O sytuacji edukacyjnej. O uczeniu się

Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

Uczenie się skojarzone jest z dość smutną i ponurą czyn­no­ścią. Dziecko siedzi nie­ruchomo na lek­cji i grzecz­nie słucha. Młodzian siedzi przy biurku i „odrabia” lek­cje. Istotą jego pracy jest zapamiętywanie infor­macji. Wer­towanie pod­ręcz­ników i wkuwanie tysiąca roz­maitych infor­macji, wysłuchiwanie wykładu i wierne zapisywanie go w zeszycie – wszystko to prowadzi do naj­waż­niej­szego, legendą owianego momentu – odpytania, klasówki, egzaminu. Umiejęt­ność odtwarzania infor­macji utoż­samiana jest z fak­tem nauczenia się.

Jak do tego ma się nasza potoczna zdroworoz­sąd­kowa, a także współ­czesna naukowa wiedza o uczeniu się? Wiemy, że uczenie się jest zjawiskiem natural­nym, zachodzącym od pierw­szych chwil życia człowieka. Dziecko usiłuje wszystko polizać, dotknąć, wpeł­znąć we wszyst­kie zakamarki. Uczy się chodzić, mówić, myśleć. Zadaje setki pytań, próbuje roze­brać radio, bawi się w pomaganie mamie w kuchni. Roz­mawia, naśladuje, odkrywa.

Dziecko uczy się doświad­czając całym sobą. Jego wiedza i umie­jęt­no­ści są wynikiem brania udziału w życiu. Spo­tykają go różne zdarzenia, uczest­niczy w róż­nych sytu­acjach, prze­żywa je, usiłuje je zro­zumieć, odpowiada na nie własnym działaniem.

Roz­wój przynosi człowiekowi nowe moż­liwo­ści. Potrafi podej­mować wysiłki ze względu na odległe cele, na krystalizujące się w nim war­to­ści. Potrafi dłużej skon­cen­trować się na określonych czyn­no­ściach, myśleć abs­trak­cyj­nie, pogłębia się jego intuicja. Miej­sce zabawy zaj­muje praca.
Jed­nak zasad­niczy mechanizm uczenia się jest nie­zmienny. Zdobywana wiedza jest efek­tem kon­taktu ze światem, przyj­mowania i wywierania wpływu, prze­żywania i działania.

Proces ten nazwać możemy uczeniem się w opar­ciu o doświad­czenie. W proces doświad­czania zaan­gażowana jest cała osoba ludzka. Porusza on wszyst­kie sfery osobowo­ści. Człowiek prze­żywa różne emocje i uczucia, tworzy wewnętrzne ustosun­kowanie do rze­czy­wi­sto­ści zwane potrzebami, postawami, motywacjami. Doświad­czony człowiek jest aktywny – działa, mówi, myśli.

Angażuje różne rodzaje myślenia (abs­trak­cyjne, sym­boliczne, obrazowe) prze­prowadza analizy i syn­tezy, jego wewnętrzna praca owocować może głęboką intuicją. Często, chcąc roz­winąć kon­kretne umie­jęt­no­ści zacina zęby i ćwiczy, trenuje, roz­wiązuje problemy.

Doświad­czenia kształ­tują (wedle nie­których tworzą) osobowość. W opar­ciu o proces doświad­czania i wewnętrz­nego opracowywania doświad­czeń powstaje światopogląd, wiedza, tworzy się hierar­chia war­to­ści, roz­wijają się war­to­ści.

Opisane powyżej twier­dzenia wydawać się mogą oczywiste i nie­wiele wnoszące. Nie jest to bowiem jakaś nowa teo­ria psychologiczna, czy kon­cep­cja natury człowieka. Więcej – z tak postawionymi tezami zgodzić się powinni teo­retycy bar­dzo róż­nych orien­tacji, a nawet paradyg­matów naukowych.

Jed­nocześnie całe nauczanie szkolne (w więk­szo­ści wyż­szych uczelni także) oparte jest na naiw­nej, prostej i nieefek­tyw­nej „procedurze uczenia”. Szkoła usiłuje uczyć przez prze­kazywanie infor­macji i doprowadzanie do tego, by uczeń te infor­macje pamiętał. Nie jest ważne jakimi osiągnie to metodami. Można zmusić, prze­konać, prze­kupić, prze­błagać, wmanipulować. Ważny jest efekt – uczeń w określonym czasie musi odtworzyć zapamiętane tre­ści.
Wokół tego założenia zbudowany jest cały sys­tem „oświatowy”. Nauczyciele przy­gotowywani są nie do uczenia, nawiązywania kon­taktu, rozu­mie­nia ucznia etc., tylko wyposażani są w infor­macje, które mają prze­kazać uczniom. Miej­sce pracy (klasy) są tak zor­ganizowane, żeby mak­symal­nie ograniczyć moż­liwość ruchu, roz­mów, kon­tak­tów. Wszyscy siedzą przodem do nauczyciela, który… prze­kazuje infor­macje.

Dys­cyplina pracy polega na bier­nym pod­porząd­kowaniu się, wywiązywaniu się z postawionych zadań, realizowaniu poleceń. Wskaź­ni­kiem poziomu zapamiętania infor­macji jest ocena. Jej rola urasta do roli sym­bolu war­to­ści człowieka (uczeń piąt­kowy – uczeń dwój­kowy).

Program nauczania jest spisem tre­ści, które uczniowie muszą zapamiętać. Tre­ści te ułożone są logicz­nie, ale według logiki wywodu, a nie logiki poznawania. Cały sys­tem zmierza do wyprodukowania super­erudyty – człowieka, który zapamiętał całe morze infor­macji. Różne egzaminy (mimo światłych prób) przy­pominają gigan­tyczne teletur­nieje – kto co napisał, kiedy odbyła się bitwa, jaki pier­wiastek łączy się z jakim i dlaczego według Ein­steina to wszystko jest takie względne. Drugoplanowym się staje to kim ten uczeń jest, do czego dąży, co myśli o świecie, co naprawdę umie zrobić. Inteligentny, oczytany, myślący młody człowiek dostanie taką samą ocenę jak jego kolega – kujon, którego całą zasługą będzie nauczenie się na pamięć pod­ręcz­nika i notatek z wykładów (często zresztą ten drugi wypad­nie lepiej). Geniusz manualny, przy­szły artysta – rzemieśl­nik nie zda do następ­nej klasy na równi z super­leniem, który po prostu nic nie robi.

Absurd szkolny polega więc na nie­liczeniu się z rzeczywisto­ścią, odrzucaniu rzeczywistego mechanizmu uczenia się. Rzeczywistość ma jed­nak to do siebie, że ist­nieje – nie­zależ­nie od tego czy się ktoś z nią liczy, czy nie. Jeżeli rzeczywisto­ścią jest proces uczenia się przez doświad­czenie, to dziecko trafiając do szkoły też będzie się czegoś uczyć. Przy­tomne, zdrowe dziecko dość szybko orien­tuje się w regułach gry. Więcej – musi się tego nauczyć, żeby prze­trwać tę trudną, pełną zasadzek sytuację zwaną szkołą.

Przede wszyst­kim uczy się, że naj­waż­niej­szą sprawą jest stopień. Nie jest ważne, jak go się uzyska. Naj­lepiej obkuć, odtworzyć i zapo­mnieć. Albo ściągnąć, prze­pisać od kolegi. Albo wpisać roz­tar­gnionemu nauczycielowi stopień do dzien­nika. Uczy się, że nauczyciel jest super­ek­sper­tem, który zawsze ma rację (nawet jak jej nie ma).

Jeżeli jesteśmy przy nauczycielach, to dzieci świet­nie uczą się róż­nicować ludzi. Dość szybko wiedzą, że u tego można to, a u tam­tego co innego… Znają przy­wary, słabo­ści i bez­względ­nie je wykorzystują.

Dzieci potrafią także świet­nie wyczuć dobrego nauczyciela. I wcale nie chodzi tu o tzw. liberalizm, czy brak wymagań. Jeżeli nauczyciel jest wiarygodny, nawiązuje dialog, ma głęboką wiedzę, ciekawe prze­myślenia, albo potrafi stworzyć atmos­ferę odkrywania, poznawania, real­nego działania, to matoły, lenie, cwaniaki przeistaczają się w sen­sowne, ciekawe świata istoty ludz­kie.

Jest wielu takich nauczycieli, są nawet tacy dyrek­torzy i wizytatorzy. Wszyscy oni muszą pracować wbrew regułom panującym w szkole, muszą wal­czyć z rutyną, marazmem – fun­damen­tal­nymi cechami sys­temów szkol­nych. Ostat­nio mogą powołać się chociaż na reguły reformy sys­temu edukacji, ale w bałaganie związanym z tworzeniem gim­nazjów powoli więk­szość o tym zapomina.

Naj­bar­dziej paradok­sal­nym efek­tem jest fakt, że nauczyciele nastawieni na kon­takt z uczniem, part­ner­stwo, wspólne poszu­ki­wa­nia mają także naj­lep­sze efekty w tym, co szkoła tak sobie ceni – we wzro­ście wiedzy, a nawet w ilo­ści zapamiętanych przez uczniów infor­macji. Nauczyciele starający się te infor­macje wdrukować, gwał­tem wmusić w głowy swych pod­opiecz­nych, uzyskują co naj­wyżej efekt „wiedzy na stopień” wyrzucanej z głowy w szyb­kim tem­pie po egzaminie stwier­dzającym jej wła­ściwe opanowanie.

Efekt ten jest oczywi­ście tylko pozor­nie paradok­salny. Przy­swajanie infor­macji, analiza, intelek­tualna obróbka są oczywi­ście waż­nym i istot­nym elemen­tem uczenia się. Elemen­tem, a nie całym procesem. Infor­macje dlatego utrwalają nam się w głowach, że są wynikiem działania, doświad­czania, własnej aktyw­no­ści twór­czej.

Istotą pracy dobrego nauczyciela jest tworzenie sytu­acji, w której uczniowie prze­żywają dobre, roz­wojowe doświad­czenia. Jeżeli człowiekowi (a dziecko też jest człowiekiem) proponuje się dialog, pozwala się mu na współ­tworzenie procesu pracy, trak­tuje z szacun­kiem i szacunku dla innych się wymaga, proponuje się wiarygodną, prze­myślaną, dobrze opracowaną wiedzę, to odpowiada on aktyw­no­ścią, zain­teresowaniem, sen­sow­nym działaniem.

Jeżeli człowiekiem manipulujemy, zmuszamy do robienia rzeczy, których sensu nie rozumie, używamy władzy dla wprowadzenia tzw. dys­cypliny, to człowiek ten zacznie w ten, czy w inny spo­sób z nami wal­czyć. Będzie szedł po naj­mniej­szej linii oporu, wykorzystywał słabe punkty, stwarzał pozory etc. Zaplącze się w grę, w której zarówno zwycięstwo, jak i prze­grana jest taką samą klęską.

Jak w świetle powyż­szych roz­ważań powinna wyglądać szkoła, w jakim kierunku powinien roz­wijać się sys­tem oświatowy?

Jeżeli chcemy, żeby dzieci rzeczywi­ście się uczyły, a nawet jeżeli zależy nam na przy­swojeniu przez nie infor­macji, musimy szkołę nastawić na edukację, a nie miej­sce prze­rabiania programu szkol­nego (nawet zdecen­tralizowanego, czy nawet autor­skiego).

Proces uczenia się jest zjawiskiem natural­nym, jed­nym z efek­tów procesu doświad­czania.

Edukacja polega więc na takim organizowaniu procesu doświad­czania, żeby jego uczest­nicy mogli się uczyć.

Na czym polegać może to „organizowanie procesu doświad­czania”. Jest on prze­cież zjawiskiem natural­nym, wynikiem kon­taktu człowieka z rzeczywisto­ścią. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest tą rzeczywisto­ścią, z którą doświad­czający człowiek się kon­tak­tuje?

Dla ucznia obec­nej szkoły waż­nym elemen­tem tej rze­czy­wi­sto­ści jest na przy­kład izba lek­cyjna. Jej wystrój, ustawienie ławek sprzyjają pew­nym zachowaniom a inne hamują. Naj­łatwiej komunikować się w niej z nauczycielem, trud­niej z kolegami, zwłasz­cza siedzącymi z tyłu. Dość komicz­nie wyglądają zabiegi nauczyciela, żeby sprowokować ożywioną dys­kusję, która musi odbywać się z wykręconą szyją.

A co by się stało, jeżeli stoliki ustawimy w for­mie jed­nego wspól­nego stołu? Nauczyciel staje się jedną z osób siedzących w kręgu. Różne interak­cje mogą prze­biegać między wszyst­kimi uczest­nikami. A gdybyśmy usunęli stoły i krzesła? Jak mogłyby wyglądać sale zaprojek­towane do wspól­nego działania, zabaw, wspól­nej pracy?

Przez ten przy­kład starałem się przy­bliżyć moje rozumienie tej rze­czy­wi­sto­ści, z którą kon­tak­tuje się doświad­czający człowiek. Budując i wyposażając miej­sce, w którym ma odbywać się edukacja, tworzymy rzeczywistość, z którą będzie miał on na co dzień do czynienia.

Podob­nie tworzymy tę rzeczywistość budując program, tworząc sys­tem organizacyjny, prze­pisy etc. No i naj­waż­niej­sze – rzeczywistość tę będzie tworzył człowiek, który poprowadzi zajęcia – nauczyciel. Od tego, kim on jest, jak jest przy­gotowany, jaki ma stosunek do swojej pracy i do uczniów zależeć będzie naj­więcej.

Taką dobrze zor­ganizowaną, prze­myślaną, stworzoną dla uczącego się „rzeczywistość” nazwać możemy sytuacją edukacyjną. W ten spo­sób zaproponować możemy pod­stawowe założenia wymarzonej szkoły. Jej istotą jest edukacja, rozumiana jako sztuka tworzenia sytu­acji sprzyjających uczeniu się.

Wiedza na temat sytu­acji edukacyj­nej, jej cech, dynamiki roz­grywających się w niej procesów, roli nauczyciela, warun­ków zewnętrz­nych koniecz­nych dla jej zaist­nienia powinna kon­stytuować szkołę. Organizacja, administracja oświatowa, obowiązujące prze­pisy powinny jej służyć. Kon­cep­cja sys­temu oświatowego powinna być pochodną kon­cep­cji sytu­acji edukacyj­nej.

Naj­więk­sze znaczenie w uruchamianiu procesu uczenia się ma osoba nauczyciela. To kim jest, w jakie relacje wchodzi z uczniami, co potrafi i co wie, nadaje sytu­acji edukacyj­nej pod­stawowy wyraz. Dlatego edukacja jest sztuką, a praw­dziwy nauczyciel twórcą, w naj­głęb­szym tego słowa znaczeniu.

Nauczyciel jest w stanie tworzyć praw­dziwe okazje do uczenia się nawet w tak nie­sprzyjających warun­kach, jakie daje współ­czesna szkoła. Nie­stety, człowiek podej­mujący się roli nauczyciela jest też w stanie znisz­czyć chęć do nauki, a nawet do życia u zdrowego, nor­mal­nego dziecka.

W codzien­nej prak­tyce szkol­nej przy­zwyczailiśmy się do postrzegania nauczyciela jako dydak­tyka – specjalisty od jakiejś określonej gałęzi wiedzy. Ma on też peł­nić funk­cje wychowaw­cze, w więk­szo­ści sprowadzające się do umie­jęt­no­ści utrzymania spo­koju (czytaj – bez­władu) i dys­cypliny (czytaj – bier­nego oporu).

Roz­bicie aktyw­no­ści nauczyciela na dydak­tykę i wychowanie jest wyrazem bez­rad­no­ści wobec tego, co dzieje się naprawdę. Człowiek występujący w roli nauczyciela cały czas uczy i wychowuje. Jego wpływ na uczniów dokonuje się nie tylko przez to, co mówi, ale i w jaki spo­sób. Jak reaguje na ich trud­no­ści, wąt­pliwo­ści, jak roz­wiązuje kon­flikty. Nauczyciel swoim zachowaniem (wer­bal­nie i nie­wer­bal­nie) komunikuje się z uczniami, struk­turalizuje sytuację. Jego umie­jęt­no­ści kon­taktu, rozu­mie­nia zjawisk spo­łecz­nych i procesów grupowych, a przede wszyst­kim postawy, war­to­ści (te realizowane a nie głoszone) warun­kują „narodziny” procesu edukacyj­nego.

Praw­dziwy nauczyciel nie jest dydak­tykiem, czy wychowawcą. Powinien być „specjalistą od edukacji” (facilitatorem). Stosun­kowo drugorzęd­nym jest to, czy prowadzi ją w opar­ciu o poezję Mic­kiewicza, czy naukę New­tona.

Dobrym nauczycielem nie można się urodzić. Można mieć predys­pozycje, talent, ale mistrzostwo w tym zawodzie jest wynikiem długo­trwałej pracy nad sobą, analizy błędów i suk­cesów, pogłębiania samo­świa­do­mo­ści. Naj­smut­niej­szym wydaje się fakt, że nauczycielom tak mało się w tym pomaga. Za mało tworzy się sytu­acji edukacyj­nych tym, którzy w przy­szło­ści będą tworzyli sytuacje edukacyjne. Roz­wój zawodowy nauczyciela jest prak­tycz­nie jego własną sprawą. Nie ma w tym nic dziw­nego – jeżeli utoż­samiamy wiedzę z infor­macjami, to studia i kursy dla nauczycieli polegają na prze­kazywaniu infor­macji i odpytywaniu ich, czy dobrze je zapamiętali.

W róż­nych ruchach pedagogicz­nych, religiach, eks­perymen­tach znaleźć możemy wiele kon­cep­cji kształ­cenia nauczycieli. Czy raczej pomocy w przy­gotowaniu się do pod­jęcia tej roli. Wydaje się, że we wszyst­kich można wyróż­nić dwa obszary pracy.

Pierw­szy możemy nazwać przy­gotowaniem osobowo­ściowym. Naj­ogól­niej mówiąc, oznacza to osiągnięcie doj­rzało­ści emocjonal­nej, gotowo­ści do tego typu pracy. Możemy mówić tu o wysokim stop­niu samo­świa­do­mo­ści, wykrystalizowanym sys­temie war­to­ści, doj­rzałej empatii, otwar­to­ści emocjonal­nej i poznaw­czej, umie­jęt­no­ści nawiązywania kon­taktu i osobistego zaan­gażowania się w związek wychowaw­czy.

Drugi obszar dotyczy wiedzy i umie­jęt­no­ści związanych z tworzeniem sytu­acji edukacyj­nej. Ważna jest w tym specjalizacja „przed­miotowa” – głęboka wiedza dotycząca jakiejś gałęzi wiedzy ludz­kiej. Jest ona nie­zbędna do tworzenia sytu­acji edukacyj­nych, ale nie jest wystar­czająca. Rów­nie istotne są umie­jęt­no­ści edukacyjne – prowadzenie dialogu, moderowania dys­kusji, organizowania wspól­nej pracy. Bar­dzo ważne są umie­jęt­no­ści pracy z grupą, jasnego struk­turalizowania sytu­acji (a w tym adekwat­nego do sytu­acji spo­sobu wpro­wa­dza­nia i egzekwowania norm), towarzyszenia w procesie uczenia się, pomocy w momen­tach trud­nych czy kryzysowych.

Efek­tem przy­gotowania w obu tych obszarach powinno być wypracowanie przez nauczyciela własnego stylu pracy edukacyj­nej. Zarówno to, kim jest, jak i to, co umie stanowić powinno har­monijną całość pozwalającą na spon­taniczne, ale profesjonalne działanie w sytu­acjach edukacyj­nych.

Wymagania dotyczące poziomu przy­gotowania nauczyciela wydawać się mogą wysokie, nie­realistyczne. Fak­tem jest jed­nak, że wielu nauczycieli (choć nie wydaje się to być wysoki procent) ma właśnie tego rodzaju poziom przy­gotowania. Tak zwany dobry nauczyciel – lubiący swoją pracę, działający z intuicją, lubiany, szanowany przez uczniów i osiągający rzeczywiste efekty dydak­tyczno – wychowaw­cze prezen­tuje właśnie cechy opisane powyżej. Jego główną trud­no­ścią jest osamot­nienie, brak wspar­cia u podob­nie myślących i działających nauczycieli, brak rzeczywi­ście działającego zes­połu zawodowego i koniecz­ność pracy nad sobą metodą „prób i błędów”, powodującą wysokie koszty emocjonalne.

Naj­lepiej nawet przy­gotowana osoba nie może takiej pracy prowadzić samot­nie. Nauczyciel musi mieć opar­cie w auten­tycz­nym zespole, środowisku zawodowym, iden­tyfikować się z jakimś ruchem spo­łecz­nym, tradycją. Róż­nego typu spo­tkania nauczycieli, stawianie wspól­nych celów i zadań, tworzenie kon­cep­cji to nie­zbędna „obudowa” pracy z uczniami. Przy­dałoby się także prze­łamanie fatal­nego zwyczaju prowadzenia zajęć przez jedną osobę. Wspólna (w dwie, trzy osoby) praca daje dużo więk­sze efekty (i dla uczniów i w samo­kształ­ceniu nauczyciela).

Reasumując dotych­czasowe wywody można stwier­dzić: naj­więk­szy wpływ na edukację ma osoba nauczyciela – to kim jest i co umie. Opieka nad jego roz­wojem zawodowym i warun­kami pracy ma naj­więk­szy wpływ na rzeczywiste oblicze szkoły.

O sytu­acji edukacynej

Opisanie i zdefiniowanie sytu­acji edukacyj­nej napo­tyka na pewne trud­no­ści. Jeżeli człowiek uczy się w wyniku kon­taktu z otaczającą go rzeczywisto­ścią, to każdą sytuację, w której się znaj­duje można nazwać edukacyjną (bo czegoś się w niej uczy). Do odpowiedzi zbliżyć się możemy dwiema drogami. Jedna z nich polega na badaniu warun­ków jej zaist­nienia. Możemy szukać odpowiedzi na pytanie: co musi się wydarzyć, jakie zjawiska muszą zajść, żeby uczniowie się czegoś nauczyli. Tę omówię w następ­nym pod­roz­dziale.

Druga dotyczy pod­stawowego założenia miesz­czącego się w pojęciu „edukacja”. Otóż jest to czyn­ność inten­cjonalna, świadome oddziaływanie na innych ludzi.

Wielu rzeczy możemy nauczyć się przy­pad­kowo – pracując, roz­mawiając, kochając… Jed­nak od czasu do czasu (a w dzieciń­stwie i młodo­ści codzien­nie) bierzemy udział w specjal­nie zaprogramowanych i przy­gotowanych działaniach, które mają nam umoż­liwić nauczenie się czegoś. Jeżeli rzeczywi­ście sprzyjają temu, to nazwać je możemy sytuacjami edukacyj­nymi.

Warto też pod­kreślić, że edukacja nie jest wpływaniem na człowieka. Jak już pisałem, znamy różne rodzaje wpływania na zachowania innych ludzi. Są wśród nich godziwe (prze­konywanie, głoszenie wła­snych poglądów, namawianie, egzekwowanie demokratycz­nie uchwalonych praw) i nie­godziwe (przy­mus, ingeren­cja, manipulacja).

Sytuacja edukacyjna nie jest ani jed­nym, ani drugim. Polega na stworzeniu prze­strzeni do własnej aktyw­no­ści poznaw­czej. Merytoryczne tre­ści, war­to­ści czy obraz świata w niej podawany jest propozycją, wobec której uczeń – pod­miot może się dookreślić, opowiedzieć, po swojemu ją przy­swoić.

Wydaje się, że warun­kami koniecz­nymi dla powstania sytu­acji edukacyj­nej są:

  1. Poczucie bez­pieczeń­stwa
  2. Poczucie sensu
  3. Aktyw­ność
  4. Wspól­nota

Poczucie bez­pieczeń­stwa

Ludzie, a zwłasz­cza dzieci, czują się dobrze i mogą uruchomić cały swój poten­cjał poznaw­czy wtedy, kiedy się nie boją – czują się bez­pieczne. Czują się bez­pieczne w naj­głęb­szym tego słowa znaczeniu – jako osoby, których god­no­ści i pod­stawowego prawa do szacunku nikt nie narusza. Roz­wija się w nich wtedy poczucie własnej war­to­ści, pod­nosi ener­gia i motywacja do działania. Uzyskuje się to w prosty (a w prak­tyce jakże często trudny) spo­sób – nawiązując kon­takt, komunikując akcep­tację, pracując nad własną zdol­no­ścią do miło­ści. Różne formy nacisku, braku szacunku, obrażanie, ośmieszanie – wynikające naj­czę­ściej z bez­rad­no­ści i zagubienia nauczycieli – budzą lęk i stymulują mechanizmy obronne. Człowiek w takim stanie nastawiony jest „na prze­trwanie” i stosuje lep­sze lub gor­sze strategie walki o swoją god­ność.

Poczucie sensu

Sytuacja edukacyjna musi mieć sens (z czegoś wynikać, do czegoś prowadzić, czemuś służyć). Jej uczest­nicy (uczniowie, studenci, kur­sanci etc.) muszą ten sens widzieć, rozumieć i akcep­tować go.

Dla małych dzieci (dla dorosłych zresztą także) naj­więk­szy – naj­bar­dziej namacalny sens ma zabawa. Wiadomo też, że w zabawie dzieci uczą się naj­szyb­ciej.

Inny rodzaj sensu wynika z zaufania do autorytetu. Do (cytując Fromma) autorytetu racjonal­nego, zakorzenionego w dokonaniach i głębokiej wiedzy, a nie for­mal­nego stanowiska. Dla więk­szo­ści dzieci dorośli więcej wiedzą o świecie, zaciekawiają, „pociągają” swoją atrak­cyj­no­ścią. Potrafią zaciekawić czymś, co ist­nieje i warto się z tym zaznajomić. Albo znają metody roz­wijania potrzeb­nych umie­jęt­no­ści.

W miarę dorastania poczucie sensu uzyskuje się także przez to, że się rozumie (i akcep­tuje) cele, metody, spo­sób i orga­ni­za­cję pracy. Naj­lepiej, kiedy się uczest­niczy we wspól­nym z prowadzącym i innymi uczest­nikami procesie tworzenia programu pracy lub ma się moż­liwość wpływu na jego ostateczny kształt.

Warto jesz­cze raz pod­kreślić, że to uczest­nicy tej sytu­acji muszą prze­żywać jej sens. Prze­konanie nauczycieli, władzy, czy specjalistów o głębokim sen­sie jakiegoś działania nic nie da, jeżeli ci, którzy mają je wykonywać nie będą go akcep­tować. I chodzi tu o akcep­tację aktywną, a nie bierne pod­porząd­kowanie się.

Aktyw­ność

Sytuacja o tyle będzie edukacyjną, o ile będzie wyzwalać lub po prostu umoż­liwiać aktyw­ność uczest­ników (uczniów). W tym przy­padku mówiąc aktyw­ność, mam na myśli przy­tomne, świadome i inten­cjonalne działanie.

Jak samo słowo wskazuje, jest to „dokonywanie aktów” na pod­miotowe uczest­nic­two.

Nie oznacza to, że zajęcia muszą być (choć mogą) wart­kim, ener­gicz­nym, peł­nym gwaru i hałasu działaniem. Wsłuchanie się w ciekawy wykład, pełna roz­wagi i spo­koju roz­mowa, zdyscyplinowana dys­kusja, „oddanie się” procesowi tworzenia – są to wszystko różne odmiany aktyw­no­ści człowieka. Będzie nią także medytacja, pisanie referatu, czy żmudne mon­towanie sil­nika.

Rodzajów (może form) aktyw­no­ści człowieka jest wiele. Wpisany jest w nią także relaks, wycofanie się z kon­taktu zwane odpoczyn­kiem. Znalezienie wła­ściwego rytmu pracy, inspirowanie i odkrywanie źródeł ener­gii, dobre struk­turalizowanie wydaje się być pod­stawową rolą nauczyciela.

Jed­nocześnie unieruchomienie fizyczne, karanie za samodzielne myślenie, blokowanie poczucia humoru, suche przed­stawianie infor­macji, wymuszanie pod­porząd­kowania powoduje irracjonalny bunt albo buduje syn­drom „wyuczonej bez­rad­no­ści”

Wspól­nota

Edukacja jako świadome działanie jest jedną z relacji międzyludz­kich. Relacja ta, jeżeli ma speł­niać swoje zadanie, musi opierać się na rzeczywistym kon­tak­cie, spo­tkaniu, więzi. Poczucie „bycia razem” otwiera, pozwala głębiej zro­zumieć rzeczywistość, uruchamia motywację do wysiłku.

Chodzi tu zarówno o relację „prowadzący – uczest­nik” (nauczyciel – uczeń) jak i fakt, że więk­szość sytu­acji edukacyj­nych dotyczy grupy. I w grupie – zain­teresowanej, wspól­nie pracującej, dobrze zor­ganizowanej – naj­szyb­ciej człowiek się uczy. Uczy się dzięki pracy swojej i innych, dzięki prze­pływowi infor­macji, syner­gii.

Uczy także dzięki kon­flik­tom i walce, jeżeli pozostałe warunki są zachowane.

Jed­nocześnie w prze­ładowanych klasach, z „kipiącym”, „dzikim” życiem spo­łecz­nym, w walce pod­grup tworzy się znakomite pole patologii życia spo­łecz­nego – uzyskiwaniu pozorów wspól­noty przez ćpanie, wspól­nego wroga, pozorne pseudokul­turowe sym­bole etc.

Opracowanie to nie jest artykułem publicystycz­nym, ani roz­prawą naukową. Jest próbą zebrania pod­stawowych założeń dotyczących edukacji, na pod­stawie których zbudowany może być program kon­kret­nych działań. Chodzi tu o zbudowanie specyficz­nej tech­nologii wpro­wa­dza­nia pod­stawowych war­to­ści w życie. Jest to jedna z prób prze­łożenia takich pojęć, jak dobro, miłość, wol­ność i prawda na kon­kretne wydarzenia edukacyjne, jakim może być na przy­kład lek­cja języka pol­skiego.



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00

Warsz­tat (czyli czym jest warsz­tat i jaką speł­nia rolę) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 19:46:00

Wierzyć w siebie we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00