
Być może chciał tak Bóg, być może wyposażyły nas tak mechanizmy ewolucyjne – fakty dostępne naszemu poznaniu mówią jednoznacznie, że nasze mózgi są tak zbudowane, żebyśmy mogli osobiście, bezpośrednio, intuicyjnie odczuwać to, co przeżywa inny człowiek.

„(…) odzwierciedlenia i współbrzmienie umożliwiają nie tylko budowanie więzi społecznych, ale także zachowania, które są wewnątrz danego gatunku wzajemnie do siebie dopasowane. A to sprzyja budowaniu i utrzymaniu spójności grupy i zapewnia przetrwanie jednostki – za pośrednictwem przetrwania grupy.

Ale współbrzmienie może być czymś więcej, niż tylko zasadą przetrwania. Odnajdywanie współbrzmienia u innych, dawanie odzwierciedleń i spostrzeganie tego, że dla innych coś one oznaczają, jest biologiczną potrzebą podstawową, co można udowodnić przynajmniej dla wyższych organizmów żywych. Nasz mózg jest neurobiologicznie nastawiony na dobre relacje społeczne – podsumował niedawno Thomas Intel, dyrektor National Institute of Mental Healt, w robiącej wrażenie pracy przeglądowej. Wskazują na to już wcześniejsze obserwacje ostatecznie śmiertelnych skutków izolacji społecznej. U osób, które zostały wykluczone ze społeczności, rejestruje się znaczącą aktywację neurobiologicznych ośrodków bólowych.”

„Empatia – co potrafią lustrzane neurony”  Joachim Bauer Wydawnictwo Naukowe PWN 2008  Str. 127

Jeżeli empatia jest częścią życia emocjonalnego, to podlega także wszelkim jego prawidłowościom. Najprościej mówiąc – empatyczne emocje mogą nas zakażać, wściekać, przerażać. Mogą być bazą zachowań ucieczkowych, albo agresywnych, tworzenia mafii, procesów doprowadzających do wykluczenia społecznego. Jednocześnie empatia może być motorem dojrzałości emocjonalnej, skuteczności w działaniu i kształtowania się systemu wartości, Tworzy nam też bazę do odkrywania odwiecznych tajemnic ludzkiego i rozumnego sposobu istnienia. Pięknie pisał o tym Józef Tischner:

„Uwaga nasza nadal ogniskuje się wokół tajemnicy spotkania. Spotkać to przede wszystkim spotkać innego człowieka. Mówimy wprawdzie także o spotkaniu z Bogiem, czy z dziełem sztuki, ale raczej w sensie metaforycznym niż dosłownym. Doświadczenie spotkania, ściślej – przeżycie spotkania, wprowadza tego, kto spotyka, w jakąś jedyną w swoim rodzaju, osobistą prawdę spotkanego człowieka. Siła perswazji, jaką niesie ze sobą to przeżycie, nie da się porównać z siłą perswazji żadnego innego doświadczenia. Spotykając wiem, że inny człowiek jest i że jest wobec mnie taki, jaki naprawdę jest, bez masek i bez zasłon. Zazwyczaj nie potrafię opisać tego, co widzę i czuję, mimo to wiem, iż od momentu spotkania życie moje nabrało nowego znaczenia, a otaczający mnie świat uzyskał nową zasadę organizacji. Przeżycie spotkania jest nie tylko szczytowym rodzajem doświadczenia innego człowieka, ale również szczytem doświadczeń w ogóle.”

Józef Tischner w książce p.n. „Filozofia dramatu” Wydawnictwo ZNAK Kraków 1998 s. 174

Podziel się!

Shares

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *