Trening interpersonalny jako pole uważności

O treningu interpersonalnym jako wspaniałym narzędziu rozwoju osobistego Jacek Jakubowski  mówi od dawna. Tym razem opowiada o nim przez pryzmat uważności na siebie i innych – elementu niezbędnego w czasie 5 dniowego cyklu warsztatów prowadzonych przez doświadczonych i certyfikowanych trenerów. Zapraszamy do słuchania!

Transkrypcja podcastu

Dzień dobry, witam serdecznie na podcaście Grupy TROP. Mówi do Was Jac Jakubowski, superwizor. Trening interpersonalny to przedsięwzięcie, które odbywa się w Polsce już od 40 lat. Jest opisane, realizowane przez bardzo różne ośrodki i jest bardzo ciekawe. Mówimy o tym, że w trakcie treningu interpersonalnego pracujemy na procesie. Co to znaczy? Przede wszystkim oznacza to, że osoba prowadząca ten trening jest bardzo głęboko do niego przygotowana. Żeby dobrze go prowadzić, trzeba przejść minimum kilka lat szkoleń i kilka lat praktyki. W Polskim Towarzystwie Psychologicznym II stopień, czyli stopień trenera treningu interpersonalnego, dostają ludzie po 8-12 latach pracy i prowadzenia różnych form szkoleniowych, w tym także takich na procesie. Trenerzy, którzy chcą prowadzić trening interpersonalny, przechodzą przede wszystkim głęboką pracę nad sobą, czasem nawet terapeutyczną, a na pewno głęboką treningową.

Jednym z podstawowych elementów tej pracy jest trenowanie uważności, takiej uważnej obecności. W klasycznym treningu mówimy o stylu niedyrektywnym, trener prawie w ogóle się nie odzywa. Uruchamia, patrzy, jest obecny bardzo mocno, ale zabiera głos kilka razy w czasie całego, pięciodniowego treningu. Ktoś mógłby wiedzieć „co za problem?”. No właśnie, jak zabierają się to za to osoby nieprzygotowane, to trening nie wychodzi. Też milczą, ale widocznie mają taką minę, taki sposób komunikacji, jak się odezwą, to w ich głosie coś takiego słychać, że pada poczucie bezpieczeństwa, że po prostu to nie idzie. Pomyślcie o tym, ile trzeba uważności, ile trzeba koncentracji, żeby przez 5 dni być bardzo skoncentrowanym na wszystkim, co się dzieje. Przypominam, że jesteśmy ludźmi i każdy trener ma też swoje okresy zmęczenia albo ma tematy, którego żywo go interesują, albo jest mu trudno z przejawami jakichś zachowań. Takie rzeczy wyzwalają koncentrację na sobie. Trener ma kontakt ze sobą, wie co się z nim dzieje, ale nieprzerwanie ma koncentrację na ludziach, na procesach, na grupie, a nie na sobie. Nie ulega temu. Może być świadomy, ale to nie zaburza jego silnej, uważnej koncentracji na tym, co się dzieje. Jak o tym mówimy, to rodem z treningu interpersonalnego jest bardzo dużo różnych przedsięwzięć, które nie są tak głębokie, intensywne jak trening, ale w których trener musi widzieć proces i pracować zgodnie z nim. Na przykład trener pierwszego stopnia, który nie potrafi jeszcze prowadzić treningu interpersonalnego, musi umieć, na przykład, odejść od scenariusza, który założył. A dlaczego odchodzi? Dlatego, że widzi jakieś zjawiska w grupie, widzi dynamikę grupy, widzi proces i w pewnym momencie widzi, że to co przygotował, choć było sprawdzone, mądre i dobre, nie pasuje. Nie pasuje do tego, co się dzieje w tej konkretnej grupie. Na treningu interpersonalnym trener mówi „aha. To co z tym zrobić zrobimy?”. Na warsztacie często nie ma na to czasu, w związku z tym trener mówi „aha, to proponuję wam nie taką technikę, tylko taką. Proponuję wam zabawę albo gry symulacyjne, albo dramę”.

Mówiłem o takiej skrajnej, niedyrektywnej postawie prowadzeniu treningu. Osoby, które więcej „istnieją” – mówią, wprowadzają jakieś techniki, ale ich istotą jest cały czas pełna koncentracja na procesie, a nie na tych technikach. Te techniki mają coś ułatwić, są elementem uczenia się, ponieważ trener musi bardzo wyraźnie je proponować, a nie wprowadzać, nie narzucać. Trener mówi „może byście mieli ochotę na to?”. I to już wywołuje taki proces samoświadomości. Ludzie mówią, że nie albo że tak, część grupy chce, część nie chce. I trener się zajmuje „dlaczego chcecie, a dlaczego nie chcecie?”. I jedziemy z procesem. Wcale nie upieramy się przy tej technice, ale czasem ludziom mówią „oj tak, bardzo chcemy teraz jakieś relaksacji” albo „bardzo chętnie byśmy popracowali w podgrupach”. Zaryzykowałbym twierdzenie, że każda z tych technik jest pretekstem. Jest czasami sama w sobie ciekawa, ale jest pretekstem do tego, żeby potem o tym rozmawiać, żeby to omawiać, żeby pogłębiać samoświadomość, co takiego się ze mną dzieje, kiedy się próbuje zrelaksować. Albo co się ze mną dzieje, jak ktoś gra scenkę, a we mnie budzi to głęboki rezonans, emocje, wrażenia, wspomnienia.

Na treningu interpersonalnym często mówi się, że jest on taki „egocentryzujący”, że ludzie mówią o sobie, o swoich uczuciach. Nic bardziej mylnego. 9/10 czasu ludzie uważnie słuchają tego, co kto inny mówi. Bo jeżeli jest 10 osób i jest mniej więcej równy rozkład, każdy się odzywa, no to co to oznacza? To oznacza, że 9/10 czasu siedzisz i wsłuchujesz się w to, co ktoś powiedział. Potem słuchasz tego, co ktoś odpowiedział, potem słuchasz czyjejś innej wypowiedzi i w pewnym momencie przychodzi na ciebie kolej. Miałeś już 5 razy ochotę się odezwać, bo budziło to różne twoje uczucia, ale w tej chwili mówisz o tym, co jest w tej chwili. To może być coś sprzed 5 minut czy godziny, a może być coś, co się zrodziło po ostatniej wypowiedzi. Na treningu interpersonalnym, jak sama nazwa wskazuje, pracujemy na relacjach. Pracujemy, analizując relacje z drugą osobą, z innymi osobami, dynamikę grupy. Niezwykle ważne jest także to, że wszyscy uczestnicy wszystkim pomagają. Jak to możliwe? No właśnie, przez uważność. Na treningu wyrzucamy coś takiego, jak ocenianie wypowiedzi, jak wypowiedzi agresywne, deprecjonujące, atakujące. Można wyrazić wzruszenie, można wyrazić złość, można wyrazić smutek, można wyrazić zachwyt. Można podzielić się refleksją, ale często trener zapyta „no tak, rozumiem, że tak postrzegasz sytuację. Jakie wywołuje to w tobie uczucia?”. Ponieważ na treningu sięgamy do zaniedbanej sfery uczuć. Na treningu uczymy się sami rozpoznawać własne uczucia, jesteśmy uważni na siebie. Na przykład, pogłębiamy szczegółowość emocjonalną, czyli nie mówimy, że jest dobrze albo źle. Albo nawet, że jest mi smutno albo wesoło. Tylko staramy się zrozumieć różne odcienie smutku albo różne odcienie radości. Na przykład, czasami mówimy metaforą „czuję się jak rozszumiane drzewo”, „czuję się jak rwący potok”, „czuję się jak mrok, który ogarnia wszystko”. To są metafory, które przybliżają, które dają mnie samemu i innym obraz tego, co się we mnie dzieje. Ponieważ trening jest oparty także na wymianie empatycznej, to moje uczucia wywołują w innych ich obserwacje, uczucia, też ich myśli, choć staramy się je redukować na treningu interpersonalnym, zwłaszcza interpretację, dobre rady. „Wiesz, jak czujesz taki smutek, to dobrze byłoby, gdybyś…”. W niedyrektywnym trener nic nie mówi, ale grupa w pewnym momencie wychodzi z tego. W bardziej dyrektywnym trener mówi „umówiliśmy się, że nie robimy takich rzeczy. Co się z tobą dzieje, jak tak radę dajesz?”. Ktoś się zastanawia „no chciałbym pomóc”. „To powiedz”. To jest motywacja, to jest chęć. „Chciałbym pomóc”. „A dlaczego?”. „A bo to, co ta osoba mówi, budzi moje napięcie”. Albo odwrotnie, „budzi moje wzruszenie”. No i już widzimy jaka jest różnorodność. Możemy różnie reagować na to samo. Uważność w czasie treningu interpersonalnego jest niezwykle głęboka. Ludzie czasami mówią, że coś się w nich „odkorkowało”, coś się w nich głęboko zmieniło. Nawet mamy taką umowę z uczestnikami, żeby tydzień po treningu nie podejmowali żadnych życiowych decyzji. Oczywiście nie mamy żadnej możliwości egzekwowania tego, ale dla własnego dobra mówimy uczestnikom, ponieważ wiele odkrywa tak nowe obszary, tak głęboko pracuje, spotyka się z samym sobą albo spotyka się z innymi, że mają ochotę nagle zmienić całe swoje życie – odejść, rozwieść się albo właśnie zakochać, ożenić, zmienić pracę, wrzucić w nowy zawód, wrócić do malowania. I to cudowne, tylko mówimy „bądź uważny. Daj sobie czas, pozwól twej duszy, twojemu sercu, twojemu umysłowi, a naukowo twojemu mózgowi, przetrawić to doświadczenie, te serię doświadczeń i zobacz, co z tego wyniknie, jeżeli to jest potężne, to zostanie”. I wiele osób coś ważnego w życiu zmieniło.

To, co też jest bardzo ciekawe w naszym podejściu, to jest praca na mocnych stronach. Tutaj treningi się różnią, wiele osób tak automatycznie, kiedy się otwiera, to mówi o problemach. U nas także, ale to jest jeden z tych trochę dyrektywnych sposobów działania, kiedy mówimy „spróbujcie chociaż trochę skoncentrować się na tym, co w tobie cudowne, co mocne, co silne, uświadomić to sobie. Spróbuj innym o tym powiedzieć”. No przyznam, że czasami to są niebywałe rzeczy, ponieważ ludzie dopiero widzą, jak im trudno mówić tak naprawdę głęboko, szczerze, dobrze o sobie. Tak dla szpanu, na zewnątrz to każdy łatwo potrafi, ale tak naprawdę zidentyfikować się, zobaczyć swoje piękno, swoją siłę, dobro, które się komuś wyrządziło. I wtedy jest też łatwiej zaglądać w mroczne obszary, uświadamiać sobie trudności. Czasami one wynikają na Tu i Teraz, wynikają z tego, co się dzieje między tą osobą, a inną. Jakiś ton głosu, jakiś sposób mówienia i ta druga osoba mówi „wiesz, czułam się przez ciebie zaatakowana”, a pierwsza mówi „no w życiu, w ogóle nie, jak to”. No ale jak słyszy od innych, to mówi „aha. No coś takiego jest w moim sposobie mówienia, że ludzie przeżywają to jako atak, a mnie się wydaje, że ja tylko dociekliwie o coś pytam”. Albo że tylko chce coś zrozumieć. Bardzo dużo się uczymy.

Ważne jest także to, że ludzie na treningu korzystają z bardzo różnych rzeczy. Kończą z różnymi efektami. Mówię o efektach pozytywnych. Są też takie osoby, które przeszły cały trening jakby nieruszone, nie otworzyły się… Chociaż przyznam szczerze, że widziałem już takie osoby, które na treningu, jak my to mówimy, nie popracowały, a po treningu się nagle okazało, że coś się bardzo głęboko w nich zmieniło. Coś się działo w ich teatrze wewnętrznym, przeżyciach, częściowo świadomie, częściowo nie, coś się przetrawiało. Takie osoby często potem korzystają z jakiegoś coachingu, wsparcia, żeby się temu lepiej przyjrzeć i zrozumieć, i okazuje się, że to bardzo dużo dało. Podsumowując, trening interpersonalny jest wielkim polem uważności. Na siebie, na innych, na swoje uczucia, na dynamikę grupy, zarówno na pojedyncze osoby, jak i na to, co się dzieje w małej grupie społecznej. Warto się na taki trening wybrać. To był podcast Grupy TROP, przy mikrofonie Jac Jakubowski, superwizor Grupy TROP.

Podziel się!

Shares

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Call Now Button