Modele myślowe

Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Mar­twi mnie Pol­ska. Mar­twi mnie to, że wielu moich rodaków żyje w jakimś chocholim tańcu, odreal­nionym śnie. Miotają się w rze­czy­wi­sto­ści dnia codzien­nego, podej­mują nie­praw­dopodobne wysiłki, ciężko pracują, a sensu jakoś w tym wszyst­kim nie widzą. Reagują raczej na to, co życie przyniesie niż podej­mują celowe działania. Realizują ciekawe, nawet skuteczne projekty, ale nie mają dalekiej per­spek­tywy, pod­stawowego kierunku swojej pracy.

Naj­waż­niej­szym problemem wydaje mi się to, że wiele osób men­tal­nie żyje w świecie, którego już „prawie nie ma”. Myślą, że biz­nes polega „robieniu pieniędzy”, a wszystko na ziemi i nie­bie pokazuje, że robienie pieniędzy jest oznaką zdrowia, ale nie może być celem. Bo jeżeli jest jedynym wyznacz­nikiem – nisz­czy biz­nes. Myślą, że firma powinna być zor­ganizowana hierar­chicz­nie, kierować wszyst­kim powinien prezes, róż­nego stop­nia menadżerowie, a reszta ma posłusz­nie wykonywać to, co do nich należy. A naj­mądrzejsi i naj­efek­tyw­niejsi prezesi piszą, że trzeba tworzyć sieci, stale zmieniające się spo­łecz­no­ści, którym zarząd służy, a nie nimi włada. Myślą, że spo­łeczna odpowiedzial­ność biz­nesu to syp­nięcie pieniędzmi na jakieś charytatywne cele, a nie auten­tyczne zaan­gażowanie się w roz­wiązywanie problemów spo­łecz­nych.

Modele myślowe

Może bierze się to z naszego ludz­kiego spo­sobu ist­nienia na tej ziemi. Gatunek ludzki roz­winąć się mógł dzięki zdol­no­ści do myślenia abs­trak­cyj­nego. Z psychologii, filozofii, a nawet fizyki kwan­towej wiemy, że otaczająca nas rzeczywistość jest tak bogata, ilość „bitów infor­macyj­nych” prze­twarzanych przez nasz mózg tak ogromna, że świadomie mamy dostęp do nie­wielu z nich. Naszym ludz­kim spo­so­bem na prze­życie jest budo­wa­nie modeli myślowych pozwalających upo­rząd­kować, zro­zumieć świat i siebie samego. Kon­struowanie modeli myślowych w miarę dobrze opisujących rzeczywistość pozwala ją kon­tro­lować, organizować i dzięki temu prze­trwać. Modele te są wynikiem doświad­czeń, wyobraźni, a także nie­ustan­nej potrzeby zro­zumienia zarówno otaczającego nas świata, jak i nas samych.

Nie są suchymi, logicz­nymi abs­trak­tami, tylko zanurzonymi w emocjach, wynikającymi z intuicji, roz­budowanymi w ramach roz­mów, dys­kusji, kon­struk­tami. Są odpowiedzią na dwa bazowe dla ludzi pytania: „Jak jest” i „Co robić”.

Modele są modelami, a nie rzeczywisto­ścią

Kłopot w tym, że modele są modelami, a nie rzeczywisto­ścią. Im są lep­sze, tym lepiej tłumaczą otaczające nas zjawiska. Im bliż­sze rze­czy­wi­sto­ści, tym bar­dziej pozwalają na uruchamianie skutecz­nych procesów. Jed­nak nigdy nie tłumaczą wszyst­kiego, nie są prawdą jedyną i ostateczną. Musimy je ciągle udoskonalać, przeor­ganizowywać, czasem odrzucać w cało­ści. Jed­nocześnie… potrzebujemy rozumieć! Jakąż radość, a czasem ulgę, odczuwa każdy z nas, kiedy w jakimś momen­cie zdaje sobie sprawę, że coś zro­zumiał. Wiem, jak jest naprawdę! Znam przy­czyny, potrafię zaplanować działania, które przyniosą rzeczywisty skutek!

Ta dwoistość stanowi pod­stawowy problem ludzi roz­wijających się. Z jed­nej strony nazywanie, dostrzeganie zależ­no­ści, uświadamianie sobie róż­nych mechanizmów i procesów jest natural­nym kierun­kiem, potrzebą, wręcz istotą roz­woju. Z drugiej nie­po­kój budzić może to, że właśnie odkrywana prawda za chwilę może być zobaczona od innej strony, pogłębiona, a nawet cał­kowicie zakwestionowana.

Psychologiczna kon­trola nad światem

Moż­liwość korzystania z trwałych, stabil­nych modeli myślowych pozwala nam na coś, co w psychologii uważane jest za jeden z naj­waż­niej­szych warun­ków dobrego samo­poczucia, a także spraw­nego działania. Pozwala nam na utrzymanie psychologicz­nej kon­troli nad światem. Dzięki niej mamy poczucie pod­miotowo­ści, moż­liwo­ści decydowania o swoim życiu. Mamy poczucie, że rozumiemy świat, swoją w nim rolę, że możemy kon­tro­lować swoje życie, świadomie dokonywać waż­nych wyborów i codzien­nych decyzji.

Jak to jest dla każ­dego z nas ważne prze­konać się możemy wtedy, kiedy właśnie tę kon­trolę stracimy.

“Utrata owej kon­troli (lub prze­konania o jej posiadaniu) wywołuje nie­pew­ność i lęk, prowadzi do chaotycz­nych, nie prze­myślanych zachowań i drastycz­nego skrócenia per­spek­tywy czasowej zachowania.(…)
Teo­rią, która zaj­muje się explicite utratą psychologicz­nej kon­troli i wynikającymi z tego kon­sekwen­cjami dla zachowania człowieka, jest model wyuczonej bez­rad­no­ści Mar­tina Selig­mana (1975). Model ten przed­stawia zmiany w zacho­wa­niu w sytu­acji per­manent­nego doświad­czania braku kon­troli nad biegiem zdarzeń, mówiąc dokład­niej – nad zdarzeniami waż­nymi dla pod­miotu. Owo doświad­czenie braku kon­troli polega na stwier­dzeniu, że wystąpienie waż­nych dla pod­miotu kon­sekwen­cji (zarówno pozytyw­nych, jak i negatyw­nych) nie zależy od jego zachowania. Innymi słowy pod­miot uczy się, że praw­dopodobień­stwo waż­nego wydarzenia (np. uzyskania nagrody lub zostania ukaranym) jest takie samo, bez względu na to, jak on się zachowa.”

Psychologia spo­łeczna w zastosowaniach” pod redak­cją Kingi Lachowicz-Tabaczek, artykuł Richarda Nawrata.


Wyuczona bez­rad­ność występuje w sytu­acjach skraj­nych – prawie cał­kowitej utraty owej psychologicz­nej kon­troli. Wykluczenie spo­łeczne, czasem bez­robocie, duży poziom lęku i nie­po­koju wynikający z zaburzeń emocjonal­nych, poczucie braku moż­liwo­ści jakiegokol­wiek wpływu na to, co się dzieje, tworzy swoisty syn­drom „tkwienia w bez­ruchu”. Człowiek jest jed­nak istotą potrzebującą uzasad­nienia, pozwalającego na bolesną nawet, ale zapew­niającą poczucie bez­pieczeń­stwa kon­trolę poznaw­czą. Osoby takie produkują proste, kom­plet­nie nieadekwatne, ale wyjaśniające rzeczywistość modele myślowe (np. wszyst­kiemu są winni jacyś oni, naj­lepiej „obcy”, albo sil­nie bronione prze­konanie, że świat już taki jest i nic tego nie zmieni).


Jed­nak więk­szość ludzi stara się jakoś ten świat zro­zumieć. Uczą się, dzięki prze­kazowi wiedzy lub mądro­ści, od poprzed­nich pokoleń (tzw. ciągłość kul­tury). Uczest­niczą w roz­maitych wydarzeniach, budują relacje rodzinne i towarzyskie (daw­niej plemienne). Podej­mują działanie zwane pracą pozwalające im prze­trwać lub bogacić się.

Uczenie się jako inny spo­sób „łapania” poznaw­czej kon­troli nad światem

Proces uczenia się to nie­ustanne doświad­czanie. To nie­ustanne obser­wowanie, prze­żywanie emocji, uruchamianie wyobraźni, logiczne analizy, kreatywne odkrycia. To właśnie to doświad­czanie połączone z poznaw­czą kon­trolą, pozwalające zro­zumieć, uogól­nić, zaplanować staje się budul­cem naszej osobowo­ści, wewnętrz­nym zasobem pozwalającym się roz­wijać. Dzięki temu możemy budować głębokie związki, part­ner­skie relacje i podej­mować skuteczne działania tech­niczne, produk­cyjne, organizacyjne itp.

Zauważmy, jak bazowe dla roz­woju człowieka są doświad­czenia, dzięki którym można mieć „poczucie, że posiadam psychologiczną kon­trolę”. Wewnętrzne prze­konanie o słusz­no­ści wiedzy, skutecz­no­ści działań dzięki opanowanym umiejęt­no­ściom i sensu wynikającego z war­to­ści, (czyli prze­konanie, że moje modele, reprezen­tacje świata w mojej głowie są praw­dziwe), daje bazowe poczucie bez­pieczeń­stwa. To pozwala żyć, kochać, pracować, bawić się.

Uczenie się daw­niej i dziś

Za starych dobrych (albo paskud­nie nie­bez­piecz­nych) czasów człowiek miał do czynienia ze środowiskiem natural­nym, które było sobie takie, jakie było. Trzeba było odkrywać różne prawdy, bo ina­czej coś nas mogło po prostu zjeść, zalać, albo roz­walić. Następowała bar­dzo szybka weryfikacja modeli. A to, co w nich się nie mie­ściło, pod­legało sys­temowi wierzeń, czarów i magii, czyli stwier­dzeń, które wyjaśniały naturę całego świata.

Przez całe wieki tak gromadzone doświad­czenie było powol­nym procesem budowania coraz lep­szych modeli i zwane było wiedzą. Rol­nik wiedział, jak wyhodować pożywne rośliny, tech­nik, jak zbudować dobrą maszynę, a naukowiec tworzył teo­rie wyjaśniającą to wszystko (hm, raczej część tego wszyst­kiego). Były oczywi­ście rzeczy wypadające poza codzienne doświad­czenie, ale na podorędziu była zawsze pokora wobec rzeczy nad­przyrodzonych, nie­do­stęp­nych ludz­kiemu rozumowi.

Jed­nym z waż­niej­szych modeli myślowych była poręczna kategoria MY. Pozwalała ona np. zabrać IM lep­sze tereny łowiec­kie do czasu, kiedy inni ONI, z ich czarami i tech­nologią, nie prze­gnali nas. Powoli okazywało się, że im ktoś lepiej zor­ganizowany, tym lud jego więk­szą ma szanse na prze­trwanie. A naj­więk­szą ma wtedy, jak wyrżnie inny lud i zbuduje imperium. Z jakimż podziwem czczeni byli wszelcy założyciele dynastii, twórcy imperiów… Wiedzę, zarówno tę tech­niczną, jak i psychologiczno-społeczną gromadzili czarow­nicy, póź­niej kapłani. Dostar­czali spoiwa budowanej kul­turze, uzasad­niali ją. A wodzowie, królowie i inni władcy tworzyli swój świat będąc pew­nymi, że wiedzą jak jest.

Rów­nolegle od wielu tysięcy lat pojawiali się nie­samowici ludzie pokazujący inny wymiar. Budda, Moj­żesz, Jezus, Mahomet – pokazywali naj­głęb­szy wymiar ducha ludz­kiego w którym MY oznaczało miłość do wszyst­kich ludzi (a nawet stworzeń). Zaczynali od kwestionowania zastanych, skost­niałych struk­tur, prawd i prze­żywając cud oświecenia lub objawienia pokazywali nowe prawdy. Prawdy budzące trwogę i nie­zmier­nie pociągające swoją głębią. Ina­czej mówiąc tworzyli głębokie kon­strukty emocjonalno-myślowo-duchowe pozwalające szukać sensu w otaczającej nas rze­czy­wi­sto­ści.

Tak to się gromadziło, narastało, pogłębiało. Naj­bar­dziej eks­pan­sywna rasa biała zaraziła się wynalaz­kami filozofów, oparła na modelu myślowym, który naj­lepiej opisał Kar­tezjusz. Udało się oddzielić duszę od materii i tą drugą zajęli się uczeni, biz­nes­meni, politycy. Uruchomiło to tak nie­praw­dopodobny przy­rost wiedzy, tech­nologii, wymiany, że cały świat został prak­tycz­nie zdominowany tym spo­so­bem ist­nienia. Zamienia się w globalną wioskę oplecioną sys­temem ner­wowym Inter­netu, w którym procesy polityczne, finan­sowe, spo­łeczne na jed­nym kon­tynen­cie mogą kształ­tować codzienne życie nie­świadomego niczego człowieka na innym. Jed­nocześnie prymityzowany model Kar­tezjusza zmienił się w grzech oddzielenia. Doprowadził do alienacji pracy, prymityw­nego kon­sump­cjonizmu, pseudopolityki.

We współ­czesnych cza­sach pojawiło się nowe zjawisko. Wiedza – tech­niczna, psychologiczna, spo­łeczna, duchowa – roz­wija się w tak błyskawicz­nym tem­pie, że nikt nie jest w stanie za nią nadążyć. Wła­ściwie nie można już mówić o jakiś stałych, obowiązujących modelach myślowych. W każ­dej chwili miliony ludzi dokonuje nowych odkryć, doświad­cza nowych sytu­acji, opisuje to w spo­sób do tej pory nie­znany. Każdy w miarę światły człowiek dziesiątki razy prze­konuje się, że to, co wie, jest już nieak­tualne. Więcej, sam ciągle cos nowego wymyśla, podej­muje nowe wyzwania, uczy się.

Każdy z nas musi jakoś odnaleźć się w sytu­acji paradoksu. Jesteśmy ludźmi, więc potrzebujemy poznaw­czej kon­troli nad światem, rozu­mie­nia tego, kim jestem, co robię i co mi się wydarza. Z drugiej strony doświad­czenie uczy, że to, co teraz wiem, na co się zdecydowałem, co prze­czuwam jutro może być kom­plet­nie nieak­tualne.

Jedyna pewną rzeczą jest zmiana, a jedyna sen­sowna odpowiedzią na nią jest stałe budo­wa­nie modeli i natych­miastowe ich kwestionowanie, ciągłe podej­mowanie działań w warun­kach nie­pew­no­ści.

Posiadać wiedzę czy poznawać

W sukurs przyjść mogą tezy stawiane przez jed­nego z więk­szych myślicieli ostat­nich czasów. Ericha Fromma. W dość epokowym dziele p.n. „Mieć, czy być” pod­daje analizie nasz współ­czesny spo­sób ist­nienia. Twier­dzi, że jak zaraza roz­przestrzenia się postawa posiadania, „zagar­niania”, kon­sump­cyj­nego nastawienia do świata. Prze­ciw­stawia temu sztukę bycia – roz­woju, twór­czej aktyw­no­ści. „stawania się”. W pew­nym momen­cie jego roz­ważań wprowadza roz­róż­nienie ważne dla naszego tematu.

„Róż­nicę między modus posiadania i modus bycia w sferze wiedzy, wyrażają dwa sfor­mułowania: „Po­siadam wiedzę” oraz „Poznaję”. Posiadanie wie­dzy oznacza zdobywanie i zachowywanie infor­macji, poznawanie zaś jest czymś funk­cjonal­nym, ele­mentem procesu twór­czego myślenia.(…) pozna­nie roz­poczyna się od uświadomienia sobie zwod­niczo­ści naszych zdroworoz­sąd­kowych spo­strzeżeń. (…) Poznanie więc roz­poczyna się od roz­proszenia iluzji”

Erich Fromm „Mieć czy Być”

To trudne. Wła­ściwie każdy z nas powinien świadomie odnaleźć się w roli Syzyfa. Uczymy się, podej­mujemy działania, budujemy jakieś prze­konania po to, żeby natknąć się na infor­macje, odkryć prawdy, zer­k­nąć na wszystko z innego punktu widzenia i… zaczynać wszystko od początku.

Naszą potrzebę kon­troli poznaw­czej musimy oprzeć na procesie, a nie na wypracowanym modelu. Musimy nauczyć się czer­pać satys­fak­cję i pew­ność siebie z tego, że nie boimy się odkrywać coraz to nowych prawd, podej­mować działania, które jesz­cze wczoraj wydawały się nie­moż­liwe.

Poznawać samodziel­nie, ale nie samot­nie

Tu w sukurs przy­chodzi nam fakt, że tak bar­dzo jesteśmy stworzeniami spo­łecz­nymi. Wpraw­dzie kon­strukty, modele zawarte są mózgu każ­dego z nas, ale jed­nocześnie są pew­nego rodzaju fenomenami inter­subiek­tyw­nymi. W jakimś sen­sie ist­nieją „między nami” – w nauce, kul­turze, prag­matyce dnia codzien­nego. Powodują moż­liwość uzgad­niania, zespołowego działania, poczucia poro­zumienia i współ­pracy. Są istotą języka, dzięki któremu tworzymy własną, nie­po­wtarzalną kul­turę (narodu, orga­ni­za­cji, rodziny, środowiska lokal­nego).

Jeżeli kil­kadziesiąt mądrych, stale uczących się osób będzie razem działać, to gromadzona przez nich wiedza, nawet ograniczona modelami myślowymi każ­dego z osobna, będzie spora. A kil­kaset? A kilka tysięcy? To już może być potęga.

Uczenie się w syner­gicz­nej wspól­nocie to sztuka tworzenia nowego typu orga­ni­za­cji, Orga­ni­za­cji przy­szło­ści. Jej istotą są sieci żywych, pul­sujących wymianą relacji międzyludz­kich. Jej misją – tworzenie prze­strzeni roz­mowy, dialogu, a także sporu. Stałego kon­struowania nowych ciągów koncepcyjno-pragmatycznych, zwanych projek­tami. Budo­wa­nie nie­po­wtarzal­nej, żywej, stale roz­wijającej się kul­tury organizacyj­nej.

Tof­fler, Druc­ker, Rif­kin, Senge, Covey – wybitni znawcy świata biz­nesu twier­dzą, że nie ma innej drogi. Tego typu organizacjami muszą stać się firmy biz­nesowe, organizacje poza­rzą­dowe, uczel­nie, szkoły, a nawet urzędy i instytucje publiczne.

Muszą, ale w prak­tyce nie wygląda to naj­lepiej.

Ist­niejące firmy, organizacje i instytucje produkują własne myślowe modele, nie­stety często oparte na „wiedzy wczoraj­szej”, dzisiaj wyglądającej raczej na schematy, prze­sądy, niż żywe kon­cep­cje. Oczywi­ście modele są w głowach, ale… co dwie głowy, to nie jedna. Jeżeli dobierze się ileś osób podob­nie myślących, to wzajem­nie się wzmac­niają, eliminują tych, którzy dostrzegają coś innego, tworzą kon­struk­cje organizacyjne będące potwier­dzeniem tych modeli. W biz­nesie olbrzymie kwoty wydawane są bez sensu – byle pod­trzymać struk­tury, zwyczaje, w pocie czoła wypracowane procedury. A to, że nie­wiele one mają wspól­nego z rzeczywisto­ścią – tym gorzej dla rze­czy­wi­sto­ści! W orga­ni­za­cjach pozarządowych przy prze­kładaniu pięk­nych idei na działania gubi się często gdzieś mądre prze­słanie, bo… trzeba roz­liczyć projekt! W instytucjach publicz­nych, samorządach kon­cen­tracja na trzymaniu się litery często źle inter­pretowanego prawa zastępuje działanie na rzecz dobra wspól­nego.

Ostatni kryzys finan­sowy jest, moim zdaniem, naj­lep­szą ilustracją tego procesu. Tysiące ban­kow­ców podej­mowało decyzje na bazie środowiskowych modeli myślowych (w opar­ciu o które opracowywano tzw. instrumenty finan­sowe). Zachwytem nad własną skutecz­no­ścią potrafili zarazić swoich klien­tów. I nagle… ich świat się zawalił. Z bogów stali się pariasami win­nymi real­nych nie­szczęść ludz­kich. Ich delegaci do rządzenia, czyli politycy, rzucili się gwał­tow­nie do odbudowywania sys­temu przez potężne, nie­wyobrażalne zastrzyki finan­sowe. Jeżeli jed­nak lek­cja życia nie zostanie przeanalizowana, jeżeli wrócą do myślenia wypracowanymi przez siebie „nowoczesnymi” modelami (czyli w chwili obec­nej już… „po staremu”), to nakręcą pusty pieniądz w inny spo­sób i ponow­nie świat cały w maliny wypusz­czą.

Jak to robić w Pol­sce

W Pol­sce ten ogól­noświatowy proces ma wymiar szczególny. Z jed­nej strony żyjemy w kraju, który prze­szedł tak grun­towne zmiany, że stabilne demokracje zachodu ze zdumieniem i podziwem przy­glądają się temu, że jesz­cze żyjemy. Z drugiej strony ta zmiana doprowadziła do wykluczenia tak wielu osób, że pogubieni w szalejącej rze­czy­wi­sto­ści wolą odwołać się do naj­star­szego modelu myślowego wyjaśniającego wszystko – całemu złu są winni ONI. Jacy oni? Przed­siębiorcy, politycy, miastowi, a naj­lepiej Niemcy, Rosjanie, Żydzi, a teraz ban­kowcy. Budo­wa­nie orga­ni­za­cji przy­szło­ści w takim kon­tek­ście – per­manent­nego kon­fliktu, trak­towania każ­dej prawdy jako poręcz­nego, albo nie­po­ręcz­nego instrumentu, podej­rzewania każ­dego o machloje – jest bar­dzo trudne. Jak tworzyć orga­ni­za­cję uczącą się, budować osobowe relacje pozwalające na efek­tywne współ­działanie w otoczeniu, którego kon­struk­cja promuje kom­plet­nie inne zachowania i postawy?

Ten problem można zamienić w wyzwanie. Właśnie tu, w Pol­sce, w kon­kret­nej sytu­acji mamy swoją szansę na rzeczywisty roz­wój. Mamy za sobą doświad­czenie tworzenia sieci w ramach Solidar­no­ści, mamy doświad­czenie nie­praw­dopodob­nego tempa zmiany, mamy mocne korzenie chrze­ścijań­skie uczące pokory i wspól­noty. Mamy też doświad­czenie kontr­kul­tury, eks­perymen­talne teatry zakorzenione w tradycji Grotow­skiego, sieci spo­łeczne wytworzone przez organizacje poza­rzą­dowe. Mamy coraz bar­dziej świadomy biz­nes i nie­samowite projekty spo­łeczne ogar­niające całą Pol­skę. Mamy na czym bazować i czego się uczyć.
Zresztą… nie ma innej drogi. Alter­natywą jest chaos, populizm, różne formy totalitaryzmu. Trzeba zrobić wszystko, żeby praca nad sobą, uczenie się, tworzenie sieci współ­pracy stało się głów­nym nur­tem działań w Pol­sce.

Covey w swoim ósmym nawyku twier­dzi, że cywilizacja wiedzy (którą dopiero budujemy) prze­kształ­cić się musi w cywilizację mądro­ści. Wiedza bez war­to­ści może służyć do zabijania, ogłupiania, utrwalania wycyzelowanych modelów myślowych mających jako jedyny atut prestiż jakiegoś środowiska. Mądrość, czyli żywy proces doświad­czania, analizowania, uświadamiania, uogól­niania, budowana w rzeczywistym dialogu, prze­kładana na kon­cep­cje działania, projekty, tylko po to, żeby znowu zakwestionować to, co przed chwilą wydawało się oczywiste – to jedyny spo­sób na „przy­stosowanie się” do świata zmiany, w którym żyć nam przy­szło. I naj­prost­szy spo­sób na zakorzenienie się, odzyskanie kon­troli poznaw­czej, bawienie się procesem budowania modeli i spo­kojną, nawet radosną akcep­tacją faktu ich natych­miastowej destruk­cji.



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00

Warsz­tat (czyli czym jest warsz­tat i jaką speł­nia rolę) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 19:46:00

Wierzyć w siebie we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00