Wierzyć w siebie we współczesnym biznesie

Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00

Skąd wzięła się idea „pracy nad sobą”?

Ponad trzydzie­ści lat temu do Pol­ski zaim­por­towana została rewolucja psychologii humanistycz­nej. Jed­nym z waż­nych w niej kierun­ków była teo­ria Gestalt. Pamiętam, jakim ozdrowień­czym szokiem była prezen­towana w niej paradok­salna teo­ria zmiany Arnolda Beis­sera. Proponowała ona zupeł­nie nowe podej­ście do pojęcia „praca nad sobą”. Pod­ważała pod­stawowy stereo­typ wiążący się z uru­cha­mia­niem roz­woju.

Klasyczny, a może po prostu nawykowy w naszej kul­turze spo­sób myślenia, opiera się na zdiagnozowaniu deficytów – co robię źle, jakie są moje główne problemy, co muszę w sobie prze­zwyciężyć. Powoduje to kon­cen­trację na sła­bych stronach i upo­rczywą walkę o ich wyeliminowanie. Dodaje to stresu, napięcia, które samo w sobie jest źródłem nowych problemów, które znowu trzeba prze­zwyciężać… Takie koło samospraw­dzającej się prze­powiedni może się nigdy nie skoń­czyć!

Gestalt pokazywało inną drogę. Poszukuj siebie, zobacz to, co w tobie mocne, silne, wspaniałe. Oprzyj swój roz­wój na świadomo­ści swoich moc­nych stron. Poznaj siebie, stań się tym, czym możesz się stać. A im bar­dziej staniesz się sobą, tym więk­sza nastąpi zmiana w twoim życiu. Zmiana jako efekt pracy nad sobą, a nie bez­pośredni cel. Piękne to były idee, stosowane w terapii, czasem w działaniach artystycz­nych, poszukiwaniach czynionych w środowiskach kontr­kul­turowych. Taki mar­gines głów­nego nurtu myślowego.

W międzyczasie doj­rzewała na świecie inna rewolucja. Poważni doradcy biz­nesowi, teo­retycy orga­ni­za­cji i zarzą­dza­nia, a także pisarze analizujący współ­czesne trendy cywilizacyjne dostrzegać zaczęli zasad­niczą zmianę w biz­nesie. „Trzecia fala” Tof­flera, „Wiek prze­zwyciężonego rozumu” Charles’a Handy’ego, „Wiek dostępu” Rif­kina, a nawet takie dziwolągi jak „Funky biz­nes” Ridderstrale’a i Nordstrom’a głosić zaczęły nadej­ście nowej ery „cywilizacji wiedzy”. Wiedza staje się głów­nym czyn­nikiem kon­kuren­cyj­no­ści firmy, a cen­tral­nym problemem jest przej­ście od prak­tyki rządzenia do zarzą­dza­nia. Pojawiają się pojęcia „organizacja ucząca się”, „kapitał ludzki”, „zarządzanie przez war­to­ści”.

Nie­zależ­nie od wielu innych kon­sekwen­cji w codzien­nej prak­tyce biz­nesowej rodzi się problem „jak pracować nad sobą, swoim roz­wojem”. Bo roz­wijający się, pełen zaan­gażowania i pasji człowiek jest naj­więk­szym zasobem firmy. A pasji nie można wywołać nakazem (naj­wyżej jej specyficzną odmianę – tzw. szew­ską pasję). Nie można już ludźmi rządzić, trzeba wypracować spo­soby organizowania pracy twór­czym, uczącym się jed­nost­kom. Szef ma raczej służyć, tworzyć prze­strzeń, wspierać. Roz­liczać z efek­tów pracy, a nie dominować i ingerować w każdą chwilę jej prze­biegu.

Nie­zwykle ciekawe jest to, że ten spo­sób myślenia zaprowadził współ­czesnych teo­retyków zarzą­dza­nia do bar­dzo podob­nych wniosków, jakie wcześniej wykryła psychologia humanistyczna. Prekur­sorem w tym obszarze, jak też wielu innych, był Peter F. Druc­ker. W pierw­szych swoich pracach pisał o zarządzaniu jako o spo­łecz­nej sztuce wyzwolonej. I będąc myślicielem kon­sekwent­nym, a także prak­tykiem cenionym przez naj­więk­sze kor­poracje biz­nesowe, zajął się także obszarem „pracy nad sobą”. Zgod­nie z logiką całej swojej kon­cep­cji napisał ważki artykuł (w Pol­sce wydrukowany przez Har­ward Business Review Pol­ska w marcu 2003 roku) pod nazwą „Zarządzanie sobą”. Prosta logika – chcesz zarządzać innymi – naucz się zarzą­dza­nia sobą.

Pisze w nim:

„Ludziom zwykle wydaje się, że wiedzą, w czym są dobrzy. Nie­stety zazwyczaj się mylą. Znacz­nie czę­ściej potrafimy prawidłowo oceniać własne nie­do­statki, choć i w tym przy­padku mylne diagnozy zdarzają się czę­ściej niż trafne. A prze­cież człowiek może efek­tyw­nie działać tylko w opar­ciu o swe mocne strony. Wyników nie osiąga w obszarach swoich słabo­ści, a tym bar­dziej nie można ich oczekiwać na polu, na którym jesteśmy zupeł­nie nie­kom­petentni.
(…)
Podob­nie jak posiadane mocne strony, spo­sób naszego działania jest nie­po­wtarzalny, wynika on bowiem z naszej osobowo­ści. Nie­zależ­nie od tego, czy osobowość kształtu­ją nasze geny czy wychowanie, proces for­mowania osobowo­ści koń­czy się długo przed roz­poczęciem kariery zawo­dowej. Tak jak nasze uzdol­nienia i nie­do­statki, metoda i styl pracy są w jakiś spo­sób zdefiniowane. Można je wpraw­dzie zmodyfikować, ale nie można ich cał­kowicie zmienić, w każ­dym razie nie jest to łatwe. Dobre wyniki osiągamy nie tylko wów­czas, gdy wykonujemy pracę, do której predestynują nas wrodzone zdol­no­ści, lecz także wów­czas, gdy metoda i styl pracy pozwalają wykonywać ją jak naj­lepiej”.

Peter Druc­ker „Zarządzanie sobą”

Jak widać kon­cep­cje „bycia sobą”, „samorealizacji”, „szukania prawdy o sobie” błąkające się do nie­dawna w kontr­kul­turze, w nie­po­waż­nych poszukiwaniach bun­tow­ników psychologicz­nych, w artystycz­nych działaniach inspirowanych przez takich out­siderów teatru jak Grotow­ski, nagle znalazły się w cen­trum zain­teresowania nowoczesnego biz­nesu. Więcej – wydaje się, że są pod­stawą… osiągania zysku we współ­czesnym biz­nesie. Po prostu – organizacja, w której pracuje więcej „zarządzających sobą”, zaan­gażowanych i stale uczących się pra­cow­ni­ków lepiej zarabia. I ma więk­sze szanse na roz­wój swojego pod­stawowego zasobu, jakim są mądrzy ludzie.

Sar­tre: “Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono”.

Gdzie są te mocne strony?

Okazuje się, że jedną z naj­więk­szych barier w dzisiej­szym biz­nesie jest dostrzeżenie w sobie moc­nych stron. Uświadomienie sobie, ile się potrafi, ile się już osiągnęło, ile się już umie i wie. Trochę dziw­nie to brzmi w świecie per­manent­nej autoprezen­tacji, gdzie roz­mowy przy­pominają nie­ustające tar­gowisko próż­no­ści. „Musisz umieć się sprzedać”, „nasza firma jest naj­lep­sza w swojej dziedzinie”, „nie ma pan racji, jest ina­czej” – to klimat wielu biz­nesowych roz­mów. Pozor­nie mamy do czynienia z puszącymi piórka kogutami, profesjonal­nymi „biznes-womenkami”, „macho-watymi” twar­dymi facetami. Pod spodem czai się ledwo uświadamiany smutek, nie­po­kój, czasem lęk.

Osoby tak prze­żywające świat muszą sobie jakoś z tymi stanami poradzić. Mają prze­cież także różne „zasoby” – doświad­czenia miło­ści, rado­ści, suk­cesów. W opar­ciu o nie starają się ten jątrzący lęk, nie­przyjemny nie­po­kój zepchnąć, wypchnąć ze świadomo­ści. Efekt jest taki, że zamykają się przed własnymi emocjami. Człowiek nie­stety jest tak zbudowany, że zamknięcie przed trud­nymi stanami uczuciowymi powoduje wypłycanie całego życia emocjonal­nego. A to z kolei powoduje zamknięcie przed innymi ludźmi. Wtedy, dość samotni, nabierają jesz­cze więk­szego nie­po­koju, który znowu próbują maskować znanymi sobie spo­sobami i… spirala się nakręca.

Rdzeniem problemów bar­dzo wielu osób jest obniżone poczucie własnej war­to­ści, czająca się głęboko nie­wiara w siebie, brak samoak­cep­tacji. Często ma to swoje przy­czyny w głębokiej prze­szło­ści, a z biegiem lat zmienia się w zbroję nawykowych reak­cji, wypra­co­wa­nych w samot­no­ści spo­sobów unikania, tworzenia róż­nych iluzyj­nych spo­sobów wyjaśniania świata.

Wyzwalanie się z tego nie jest proste. Nie wystar­czy „myślenie pozytywne”, często polegające na zaklinaniu rze­czy­wi­sto­ści. Sztuka odstresowywania się, sama w sobie ważna i potrzebna, może powodować utrzymywanie się stanu peł­gającego kryzysu, bo pozwala chwilowo się odreagować, ale nie likwiduje przy­czyn. Samoocenę trzeba mieć adekwatną, a nie wysoką. Jeżeli nie umiem budować dobrych relacji w zespole, to powinienem mieć w tym zakresie niską samoocenę. Jeżeli jestem mistrzem w prowadzeniu zebrań, to warto, żebym to wiedział i umiał się tym pochwalić.

Wiarę w siebie odzyskuje się w auten­tycz­nym spo­tkaniu z drugim człowiekiem. Naj­pięk­niej opisał to mistrz Tisch­ner:

„Uwaga nasza nadal ogniskuje się wokół tajem­nicy spo­tkania. Spo­tkać to przede wszyst­kim spo­tkać innego człowieka. Mówimy wpraw­dzie także o spo­tkaniu z Bogiem, czy z dziełem sztuki, ale raczej w sen­sie metaforycz­nym niż dosłow­nym. Doświad­czenie spo­tkania, ściślej – prze­życie spo­tkania, wprowadza tego, kto spo­tyka, w jakąś jedyną w swoim rodzaju, osobistą prawdę spo­tkanego człowieka. Siła per­swazji, jaką nie­sie ze sobą to prze­życie, nie da się porów­nać z siłą per­swazji żad­nego innego doświad­czenia. Spo­tykając wiem, że inny człowiek jest i że jest wobec mnie taki, jaki naprawdę jest, bez masek i bez zasłon. Zazwyczaj nie potrafię opisać tego, co widzę i czuję, mimo to wiem, iż od momentu spo­tkania życie moje nabrało nowego znaczenia, a otaczający mnie świat uzyskał nową zasadę orga­ni­za­cji. Prze­życie spo­tkania jest nie tylko szczytowym rodzajem doświad­czenia innego człowieka, ale rów­nież szczytem doświad­czeń w ogóle.”

Józef Tich­ner „Filozofia dramatu”

Praca nad poczuciem własnej war­to­ści, sztuką spo­tkania drugiego człowieka powoli prze­staje być efemerycz­nym doś­wiad­cze­niem filozofujących lub psychologizujących pięk­noduchów. W cywilizacji wiedzy, wymagającej ciągłego uczenia się, budo­wa­nie relacji staje się koniecz­no­ścią codzien­nej działal­no­ści biz­nesowej.
Jeden z dorad­ców biz­nesowych, Nathaniel Bran­deden, pisze:

„Osiągnęliśmy taki punkt w historii, kiedy poczucie własnej war­to­ści, które zawsze stanowiło nie­zwykle ważna potrzebę psychologiczną, stało się pilną potrzebą ekonomiczną – cechą nieodzowną dla umie­jęt­no­ści przy­stosowania się w coraz bar­dziej złożonym, prowokującym i kon­kuren­cyj­nym świecie.(…) Nowoczesna organizacja nie może być już organizacją kierowaną przez kilku ludzi, którzy myślą oraz wielu ludzi, którzy jedynie robią to, co im się powie. Dziś, oprócz wyż­szego poziomu wiedzy i umie­jęt­no­ści wśród tych, którzy je tworzą, organizacje wymagają także wyż­szego poziomu nie­zależ­no­ści, polegania na wła­snych siłach, wiary w samego siebie oraz umie­jęt­no­ści wykazywania ini­cja­tywy – jed­nym słowem więk­szego poczucia własnej war­to­ści”

Nathaniel Bran­deden „Poczucie własnej war­to­ści w wieku infor­macji”

Cudowny paradoks ekonomiczno-psychologiczny. Ciągła praca nad dostrzeganiem moc­nych stron, budo­wa­nie osobowych relacji z innymi ludźmi, pogłębianie samo­świa­do­mo­ści, From­mow­skie „Bycie sobą” staje się… bazą skutecz­no­ści biz­nesowej. To ostre, ale piękne wyzwanie.

A co z poczuciem własnej war­to­ści?

Pojęcie „poczucie własnej war­to­ści” nie bez pod­staw ma w składzie słowo war­tość. Oznacza ono praw­dziwą pod­miotowość, prze­konanie, że jest się waż­nym tylko z tego powodu, że jest się człowiekiem. Daje zakorzenienie w sobie, szczerość w spoj­rzeniu, chęć uczenia się. Takie osoby potrafią się angażować, dobrze się komunikować, budować przyjazne relacje.

Kiedyś, jak takie poglądy na warsz­tacie wygłosiłem, usłyszałem „A jak ktoś jest kiep­skim pracow­nikiem? Wtedy wysokie poczucie własnej war­to­ści prowadzi do zachowań bez­czel­nych, albo wręcz agresyw­nych!”.
Profesor Andrzej Blikle na swoich wykładach zwykł mawiać „Każdy z nas w szkole uczy się np. matematyki. Po wielu latach wie, ile nie wie. Ale psychologii nikt się nie uczy, wobec tego każdy jest prze­konany, że się na niej świet­nie zna”. Profesor jest matematykiem i przed­siębiorcą – wie, co mówi.

Otóż trzeba odróż­niać poczucie własnej war­to­ści od samooceny. To pierw­sze mamy mieć wysokie, a samoocenę… adekwatną. Jeżeli wierzę w siebie, ale wiem, że nie­wiele jesz­cze umiem, to z rado­ścią przy­stępuję do uczenia się. Jeżeli w głębi sobie nie ufam, na zewnątrz będę nie­śmiały i zahamowany, albo wręcz prze­ciw­nie – zarozumiały.

Oparta na wysokim poczuciu własnej war­to­ści samoocena dotyczy tego, co umiem, potrafię, albo czy dobrze peł­nię pewne role spo­łeczne. Każdy ma jakieś mocne i słabe strony. Mocne warto roz­wijać, słabe pod­ciągać. I nie wchodzić w sytuacje, w których trzeba mieć umie­jęt­no­ści, który właśnie nie mamy.

Tematyka ta wychodzi w czasie wielu sesji coachin­gowych. To zresztą nieco zadziwiające i paradok­salne, jak menedżerowie, ludzie suk­cesu, obracający wiel­kimi pieniędzmi i realizujący fascynujące nie­kiedy projekty często w głębi serca nie wierzą w siebie. Wła­ściwie wal­czą z całym światem o uznanie mimo ewident­nych dowodów na to, że naprawdę są świetni. Świetni nie oznacza, że nie mają wiel­kiej pracy do zrobienia, nauczenia się wielu umie­jęt­no­ści, roz­winięcia wraż­liwo­ści, czy poprawienia skutecz­no­ści. To wszystko można zrobić, jeżeli się ma opar­cie w sobie, w prze­konaniu, że mogę się zmienić, roz­winąć, nauczyć.

Wiara w siebie nie jest już tylko prywatną sprawa każ­dego z nas. Na niej opiera się zaufanie do innych, budo­wa­nie osobowych relacji międzyludz­kich, sen­sowne zarządzanie. Bez niej nie ma dialogu, inspirowania. Można być spraw­nym robotem, można nawet mieć świetne pomysły, ale izolacja emocjonalna od innych skazuje na napięcie, smutek, złość, a to prze­radza się w różne rodzaje agresji (intrygi, deprecjonowanie itp.).
Praca nad odzyskiwaniem, a następ­nie nad utrzymywaniem wysokiego poczucia własnej war­to­ści jest trudna, ale fascynująca. Wymaga pogłębienia świadomo­ści swoich emocji, uruchomienia własnego wewnętrz­nego procesu aktyw­no­ści, który w każ­dym z nas jest. Trzeba tylko go odnaleźć i utrzymać. Uzyskania stanu, który tak pięk­nie definiuje filozof Benedykt Spinoza:

„Aktyw­ność oznacza pod­miotowość, dokonywanie wyborów, przyjem­ność ist­nienia, smakowania i doświad­czania życia”

Po prostu mówmy o sobie dobrze

Pod­czas warsz­tatów z komu­ni­ka­cji, które prowadzę, proszę ludzi, by mówili dobrze o sobie nawzajem. Często spo­tyka się to z wąt­pliwo­ściami, czy ciągłe „słodzenie” drugiej osobie nie jest fał­szywe i czy pozwoli jej cokol­wiek poprawić i ulep­szyć. Ja jestem pewny, że tak i znam kilka powodów, dla których warto tak właśnie pracować.

Peter Druc­ker w świet­nym artykule p.n. „Jak zarządzać sobą samym”, drukowanym w Harvard Business Review Pol­ska, pisze „Ludziom zwykle wydaje się, że wiedzą, w czym są dobrzy. Nie­stety zazwyczaj się mylą. Znacz­nie czę­ściej potra­fimy prawidłowo oceniać własne nie­do­statki, choć i w tym przy­padku mylne diagnozy zdarzają się czę­ściej niż trafne. A prze­cież człowiek może efek­tyw­nie działać tylko w opar­ciu o swe mocne strony. Wyników nie osiąga w obszarach swoich słabo­ści, a tym bar­dziej nie można ich oczekiwać na polu, na którym jesteśmy zupeł­nie nie­kom­petentni”.

Innym, poważ­nym argumen­tem, są zjawiska zwią­zane z tzw. urazem szkol­nym. Więk­szość z nas ukoń­czyła szkołę pol­ską, gdzie ciągle jesz­cze pod­stawowym narzędziem oddziaływania jest strach. Uczenie się skojarzone jest z ciągłym wynaj­dowaniem błędów, budowaniem strachu przed oceną (egzaminem, klasówką) i udowad­nianiem uczniowi, że musi jesz­cze więcej się nauczyć. Tworzy to psychiczny uraz powodujący to, że kiedy dużo mówimy o błędach, wpad­kach i słabo­ściach, wielu ludziom się to generalizuje. Zaczynają negatyw­nie oceniać całego siebie, a nie tylko kon­kretne zachowania, czy umie­jęt­no­ści. To blokuje proces efek­tyw­nego uczenia się.

W nowo­czes­nych trenin­gach, roz­wijających umie­jęt­no­ści psychospołeczne, chodzi o stworzenie sytu­acji bez­piecz­nej, w której uczest­nicy mogą odważ­nie eks­perymen­tować nowe zachowania, badać mechanizmy i roz­wijać swoją gorącą wiedzę.

Jest jesz­cze trzeci, może naj­poważ­niej­szy powód. W tradycji filozoficz­nej, zwłasz­cza chrze­ścijań­skiej, wyod­ręb­nić można spór o naturę człowieka. W jed­nym z nur­tów zakłada się, że człowiek z natury jest dobry, a zło jest „brakiem dobra”. Kon­cen­trowanie się na moc­nych stronach człowieka byłoby wtedy po prostu mówieniem o tym, co jest praw­dziwe, naj­waż­niej­sze, kon­stytuujące istotę naszego człowieczeń­stwa. Zwolen­nicy innego nurtu twier­dzą, że dobro i zło ist­nieje obok siebie, a świat jest miej­scem walki jed­nego z drugim. Jeżeli to jest prawdą, to pod­noszenie tego, co w człowieku dobre, pozwala się wzmoc­nić, odzyskać wiarę w siebie i prze­zwyciężyć zło. Nie roz­strzygając, które z podejść ma rację, w prak­tyce warto, choćby to sztucz­nie czasem wyglądało, patrzeć na to, co w nas piękne, szlachetne, czy po prostu sen­sowne.



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00

Warsz­tat (czyli czym jest warsz­tat i jaką speł­nia rolę) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 19:46:00

Wierzyć w siebie we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00