Przeniesienie (czyli klucz do serca)

Dorota Szczepan-Jakubowska, 2010-08-27 19:35:00

Jasne światło życia zamiast mrocz­nego kon­tek­stu lęku

Pisanie tego artykułu było dla mnie naprawdę trudne. Żeby powstał — musiałam pokonać pod­stawowy problem, jakim okazały się dla mnie „kliniczne” nawyki myślowe. Kiedy patrzę na świat przez pryzmat pojęć wypra­co­wa­nych w psychoterapii, zaczynam widzieć to, co się dzieje między ludźmi w kategoriach braków, zagrożeń i wadliwych mechanizmów. Zasługą psychologii klinicz­nej jest odkrycie i nazwanie wielu prawidłowo­ści. Praca edukacyjna i nas­ta­wiona na wspieranie roz­woju wymaga jed­nak zobaczenia ich nie w mrocz­nym kon­tek­ście lęku, lecz w jasnym świetle życia. Nie wiedziałam, że to takie trudne.

Wszyst­kie ważne związki w ży­ciu budujemy na poprzed­nich miło­ściach, przyjaź­niach, spo­tkaniach. Nie może być ina­czej, ponie­waż nasza głęboko spo­łeczna Jaźń powstaje w wyniku więzi z bliskimi (w szczegól­no­ści z rodzicami). Nie zmienia tego fakt, że niektó­rzy rodzice nie byli wystar­czająco do­brzy. Mamy całe życie na to, żeby siebie tworzyć. „Bogacimy się” o nowe związki, uczymy się, jak jesz­cze moż­na kochać. Ale nie możemy porzucić tego, czym jesteśmy. Kochając — prze­nosimy na tych, których spo­tykamy matryce daw­nych związ­ków. Spotka­nie z nowym człowiekiem „ożywia” w nas potrzeby, leki, nadzieje — uczu­cia, które już kiedyś prze­żywaliśmy w związku z waż­nymi osobami. Przenie­sienie jako takie jest czymś wszech obec­nym.

Takie rozumienie przenie­sienia nie jest powszechne w psycho­terapii. Wielu psychoterapeutów uwa­ża to zjawisko za proces dysfunkcjo­nalny, związany z dużą nieadekwatnoś­cią per­cep­cji i reak­cji w kon­tak­tach inter­per­sonal­nych i „toleruje” je je­dynie w gabinecie jako narzędzie psy­choanalizy. Prze­niesienie w znaczeniu pod­stawowego procesu roz­wojowego omówione jest szczegółowo w artyku­le J. Stat­t­mana pt. „Organiczne prze­niesienie w: Rezonans i Dialog nr 2, Problem prze­niesienia, nauczyciel du­chowy i uczeń. San­tor­ski & Co, 1995.

Słow­nik psychoanalizy” B. Moore‘a i B. Finne‘a:

Prze­niesienie jest to prze­miesz­czenie wzor­ców, myśli, za­chowań i uczuć, pier­wot­nie prze­żywanych w związku ze znaczącymi osoba­mi w dzieciń­stwie, na jakąś osobę, z którą pod­miot pozostaje w bieżącej relacji inter­per­sonal­nej. Ponie­waż za­chodzący w tym wypadku proces jest w znacz­nym stop­niu nie­świadomy, człowiek nie dostrzega źródeł prze­niesieniowych zachowań, fan­tazji, uczuć (ta­kich jak miłość, nienawiść i gniew). (…) Postaciami, które naj­czę­ściej są przed­miotem prze­niesienia są rodzi­ce, ale bywa nimi też rodzeń­stwo, dziad­kowie, nauczyciele, lekarze, dzie­cięcy idole…”

Słow­nik psychoanali­zy, str. 224, San­tor­ski & Co, 1995

Prze­niesienie w roz­woju

Zjawisko prze­niesienia towarzyszy nam od początku życia. Nie­mowlę „ist­nieje” poprzez ciało matki, żyje jej ryt­mem, dopasowuje się do jej oddechu, prze­żywa swoim ciałem jej reak­cje emocjonalne. Naśladuje ją. Jest to pod­stawa kształ­towania się — poczucia toż­samości. Dziecko żyje tak, jakby było matką i, w pew­nym sen­sie, matka „zo­staje” w dziecku na zawsze. Każda póź­niejsza wieź jest prze­niesieniem tego pier­wot­nego, organicz­nie zakodowanego obrazu (a może raczej — matry­cy reak­cji). W dal­szym roz­woju dziec­ko „wchłania” wzory zwią­zane z ojcem, rodzeń­stwem, dziad­kami, innymi waż­nymi postaciami dzieciń­stwa, jest to oczywi­ście proces nie­świadomy.

Obec­ność rodziców jest dla nowo­rodka nie­zbędna — tylko w ten spo­sób może „wiedzieć” że ist­nieje. Stop­niowo zaczyna tworzyć wewnętrzne re­prezentacje matki, ojca, innych waż­nych ludzi i z nich budować poczucie Ja. Dzięki temu zaczyna być zdolne do pew­nego oddzielenia, a jed­nocześnie do nawiązywania więzi społecz­nych (uśmiech, lęk przed obcym…).

Można powiedzieć, że jeśli idzie o związki z ludźmi, to u zarania życia nie uczymy się niczego, co nie jest nami.

Prze­niesienie nas ogranicza, zamy­kając w kręgu powtórzeń. Z drugiej strony — otwiera dostęp do nie­praw­dopodob­nej ener­gii roz­wojowej, której źródłem są dziecięce potrzeby za­istnienia, eks­pan­sji i integral­no­ści. Oznacza to wydobycie na plan pierw­szy stanu wewnętrz­nego, nawiązanie kon­taktu ze sobą i prze­rzucenie mo­stów w kierunku part­nera. S. Kel­leman określił prze­niesienie, jako „wysiłek ze strony czło­wieka, by otworzyć serce”.

Jed­nocześnie organicz­ne prze­niesienie jest glebą dla rodzenia się woli, która umoż­liwia branie na siebie odpowiedzial­no­ści i pewne­go rodzaju samowystarczal­ność. R. May mówił, że w bu­dowaniu głębokiej, nieograniczającej więzi miło­ści mu­si towarzyszyć wola. Dopiero ich współ­ist­nienie oznacza doj­rzewanie do związku. Jest na ten temat piękna opo­wieść księdza de Mello:

Doj­rzałość

Do ucznia, który nieustan­nie oddawał się modlitwom Mistrz powiedział:

- Kiedy wresz­cie skoń­czysz wspierać się na Bogu i staniesz na wła­snych nogach?

Uczeń był zaskoczony.

- Prze­cież to Ty uczyłeś nas, by uważać Boga za ojca!
- Kiedy nauczysz się, że oj­ciec nie jest tym, na kim możesz się wspierać, lecz tym, który wyzwala cię z Twej skłon­no­ści do wspiera­nia się na kim­kol­wiek?

Prze­niesienie a ner­wica prze­niesieniowa

Trzeba widzieć róż­nicę między „zdrowym” prze­niesieniem a nerwi­cą prze­niesieniową, która jest prze­de wszyst­kim nie­moż­no­ścią, brakiem prze­niesienia lub też prze­niesieniem nie­peł­nym.

Zdarza się, że wykazujemy szczegól­ną kon­sekwen­cję w budowaniu relacji skazujących nas na nie­uchronne nie­powodzenia. Mechanizm ten — mówiąc w wiel­kim uprosz­czeniu — polega na upo­rczywym szukaniu w świecie doj­rzałych związ­ków takiej relacji, która zaspokoiłaby „głód” czegoś, czego nie dostaliśmy w dzieciń­stwie. Jeśli rodzi­ce nie są w stanie obdarzyć dziecka jakimś uczuciem, nie­zbęd­nym dla je­go prawidłowego roz­woju, wów­czas dziecko nie może odzwier­ciedlić go, przyjąć do siebie. W pew­nym zakresie dziecko nie może się dalej roz­wijać. Zaczyna upo­rczywie szukać kogoś, kto pomógłby mu zapeł­nić tę lukę. Doj­rzewa i prze­nosi tą skłon­ność na dorosłe związki. Nie­stety, taka „dziura w du­szy” jest obwarowana lękiem. Jeśli na­wet znaj­dzie się ktoś, kto chce odpo­wiedzieć na tę ontologiczną potrzebę, to i tak nie ma szansy, ponie­waż osoba ner­wicowa „ucieka”, by unik­nąć kon­frontacji z własnymi obawami.

Ner­wicę prze­niesieniową cechuje, w porów­naniu z prze­niesieniem, dużo więk­sza „sztyw­ność” oraz ściślej­sze po­wiązanie z lękiem. Jed­nak nawet to „ułomne” przenie­sienie daje szansę na roz­wój, gdyż przy­bliża daną osobę do tego, kim jest. Na tym założe­niu opiera się wiele sys­temów terapeutycz­nych, szczegól­nie psychoanaliza. Terapeu­ci starają się przede wszyst­kim pomóc pacjen­towi w prze­brnięciu przez barierę lęku. Zwykle stoją za nim ważne dziecięce potrzeby. W następ­nym kroku należy po­móc im roz­winąć się w taką formę, która umoż­liwi im po­szukiwanie zaspokojenia w świecie dorosłych.

Budo­wa­nie więzi w relacji pomagania

Prze­niesienie ujaw­nia się ze szczególną wyrazisto­ścią w związ­kach nie­symetrycz­nych, w których jedna osoba jest w jakiś spo­sób zależna od dru­giej. Są to m.in. relacje zwią­zane z pomaganiem, wystę­pujące np. między uczniem a nauczycielem, lekarzem a pacjen­tem, terapeutą a klien­tem, bar­dziej doświad­czonym człon­kiem ja­kiejś spo­łecz­no­ści a „nowicjuszem”. Takie związki obustron­nie angażują procesy prze­niesienia. Prze­niesienie ze strony pomagającego określane jest jako prze­ciw­przeniesienie.

Znacz­nie więcej uwagi poświęcamy na ogół metodyce nauczania i tech­nice lekar­skiej niż temu, w jaki spo­sób kształ­tować relacje, by sprzyjała optymal­nemu wykorzystaniu natural­nej ten­den­cji do roz­woju i samouz­drawiania. Bar­dzo duży wkład w tym za­kresie wniósł do naszej wiedzy C. Rogers. Uważał, że uczenie się następu­je poprzez aktywne, głębokie zaanga­żowanie. Zachodzi w sytu­acji, która pozwala na zin­tegrowanie poziomu „głowy”, „duszy” i emocji. Uważał, że warun­kiem koniecz­nym, aby uczenie mogło zajść, jest minimalizacja stop­nia zagrożenia dla Ja. Myślę, że są to po prostu warunki sprzyjające budo­waniu pozytyw­nego prze­niesienia.

Małe dzieci w szkole uczą się „dla Pani” i jeśli Pani potrafi ten dar przy­jąć, jeśli nie broni się przed tą, nie­kiedy obciążającą, więzią — zachodzi proces prze­niesienia i identyfika­cji. Dziecko zaczyna prze­żywać to, co reprezen­tuje sobą Pani — jako coś własnego. Wów­czas zaczyna uczyć się dla siebie. Poprzez wiązanie staje się, paradok­sal­nie, bar­dziej autonomicz­ne. Prze­ciw­przeniesienie, a wiec prze­żywanie dziecka jako kogoś „ze swo­jego życia”, może być w tym procesie sprzymierzeń­cem — umoż­liwia po­magającemu pozostawanie w bliskim związku z dziec­kiem i ze sobą jed­nocześnie. Nauczyciel otrzymuje wie­le waż­nych gratyfikacji oraz uzyskuje dostęp do znacz­nych źródeł ener­gii, która jest nie­zbędna aby zaspokoić nie­zwykle „chłonne” pod tym względem dziecko.

Podobne procesy mogą zachodzić miedzy lekarzem i pacjen­tem, tera­peutą i klien­tem, położną i położ­nicą itp. Choroba, uwikłanie się w proble­my życiowe oraz poród aktywizują głę­boką potrzebę bez­pieczeń­stwa. W sy­tuacji zagrożenia bytu uruchamiamy całą swoją nie­świadomą „wiedzę” na temat tego jak prze­trwać. Dla wielu osób lekarz staje się w tych warun­kach kimś więcej niż specjalistą — jest opiekunem, od którego zależy nasze życie. Można wiele nauczyć się o sobie, obser­wując swoje reak­cje w szpi­talu. To, co robimy, aby pozyskać za­interesowanie lekarza, jego uznanie, odkrywa przed nami tajem­nice dzie­ciństwa. Są pacjenci „grzeczni”, „zbun­towani”, „uwodzący”. Tacy, którzy od­dają się z uległo­ścią i tacy, którzy nig­dy nie zaufają do końca. To ogromny strumień roz­maitych ener­gii płynący w stronę per­sonelu szpitala, morze oczekiwań.

Lekarze i nauczyciele muszą sta­wiać granice. Powinni umieć odma­wiać, aby chronić siebie i tych, którzy są od nich zależni. Doświad­czenie ograniczenia jest bowiem rów­nie nie­zbędne dla roz­woju i prze­trwania jak doświad­czenie nasycenia. Ale jest pod­stawowa róż­nica między stawianiem granic przy jed­noczesnym zaakcep­towaniu rze­czy­wi­sto­ści wewnętrz­nej osoby od nas zależ­nej a odrzuceniem. Wycofanie „całego siebie”, które jest na ogół prze­żywane jako odrzucenie (szczegól­nie gdy „okraszone” jest złoś­cią), ma na ogół swoje źródło w oba­wie przed reak­cjami prze­ciw­przeniesieniowymi. W kon­sekwen­cji odrzu­cenia — pacjent też „odcina” część sie­bie — właśnie tę, która mogłaby być źródłem siły do wyzdrowienia i do roz­woju.

Moja przyjaciółka opowiadała mi dramatyczną scenę z porodu swojego syna. Poród był długi i dość skom­plikowany. W pew­nym momen­cie kobie­ta poczuła, że opusz­cza ją „wola wal­ki”, że traci siły. Zobaczyła nad sobą rękę położ­nej poprawiającą jakieś ka­ble. Przyjaciółka puściła łóżko i chwy­ciła tę dłoń. Położna krzyk­nęła, wyr­wała rękę i odskoczyła jak oparzona. Moja przyjaciółka powiedziała, że nig­dy w swoim dorosłym życiu nie do­znała tak głębokiego odrzucenia.

To, co się dzieje na salach porodo­wych, w szpitalach, szkołach i gabine­tach terapeutycz­nych zmusza do głę­bokiej reflek­sji nad tym, jak przygo­towywać” się do roli „pomagacza”, aby umieć wspierać i przy­woływać natu­ralne zasoby ener­gii osób, którymi się opiekujemy, aby samemu mieć do nich dostęp, a jed­nocześnie chronić swoją integral­ność.

Kanały prze­niesienia

Prze­niesienie przejawia się przede wszyst­kim w sferze somatycz­nej. Po­nieważ wzory relacji zakodowane są w naszych ciałach i decydują o ich struk­turze mieśniowo-energetycznej, spoty­kając inne osoby poznajemy je głów­nie poprzez nie­świadomy kon­takt z ich ciałami. Są ludzie, w towarzystwie których „krew zaczyna nam szyb­ciej krążyć”, którzy nas fascynują, choć nie wiemy dokład­nie dlaczego. Jest bar­dzo praw­dopodobne, że mają podob­ny typ ciała do którejś z waż­nych po­staci naszego życia. Może chodzi o rodzaj umięśnienia, coś w spo­sobie poruszania się, rytm oddechu… Dzię­ki temu sprawiają wrażenie znajomych i obiecujących (lub nie­przyjaznych).

To nie­zwykłe, jak duża jest nasza nie­świadoma mądrość dotycząca cie­lesności innych ludzi. Na spo­tkaniu grupy poświęconemu twór­czemu roz­wijaniu ruchu zrobiliśmy kiedyś takie doświad­czenie.

Poprosiłam uczest­ników, aby podzielili się w pary i stanęli naprzeciw­ko siebie lub zetknęli się plecami. Jedna osoba z pary po prostu stała, a druga miała dbać, aby być „w kontak­cie” z part­nerem, a jed­nocześnie wy­czuwać impulsy płynące z własnego ciała i popychające ją w kierunku ja­kiegoś ruchu. Jeśli zauważyłaby ja­kąś ten­den­cję, miała za nią podążać, wzmac­niać ją lub pozwalać jej prze­mieniać się w coś nowego. W następ­nym kroku osoba aktywna miała uczyć swojego part­nera odkrytego w ten spo­sób ruchu. Co pewien czas prze­rywałam ćwiczenie, a uczest­nicy za­stygali w jakiejś pozie, pytając siebie: Jaka to postać (baśniowa, mitologiczna, historyczna, współ­czesna, z osobi­stej historii życia…), którą teraz, uosa­biam? Jaki to rodzaj ener­gii? Do cze­go taka siła mogłaby być potrzebna mi w życiu? Czy ktoś w życiu taką siłę mi już prze­kazywał lub powinien był to zrobić?

W czasie tego ćwiczenia między part­nerami oraz w całej grupie rodzi­ło się coś waż­nego, jakieś poczucie głębokiej wspól­noty. Tań­czący opowia­dali swoim ruchem zarówno o so­bie, o swoich potrzebach i tęsk­notach, jak też o part­nerach, wykazując przy tym nie­zwykłą intuicję dotyczącą zakodowanych w ich ciele prze­żyć. Do­konaliśmy wów­czas wielu zaskakują­cych odkryć.

Ciekawe są też poszu­ki­wa­nia zwią­zane z wyczuwaniem rytmu. Każdy ma jakiś swój specyficzny rytm, wewnę­trzne tempo. Być może te, które mają dla nas wyraźną war­tość emocjonal­ną (wywołują dobry nastrój, pobudza­ją lub znie­chęcają) — to rytmy wcze­snego dzieciń­stwa.

Prze­niesienie przejawia się też w sferze emocjonal­nej, choć często nie jesteśmy świadomi uczuć, które są z nim zwią­zane. Możemy odczuwać tyl­ko uogól­nione pobudzenie (niepo­kój, fascynację lub nie­chęć). Droga do uświadomienia sobie uczuć prze­niesieniowych prowadzi głów­nie poprzez bez­pieczne związki, otwarte słu­chanie bliskich osób. Możemy też ob­serwować reak­cje swojego ciała, pły­nące z niego sygnały, uczyć się „rozu­mieć” symp­tomy cielesne. Możemy „czytać” w snach i fan­tazjach. Dla mnie osobi­ście ważną drogą do­cierania do uczuć prze­niesieniowych jest podej­mowanie wspól­nych z inny­mi działań artystycz­nych i reflek­sja nad naszymi wytworami.

Prowadziłam kiedyś grupę, w której między dwiema kobietami rosło nieo­kreślone napięcie. Malowaliśmy spon­taniczne obrazy. Na obrazku jed­nej z kobiet pojawiła się żółta, ciepła płasz­czyzna otoczona czymś w rodzaju czer­wonych kropelek. To wszystko umiesz­czone było na dnie czar­nej tulei i przy­kryte „pajęczynką”. Była to bar­dzo sugestywna, „wciągająca” praca. Autorka popatrzyła na nią i powie­działa do drugiej kobiety:

- Wydaje mi się, że klimat tego obrazka pasuje jakoś do tego, co prze­żywam w związku z Tobą… Ta pajęczynka… To tak, jak­bym Cię zna­ła od dawna i trochę już zapo­mniała… jeśli bym ją zdjęła, wpadłabym w ten tunel jak Alicja z Krainy Czarów… Czasami czuję, że mnie wsysasz. Złapałam się na tym, że boję się stać blisko Ciebie. Z drugiej strony… wiem, że muszę się z Tobą obcho­dzić bar­dzo delikat­nie, że łatwo Cię zra­nić, a wów­czas „zaczniesz krwawić”, a ja będę bez­radna. Ale jest coś, ta żółta po­świata… Jest piękna… Potrzebuję się w niej ogrzać. Masz coś, co sprawia, że chcia­łabym się z Tobą przyjaź­nić…

Ten monolog był począt­kiem do­brego i wiele wnoszącego w życie obu kobiet związku. Potrzebowały jed­nak jesz­cze sporo czasu na odkrywa­nie i „oswajanie” uczuć, które w so­bie nawzajem wywoływały. Wiele z ich doznań przy­woływało skojarzenia z dzieciń­stwem. Pokładały w sobie du­że nadzieje… i bar­dzo sobie w życiu pomogły.

Prze­niesienie w sferze emocjonal­nej stanowi pod­stawę empatycz­nego rozu­mie­nia prze­żyć innych osób. Kie­dy pozwalamy na swobodny prze­pływ ener­gii związanej z relacją prze­niesieniową, jesteśmy w bliskim kontak­cie z własną intuicją. Freud pouczał swoich uczniów, że mają pozwolić na to, aby „nie­świadomość terapeuty spo­tykała się z nie­świadomo­ścią pacjen­ta”. Jest nawet specjalny ter­min –iden­tyfikacja projek­cyjna –określający ten szczególny rodzaj poznania drugiej osoby. Gdy ktoś odnosi się do nas w spo­sób prze­niesieniowy, zaczynamy na poziomie nie­świadomym przyj­mować przy­pisywaną nam rolę. Budzą się w nas zwią­zane z nią uczucia. Możemy obser­wować nie­typowe dla nas reak­cje, które dają obraz prze­niesienia. W ten spo­sób, dzięki kon­troli poznaw­czej naszych wła­snych uczuć i reak­cji, stajemy się monitorem nieświado­mych ten­den­cji naszego part­nera. Wy­czuwamy sobą, kogo part­ner w nas widzi. Jed­nocześnie możemy sami do­świadczyć siebie w zupeł­nie nowej roli, co zwykle jest roz­wijające.

W sferze poznaw­czej prze­niesienie wpływa na spo­sób postrzegania świa­ta. To, co widzimy, nigdy nie jest „obie­ktywne”. Zawsze selek­cjonujemy in­formacje, które docierają do naszej świadomo­ści. Kierujemy się przy tym waż­nymi, osobistymi motywami — czę­sto natury prze­niesieniowej. Przenie­sienie jest jak filtr, który określa bar­wę świata. Może pomaga nam nie dać się oślepić zbyt inten­syw­nemu świa­tłu. Dzięki prze­niesieniu dostrzegamy pozor­nie nie znaczące cechy i zacho­wania ludzi, które w istocie wskazują na jakiś ważny aspekt relacji*.

Rów­nież spo­sób organizowania wie­dzy o innych ludziach nie jest w cało­ści dostępny świadomo­ści. W psycholo­gii poznaw­czej ist­nieje kon­cep­cja tzw. Ukrytych Teo­rii Osobowo­ści. Mówi ona, że każdy człowiek ma coś w ro­dzaju własnej teo­rii odnośnie tego, jakie ludz­kie cechy ze sobą współ­występują i co to oznacza dla otoczenia. Teo­rie te są zakotwiczone w historii życia, a o ich ist­nieniu możemy wnios­kować tylko na pod­stawie dokonywa­nych wyborów, nie zaś świadomych sądów. Mimo że nie są racjonalne mo­gą mieć duże znaczenie przy­stosowaw­cze. Być może owe ukryte teo­rie oso­bowości są powiązane w pewien spo­sób ze zjawiskiem prze­niesienia.

Prze­niesienie i granice Ja

W zjawisku prze­niesienia tkwi głę­boki paradoks. Można powiedzieć, że jest procesem tworzenia siebie po­przez utoż­samianie się ze światem. Ta­ka iden­tyfikacja jest z kolei warun­kiem tworzenia się granic Ja.

Trak­towanie prze­niesienia jako or­ganicznej reak­cji pozwalającej „rezonować” ze światem jest, w pew­nym sen­sie, bliskie temu, co Buber nazwał „spo­tkaniem Ja-Ty”. Pisał on o spo­tkaniu:

To nie Ja stara się tu roz­krzewić, lecz ciało, które nic jesz­cze nie wie o Ja. (…) Ja wyłania się żywiołowo z roz­kładu pier­wot­nych prze­żyć: Ja-oddziaływujące-na-Ty i Ty-oddziaływujące-na-Ja. A więc poczucie Ja jest wtórne w stosunku do relacji. Tylko spo­tykając się z drugą osobą tworzy­my pod­stawy swojej egzysten­cji.”

Problem prze­niesienia jest dla wie­lu osób tak fascynujący, ponie­waż do­tyczy granic Ja. Gdzie się „koń­czę” w relacji z drugim człowiekiem. Czy ktoś mnie widzi? Sądzę, że jest nie­wiele rzeczy tak waż­nych dla ludzi jak po­trzeba zaist­nienia jako integralny czło­wiek w oczach wła­snych i cudzych.

Kon­cep­cja prze­niesienia w grun­cie rzeczy poucza nas o względ­no­ści Ja i Nie-Ja. Dążenie do oddzielenia się jest tylko odwrotną stroną dąże­nia do połączenia. Prze­niesienie jest pod­łożem indywiduacji. Postępująca indywiduacja umoż­liwia bez­pieczne korzystanie z dobrodziejstw przenie­sienia. Nie­którzy psychologowie uwa­żają, że życie prze­biega w kręgu: • sym­bioza • oddzielanie się • indy­widuacja •…

Prze­niesienie jest jed­nym z mecha­nizmów umoż­liwiających uruchomie­nie ener­gii w tym obiegu.

Co się tyczy granic Ja, przy­toczę jesz­cze jedną aneg­dotę księdza de Mello:

Roz­róż­nianie

Mistrz prze­chadzał się z kil­koma ucz­niami nad brzegiem rzeki. W pew­nej chwili zauważył:

- Zobacz­cie, jak ryby pluskają się, gdzie się im podoba. Na pewno sprawia im to wiele rado­ści.

Pewien obcy człowiek, słysząc tę uwagę, zagad­nął:

- Skąd możesz wiedzieć, z czego cieszą się ryby, jeśli nie jesteś jedną z nich?

Uczniowie wstrzymali oddech, uważa­li bowiem, ze słowa te graniczą z bezczel­nością. Natomiast Mistrz uśmiech­nął się, wziął je bowiem za przejaw nie­ustraszonej dociekliwo­ści ducha. Uprzej­mie też odpowiedział:

- A ty, przyjacielu, skąd wiesz, że nie jestem rybą? Prze­cież nie jesteś mną.

Uczniowie wybuch­neli śmiechem, uwa­żając, że obcy w pełni zasłużył na taką odprawę. Tylko on sam pozostał pod wra­żeniem jej głębi. Zastanawiał się nad nią cały dzień. Potem przy­był do klasz­toru i powiedział.

- Być może, że ty nie jesteś tak różny od ryby, jak myślałem.
- Ani ja od ciebie.

* Sądzę, że nie ist­nieje coś takiego jak „czyste” prze­niesienie, które w nomen­klaturze psychoanalitycz­nej oznacza, że pacjent projek­tuje swój stan wewnętrzny na „biały ekran” analityka. Myślę, że to, co dociera do naszej świadomo­ści na temat drugiej osoby, z którą pozostajemy w relacji prze­niesieniowej, zwykle zawiera jakąś ważną prawdę na jej temat.



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00

Warsz­tat (czyli czym jest warsz­tat i jaką speł­nia rolę) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 19:46:00

Wierzyć w siebie we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00