Instytut TROP (synteza) | Grupa Trop

W listopadzie odbył się w Pułtusku zjazd absolwentów STB. Wśród rozmów i pomysłów pojawiła się propozycja Jaca zorganizowania w ramach Instytutu TROP sesji rozmów na ważne tematy.

Chodziło o to, by w systematyczny sposób zastanawiać się nad tym, co robimy. W czasie spotkań zadawaliśmy sobie pytania o bazowe dla naszej pracy wartości, zastanawialiśmy się nad dylematami, sposobami pracy, szerszym kontekstem kulturowym naszych projektów. Analizując nasze doświadczenia i przemyślenia inspirowaliśmy się książkami teoretyków i praktyków psychologii w biznesie, a nawet filozofów – wspólnie zastanawialiśmy się nad szczególnie ważkimi, według nas, koncepcjami z tych dziedzin.

Dwa takie spotkania (na ten sam temat, by każdy mógł wziąć udział, gdyby jakiś termin mu nie pasował) odbyły się w styczniu.

Poniższy tekst jest syntezą pisemnych wypowiedzi uczestników tych spotkań (Jacka Jakubowskiego, Pawła Makowieckiego, Anny Eyme Morawskiej, Joanny Rucińskiej, Leszka Stafieja, Jakuba Szapiro, Donaty Wyrzykowskiej, Dominiki Zajusz). Wypowiedzi te zostały opracowane (mam nadzieję, że z zachowaniem sensu) – głównie skrócone i czasem lekko zmodyfikowane.

„Trzy rzeczy w życiu są stałe: zmiana, decyzje i wartości.”

Stephen Covey

– Do niedawna postęp, czy po prostu zmiany, w każdej chyba dziedzinie (gospodarczej, społecznej etc.) dokonywały się powoli. Człowiek miał czas, żeby im dotrzymać kroku. Ponadto, ze względu na niewielkie tempo zmian, ów proces dostosowania się czy przekształcania człowieka mógł przebiegać w sposób niezauważalny i nieuświadomiony. Doświadczeniem przeciętnego człowieka była stabilność struktury społecznej, stosunkowo mały zasób wiedzy koniecznej do pracy, potrzeba wyrobienia w miarę stałych nawyków emocjonalno-behawioralnych. Autentyczny, świadomy, indywidualny rozwój – twórcza aktywność, poszukiwanie prawdy, rozwijanie rozumu, dążenie do jedności – dostępny był tylko dla elity.

Dziś zmiany następują dużo szybciej. Rewolucja cywilizacyjna, w której uczestniczymy, polega na wchodzeniu problematyki rozwoju w życie codzienne (w gospodarkę, kreowanie życia społecznego, edukację itd.). I to nie dlatego, że światłym humanistom udało się nagle otworzyć oczy reszcie ludzkości. Wymuszają to realia codzienności. Wymusza to gwałtownie rozwijająca się technologia, mechanizmy gospodarcze, nieprawdopodobny przyrost wiedzy.

– Wg Tofflerów, istniejący dziesiątki wieków świat pierwszej fali i dwa wieki świata drugiej fali (kapitalizmu) odchodzą w przeszłość. Wyłania się nowa cywilizacja zmieniająca podstawowe reguły działania. Wyłania się cywilizacja wiedzy, którą charakteryzują nowe procesy, nowe reguły bycia.

Z kolei Rifkin pisze o sieciach, które wypierają rynki: „Kiedyś rynek oznaczał kupujących i sprzedających, obecnie mówi się raczej o dostawcach i użytkownikach. W gospodarce sieciowej transakcje rynkowe ustępują miejsca strategicznym sojuszom, kooperacji i umowom o podziale zysku. Wiele firm już nie sprzedaje sobie nawzajem swoich wyrobów, lecz korzysta ze wspólnych zasobów, tworząc ogromne sieci dostawców i użytkowników, którzy wspólnie zarządzają swoimi firmami.”

Stało się to możliwe dzięki temu, że wymiana towarów, produktów, usług w coraz większym stopniu dotyczy rzeczy niematerialnych – informacji i kultury. Biznes zawsze czerpał z kultury, ale teraz czerpie wyjątkowo dużo, gdyż kultura jest najnowszym i najbardziej dochodowym obszarem wzrostu dla gospodarki.

– Zarazem zmiany te często budzą lęk, niepewność i nieufność. Przy dużych i nagłych zmianach człowiek gubi się, skupiając się tylko na tym, by samemu się nie rozsypać. Wynika to zapewne m.in. z potrzeby kontroli. Ludzie lubią mieć wszystko poukładane, a przede wszystkim – w miarę przewidywalne. Postępująca informatyzacja, szybkie tempo przemian, a zarazem ich globalny zasięg nierzadko skutkują poczuciem zagubienia lub wręcz zagrożenia. Tym samym budzą opór, niechęć do zmiany siebie, przywiązanie do dawnych form działania.

– Wiele problemów, które nam się na co dzień przydarzają moglibyśmy zupełnie inaczej rozwiązywać, gdybyśmy patrzyli na dziejącą się rzeczywistość i „uczyli się” jej na bieżąco. Trzymanie się z uporem godnym lepszej sprawy wypracowanych nawyków, zakorzenionych sposobów rozumowania, zwyczajów z poprzedniej epoki często prowadzi na manowce i paradoksalnie obraca się przeciwko podstawowym wartościom kiedyś w nich zawartym. Nie chodzi o katastroficzne czy hurraoptymistyczne prognozy, tylko wnikliwe przyjrzenie się temu, co już jest, co dzieje się wokół nas, a także w nas samych.

W rozwijającej się cywilizacji trzeciej fali oczywiście czają się niebezpieczeństwa: są równie wielkie, tylko inne niż dawniej. Teraz trzeba się zastanawiać, jak znaleźć drogowskazy, formułować cele i wizje, żeby nie rozpaść się na kawałki w pędzącej przestrzeni. Potrzebne jest ustalenie, choćby w ogólnym zarysie, drogi swojego rozwoju.

– Zmiana zachodzi bez względu na nas. Bo zmiana się dzieje, czy nam się to podoba czy nie. Możemy w niej uczestniczyć bardziej, mniej, czynnie lub biernie. Ale nie uczestniczyć wcale nie sposób. Każdy rodzaj uczestnictwa w zmianie – także bierna obserwacja lub kontestacja – wymaga podjęcia decyzji.

Decyzje podejmujemy zawsze w oparciu o wartości. Wartości uczymy się rozpoznawać, selekcjonować i kultywować w procesie dojrzewania i rozwoju. Jednym ze źródeł i sposobów ich rozpoznawania są autorytety. Przez całe życie czerpiemy z autorytetów innych, potem żegnamy ich, jednego po drugim, grzebiemy, wspominamy. W procesie zmiany, dojrzewania i rozwoju sami nie wiemy, kiedy to my stajemy się autorytetami. Rozglądając się wokół widzimy, że nie ma już żadnego ze starych mistrzów. Zostaliśmy sami. I sami zostaliśmy autorytetami. Powtarzamy sentencje i przypowieści naszych Mistrzów tak jak oni powtarzali nam sentencje swoich. Dzięki temu przetrwać mogą stałe wartości mimo gruntownych zmian, zwłaszcza technologicznych, zmian następujących w coraz większym tempie, zmian, które umożliwiają nam coraz bardziej powszechny dostęp do informacji i wiedzy. A dostęp do informacji i ich konsumpcja, czyli uczenie się, prowadzą do rozwoju. Rozwój obejmuje sublimację wartości oraz umiejętności skutecznego działania. Skutecznego działania na rzecz wartości, w które wierzymy.

Na marginesie: autorytet trzeciej fali nie mówi, co zrobić, ale dzieli się własnymi przemyśleniami. Nie mówi, jak żyć, tylko poprzez uważne wysłuchanie i zwerbalizowanie własnej intuicji (podawanej zawsze jako propozycja, a nie rada, czy nakaz) pomaga… no w czym? W samodzielnym podjęciu decyzji. Jest takie hasło – samodzielnie, ale nie samotnie. Bardzo do tego pasuje.

– W kontekście wartości można odwołać się do pewnego ważnego spostrzeżenia: 90% tego, co wiemy pochodzi z książek, opowieści innych ludzi itd., a tylko 10% z własnego doświadczenia. Zapewne dotyczy to także wartości, którymi kierujemy się w życiu. Przede wszystkim jednak dotyczy to nas samych: poznajmy siebie z własnego doświadczenia, poznajmy siebie osobiście, porozmawiajmy sami ze sobą.

Wszystko, czego potrzebujemy, jest w nas, nie na zewnątrz. Szczęście zaczyna się od zaakceptowania tego, co już mamy, od przyjęcia za swoje miejsca, w którym jesteśmy. Nie ma miejsc lepszych i gorszych. Każde jest dobre, ponieważ w każdym możemy się rozwijać.

– W dobie narastającej „trzeciej fali” zmieniają się podstawowe reguły działania. Wyłania się rzeczywistość oparta na wartości niekopiowalnej: umyśle, wiedzy i umiejętnościach człowieka. Zaczynają obowiązywać nowe zasady, inspirujące do procesu nieustannego uczenia się, do świadomego samodoskonalenia i rozwoju osobistego. We współczesnym świecie już oczywistą jest potrzeba życia w nieustannej zmianie. Droga wiedzy stoi otworem przed wszystkimi ludźmi, przed każdym zwykłym człowiekiem. Wielu ludzi potrzebuje jednak pomocy, by móc się w tych nowych przemianach codzienności odnaleźć. Zawód trenera jest więc niepodważalnie nieustanną animacją rozwoju i uczeniem zmiany. „Istotne problemy naszego życia nie mogą być rozwiązane na tym samym poziomie myślenia, na jakim byliśmy, kiedy je tworzyliśmy” (Albert Einstein).

– Rifkin pisze: „Sukces ekonomiczny w gospodarce dostępu zależy w mniejszym stopniu od poszczególnych rynków wymiany dóbr, natomiast ważniejsze jest ustanowienie długofalowych relacji.” Budowa świata wokół relacji dostępu może wymagać całkiem innego rodzaju zachowań ludzkich. Przechodzimy do gospodarki „doświadczeń.”

Nie brzmi to Wam znajomo? Zawód trenera, animującego rozwój, dostarczającego swoim klientom za pieniądze doświadczenia pomagające lepiej pracować, a czasami nawet lepiej żyć, jest jednym z najgłębszych przejawów nowej cywilizacji. W końcu podstawą naszej pracy jest budowanie relacji, wprowadzanie norm komunikacyjnych, „aktywizowanie” wewnętrznej motywacji do uczenia się.

Czy masz świadomość, że sadzając ludzi w kręgu, prosząc ich o mówienie komunikatem „ja”, proponując uważne, nieoceniające słuchanie, uruchamiasz, niezależnie od konkretnych celów szkolenia, proces rozwoju? Uruchamiasz „spinozjańską” aktywność. Przenosisz ich w Tofflerowską trzecią falę, pomagasz odnaleźć się w cywilizacji wiedzy. Wspierasz ich rozwój poprzez tworzenie przestrzeni do samodzielnej pracy nad sobą, wewnętrznej motywacji do uczenia się i rozwijanie podstawowej wg Kelly’ego kompetencji ekonomicznej – komunikacji. Pomagasz w ten sposób uczestnikom swojego szkolenia przygotować się do budowania relacji, najważniejszego elementu Rifkinowskiego świata sieci.

I tacy właśnie ludzie potrzebni są we współczesnej cywilizacji. Firmy, rekrutując na dowolne stanowisko (od sprzątaczki po prezesa), szukają osób odpowiedzialnych, gotowych do współpracy, potrafiących budować relacje z klientami i współpracownikami, nastawionych na otwarte i skuteczne komunikowanie się. A od nas wymagają szkoleń, które te właśnie cechy będą rozwijać.

– Osoby myślące o nowych wyzwaniach chcą procesu. Chcą treści. Chcą czegoś więcej niż społecznego plastra. Chcą koncentrować się na budowaniu relacji przynoszących długofalowe rezultaty. Niewykluczone, że jedna z naszych najważniejszych, osobistych potrzeb dzisiejszych czasów – potrzeba komunikacji, pełniejszej i głębszej – nie jest niczym innym, niż jednym z najzdrowszych przejawów „nowej rzeczywistości”. Rozumiejąc jak ważna jest to potrzeba, warto na nią odpowiadać – niezależnie od tematu warsztatu.

W kontakcie z innymi wymieniamy doświadczenia, opinie, zdania „a propos”. Ale tak naprawdę… wymieniamy się sobą. Kształtujemy. Budujemy postawy. Podpatrujemy zachowania, wsłuchujemy się w wartości, analizujemy relacje. I właśnie tak uczymy się w procesie wzajemnego doświadczania. W ten sposób dokonuje się zmiana. Co ważne, trener bezpośrednio uczestniczy w tym procesie. Bierze udział, angażuje się i dodatkowo – nadrzędnie – analizuje to wszystko z meta-poziomu. Nakreśla role, omawia zjawiska, przybliża procesy… Jest. W różny sposób. Czasem bardziej, czasem mniej – w zależności od tego, na co jego, jako człowieka, w danym momencie stać.

Trener nie zawsze jest w pełnej formie i gotowości do odbywania tej, czasem trudnej i wyboistej podróży wspólnie z grupą. Jednakże, określając swoją rolę jako trenera, powinniśmy uwzględniać fakt, że wiąże się ona z dojrzałością i odwagą do dawania innym przestrzeni do wzrastania. Do kreowania ich indywidualnej rzeczywistości – spójnej z ich celami i percepcją świata. Z tym wiąże się też założenie, że trener nie ustaje w ciągłym kształceniu samego siebie – czerpaniu wiedzy z różnych źródeł. Tak, aby w efekcie przekazać grupie możliwie najwięcej opcji poznania. Tak różnych, jak różni są ludzie.

– Największym paradoksem cywilizacji wiedzy jest, że to nie wiedza sama w sobie jest w tej rzeczywistości najważniejsza. Covey mówi wręcz o cywilizacji mądrości. Marzeniem innych jest wiek znaczenia. Chodzi tu o czas, w którym istotna będzie nie informacja, tylko jej znaczenie – liczyć się będzie doświadczenie, bycie. To, co istotne i prawdziwe. A to, co naprawdę ważne, niemal bezwyjątkowo buduje się w relacji z drugim człowiekiem. I to tu trzeba pracować. Nad człowiekiem jako jednostką, jego rozwojem (bardziej niż adaptacją) i jego umiejętnością budowania i utrzymywania zdrowych relacji z drugą osobą.

W tym kontekście trenerstwo, czy wspieranie innych w rozwoju, nie polega na przekazywaniu wiedzy czy uczeniu, jak się dostosować, tylko na tworzeniu sytuacji spotkania, doświadczania, rozwoju. Trener powinien znajdować w sobie gotowość do takiej aktywności, która takie sytuacje tworzy.

I to jest takie wyzwanie, któremu trzeba stawić czoła za każdym razem, gdy przychodzi do prowadzenia warsztatu. Takie spojrzenie z lotu ptaka i niejako powrót do tego, co już niegdyś było: do ery ideałów. Wiedza jest niezbędna, ale to nie jej obecność powoduje zmiany. Zmiana jest wynikiem wprowadzania w życie ideałów, o których wcześniej słyszeliśmy, czytaliśmy, uczyliśmy się. I takim ideałem jest gotowość do współpracy, do porozumienia, do słuchania i rozmowy, do otwartości i nawiązywania długotrwałych relacji.

Trener jest zatem z jednej strony kreatorem przestrzeni doświadczania i tym samym animatorem rozwoju, a z drugiej strony propagatorem ideałów, które powinien nie tylko znać i rozumieć, ale i wiedzieć jak je kształtować.

Drogi czytelniku, być może chcesz jakoś zareagować na zaprezentowane tu treści i wziąć udział w dalszej dyskusji. Zapraszamy!