Kapitał społeczny jako baza zmiany - Grupa Trop

Żyjemy w czasach, w których docierające do firm idee organizacji spłaszczonej, zorganizowanej sieciowo, zarządzanej przez wartości, zaczynają być podstawą nowoczesnej firmy. Choć wiele z nich stara się wprowadzać je w codzienne działania, wciąż napotykają te same trudności. Menadżerom trudno zrozumieć, że są odpowiedzialni za efekt, a nie każde zachowanie podwładnego. I że drogą do tego jest partnerskie traktowanie swoich podwładnych, a nie tradycyjna dominacja. Pracownicy też często nie chcą większej odpowiedzialności, wolą dostawać jasne wytyczne, niż podejmować samodzielne decyzje. I co tu zrobić? Najcelniej pisze o tym Francis Fukujama w „Wielkim wstrząsie”:

„Powstawanie porządku społecznego nie w wyniku działania hierarchicznej, a zarazem ustanawiającej hierarchię władzy politycznej lub religijnej, lecz w rezultacie samoorganizacji zdecentralizowanych jednostek, jest jednym z najbardziej interesujących i najważniejszych odkryć intelektualnych naszych czasów. W istocie kapitał społeczny zyskuje na znaczeniu w miarę rozwoju techniki, spłaszczania struktury zarządzania organizacjami i zastępowania starej struktury relacji w życiu gospodarczym, czyli hierarchii, nową strukturą, jaką stanowią sieci.”

Wydaje mi się, że nie jest to odkrycie intelektualne (tego rodzaju idee pojawiały się od wieków), tylko nowy paradygmat, który zagnieżdża się (choć jak widać z wypowiedzi – z trudem) w życiu społecznym i gospodarczym. To zasadnicza zmiana sposobu istnienia, stylu życia i budowania relacji międzyludzkich. Najciekawsze jest to, że warunki ekonomiczne i technologia wymusza coś, co dawniej mędrcy, a później humaniści postulowali w różnych pięknych, ale nierealnych wydawałoby się ideach. Człowiek od zarania dziejów stara się uporządkować świat, a zwłaszcza otaczającą go rzeczywistość społeczną. Potrzeba wodza, króla, który utrzymuje ład, feruje wyroki i buduje śmiałe wizje rozwoju utrzymuje się w naszych kulturach od czasu nastania na ziemi patriarchatu. Jeszcze do niedawna (czyli w erze rozwijającego się kapitalizmu) był to także skuteczny model biznesowy. Szef, kilku jego zastępców, niżsi rangą kierownicy, ich zastępcy… Nazywam to modelem choinkowym organizacji. Odpowiedzialność wisi na tym najwyższym i kolejne jej porcje przydzielane są po uważaniu, podkreślając prestiż i realną władzę każdego szczebla.

A tu nagle (w ciągu raptem trzydziestu, czterdziestu lat) rzeczywistość zaczyna płatać figle. Taki model, utrzymywany zresztą prawem nawyku w większości firm, przestaje się sprawdzać. Skuteczniejsze zaczynają być organizacje, które potrafią stworzyć warunki do partnerskiej współodpowiedzialności i starają się zaangażować wszystkich swoich pracowników. Zmieniające się trendy na rynku, olbrzymia ilość informacji do zrozumienia i przetworzenia, ekspresowe tempo przyrostu wiedzy, coraz skuteczniejszych rozwiązań technologicznych –wszystko to powoduje konieczność zaangażowanie potencjału wszystkich pracowników.

Pracowników? A kto w nowoczesnej firmie jest pracownikiem. Czy tylko ci formalnie zatrudnieni na etatach? A menadżerowie działający w oparciu o własną działalność gospodarczą? A współpracownicy firmy działający w ramach „ousorsingu”? A konsultanci, doradcy, szkoleniowcy, pomagający w najważniejszych często procesach? A klienci wreszcie, którzy na różne sposoby zapraszani są do „współprodukcji”, zwłaszcza w podstawowym sektorze nowoczesnej gospodarki, czyli usług. Mistrz Drucker ukuł nawet nowy dla nich termin – prosumenta (czyli skrzyżowanie producenta z konsumentem).

Porządek hierarchiczny, tak przez nas kultywowany, odchodzi w przeszłość. Konieczne staje się budowanie świata w poetyce barwnej kompozycji. W zespole zadaniowym oznacza to tworzenie grupy, w której „każdy jest ważny”. W firmie oznacza to tworzenie sieci działów, samodzielnych jednostek, które mają swoje ważne funkcje, specyfikę i są wszystkie doceniane. A także spółek-córek, wspólnych przedsięwzięć, telepracowników.

Brzmi to ponętnie, ale wiele osób właśnie ma z tym duży kłopot. Wolność brzmi pięknie, ale lubimy sytuacje stabilne, w których ktoś decyduje, a my rzetelnie wykonujemy to, co trzeba i oczekujemy na godziwa zapłatę. Być ważnym – tak, to wspaniałe, ale branie odpowiedzialności za niepewne projekty, jakość pracy, sprzedaż… Nie, to też za trudne.

Jesteśmy ludźmi. Wielu rzeczy nie potrafimy, do wielu nie jesteśmy mentalnie i osobowościowo przygotowani. Stoimy przed wielkim wyzwaniem dużej wewnętrznej przemiany. Przemiany, która może przynieść niesamowite korzyści nam, naszym rodzinom, firmom, środowiskom. Musimy do tego mieć sieć innych ludzi, która da nam emocjonalne wsparcie, stymulujące do rozwoju, do żmudnego uczenia się, do przekraczania barier. Musimy mieć sieć ludzi, którym możemy dawać wsparcie, uwagę, wiedzę. A relacje międzyludzkie polegające na osobowym traktowaniu siebie nawzajem, zaufaniu, nastawieniu na współpracę tworzą właśnie takie środowisko. Tworzą ów tak pożądany kapitał społeczny, będący bazą nowoczesnych rozwiązań organizacyjnych, budowania nowego stylu życia i zarządzania.