O edukacji (czyli w jaki sposób człowiek się uczy)

Jac Jakubow­ski, 2010-09-17 18:30:00

Istotą pracy dobrego nauczyciela jest tworzenie sytu­acji, w której uczniowie prze­żywają dobre, roz­wojowe doświad­czenia. Jeżeli człowiekowi (a dziecko też jest człowiekiem) proponuje się dialog, pozwala się mu na współ­tworzenie procesu pracy, trak­tuje z szacun­kiem i szacunku dla innych się wymaga, proponuje się wiarygodną, prze­myślaną, dobrze opracowaną wiedzę, to odpowiada on aktyw­no­ścią, zain­teresowaniem, sen­sow­nym działaniem.

O uczeniu się

Uczenie się skojarzone jest z dość smutną i ponurą czyn­no­ścią. Dziecko siedzi nie­ruchomo na lek­cji i grzecz­nie słucha. Młodzian siedzi przy biurku i “odrabia” lek­cje. Istotą jego pracy jest zapamiętywanie infor­macji. Wer­towanie pod­ręcz­ników i wkuwanie tysiąca roz­maitych infor­macji, wysłuchiwanie wykładu i wierne zapisywanie go w zeszycie — wszystko to prowadzi do naj­waż­niej­szego, legendą owianego momentu — odpytania, klasówki, egzaminu. Umiejęt­ność odtwarzania infor­macji utoż­samiana jest z fak­tem nauczenia się.

Jak do tego ma się nasza potoczna zdroworoz­sąd­kowa, a także współ­czesna naukowa wiedza o uczeniu się? Wiemy, że uczenie się jest zjawiskiem natural­nym, zachodzącym od pierw­szych chwil życia człowieka. Dziecko usiłuje wszystko polizać, dotknąć, wpeł­znąć we wszyst­kie zakamarki. Uczy się chodzić, mówić, myśleć. Zadaje setki pytań, próbuje roze­brać radio, bawi się w pomaganie mamie w kuchni. Roz­mawia, naśladuje, odkrywa. Dziecko uczy się doświad­czając całym sobą. Jego wiedza i umie­jęt­no­ści są wynikiem brania udziału w życiu. Spo­tykają go różne zdarzenia, uczest­niczy w róż­nych sytu­acjach, prze­żywa je, usiłuje je zro­zumieć, odpowiada na nie własnym działaniem.

Roz­wój przynosi człowiekowi nowe moż­liwo­ści. Potrafi podej­mować wysiłki ze względu na odległe cele, na krystalizujące się w nim war­to­ści. Potrafi dłużej skon­cen­trować się na określonych czyn­no­ściach, myśleć abs­trak­cyj­nie, pogłębia się jego intuicja. Miej­sce zabawy zaj­muje praca.

Jed­nak zasad­niczy mechanizm uczenia się jest nie­zmienny. Zdobywana wiedza jest efek­tem kon­taktu ze światem, przyj­mowania i wywierania wpływu, prze­żywania i działania. Proces ten nazwać możemy uczeniem się w opar­ciu o doświad­czenie. W proces doświad­czania zaan­gażowana jest cała osoba ludzka. Porusza on wszyst­kie sfery osobowo­ści. Człowiek prze­żywa różne emocje i uczucia, tworzy wewnętrzne ustosun­kowanie do rze­czy­wi­sto­ści zwane potrzebami, postawami, motywacjami. Doświad­czony człowiek jest aktywny — działa, mówi, myśli. Angażuje różne rodzaje myślenia (abs­trak­cyjne, sym­boliczne, obrazowe) prze­prowadza analizy i syn­tezy, jego wewnętrzna praca owocować może głęboką intuicją. Często, chcąc roz­winąć kon­kretne umie­jęt­no­ści zacina zęby i ćwiczy, trenuje, roz­wiązuje problemy. Doświad­czenia kształ­tują (wedle nie­których tworzą) osobowość. W opar­ciu o proces doświad­czania i wewnętrz­nego opracowywania doświad­czeń powstaje światopogląd, wiedza, tworzy się hierar­chia war­to­ści, roz­wijają się war­to­ści.

Opisane powyżej twier­dzenia wydawać się mogą oczywiste i nie­wiele wnoszące. Nie jest to bowiem jakaś nowa teo­ria psychologiczna, czy kon­cep­cja natury człowieka. Więcej — z tak postawionymi tezami zgodzić się powinni teo­retycy bar­dzo róż­nych orien­tacji, a nawet paradyg­matów naukowych.

Jed­nocześnie całe nauczanie szkolne (w więk­szo­ści wyż­szych uczelni także) oparte jest na naiw­nej, prostej i nieefek­tyw­nej “procedurze uczenia”. Szkoła usiłuje uczyć przez prze­kazywanie infor­macji i doprowadzanie do tego, by uczeń te infor­macje pamiętał. Nie jest ważne jakimi osiągnie to metodami. Można zmusić, prze­konać, prze­kupić, prze­błagać, wmanipulować. Ważny jest efekt — uczeń w określonym czasie musi odtworzyć zapamiętane tre­ści.

Wokół tego założenia zbudowany jest cały sys­tem “oświatowy”. Nauczyciele przy­gotowywani są nie do uczenia, nawiązywania kon­taktu, rozu­mie­nia ucznia etc., tylko wyposażani są w infor­macje, które mają prze­kazać uczniom. Miej­sce pracy (klasy) są tak zor­ganizowane, żeby mak­symal­nie ograniczyć moż­liwość ruchu, roz­mów, kon­tak­tów. Wszyscy siedzą przodem do nauczyciela, który… prze­kazuje infor­macje. Dys­cyplina pracy polega na bier­nym pod­porząd­kowaniu się, wywiązywaniu się z postawionych zadań, realizowaniu poleceń.

Wskaź­ni­kiem poziomu zapamiętania infor­macji jest ocena. Jej rola urasta do roli sym­bolu war­to­ści człowieka (uczeń piąt­kowy — uczeń dwój­kowy).

Program nauczania jest zbiorem tre­ści, które uczniowie muszą zapamiętać. Tre­ści te ułożone są logicz­nie, ale według logiki wywodu, a nie logiki poznawania. Cały sys­tem zmierza do wyprodukowania super­erudyty — człowieka, który zapamiętał całe morze infor­macji. Różne egzaminy (mimo światłych prób) przy­pominają gigan­tyczne teletur­nieje — kto co napisał, kiedy odbyła się bitwa, jaki pier­wiastek łączy się z jakim i dlaczego według Ein­steina to wszystko jest takie względne. Drugoplanowym się staje to kim ten uczeń jest, do czego dąży, co myśli o świecie, co naprawdę umie zrobić. Inteligentny, oczytany, myślący młody człowiek dostanie taką samą ocenę jak jego kolega — kujon, którego całą zasługą będzie nauczenie się na pamięć pod­ręcz­nika i notatek z wykładów (często zresztą ten drugi wypad­nie lepiej). Geniusz manualny, przy­szły artysta — rzemieśl­nik nie zda do następ­nej klasy na równi z super­leniem, który po prostu nic nie robi.

Absurd szkolny polega więc na nie­liczeniu się z rzeczywisto­ścią, odrzucaniu rzeczywistego mechanizmu uczenia się. Rzeczywistość ma jed­nak to do siebie, że ist­nieje — nie­zależ­nie od tego czy się ktoś z nią liczy, czy nie. Jeżeli rzeczywisto­ścią jest proces uczenia się przez doświad­czenie, to dziecko trafiając do szkoły też będzie się czegoś uczyć. Przy­tomne, zdrowe dziecko dość szybko orien­tuje się w regułach gry. Więcej — musi się tego nauczyć, żeby prze­trwać tę trudną, pełną zasadzek sytuację zwaną szkołą.

Przede wszyst­kim uczy się, że naj­waż­niej­szą sprawą jest stopień. Nie jest ważne, jak go się uzyska. Naj­lepiej obkuć, odtworzyć i zapo­mnieć. Albo ściągnąć, prze­pisać od kolegi. Albo wpisać roz­tar­gnionemu nauczycielowi stopień do dzien­nika. Uczy się, że nauczyciel jest super­ek­sper­tem, który zawsze ma rację (nawet jak jej nie ma).

Jeżeli jesteśmy przy nauczycielach, to dzieci świet­nie uczą się róż­nicować ludzi. Dość szybko wiedzą, że u tego można to, a u tam­tego co innego… Znają przy­wary, słabo­ści i bez­względ­nie je wykorzystują. Dzieci potrafią także świet­nie wyczuć dobrego nauczyciela. I wcale nie chodzi tu o tzw. liberalizm czy brak wymagań. Jeżeli nauczyciel jest wiarygodny, nawiązuje dialog, ma głęboką wiedzę, ciekawe prze­myślenia albo potrafi stworzyć atmos­ferę odkrywania, poznawania, real­nego działania, to matoły, lenie, cwaniaki przeistaczają się w sen­sowne, ciekawe świata istoty ludz­kie. Jest wielu takich nauczycieli, są nawet tacy dyrek­torzy i wizytatorzy. Wszyscy oni muszą pracować wbrew regułom panującym w szkole, muszą wal­czyć z rutyną, marazmem — fun­damen­tal­nymi cechami sys­temów szkol­nych. Ostat­nio mogą powołać się chociaż na reguły reformy sys­temu edukacji, ale w zadymie związanej z tworzeniem gim­nazjów powoli więk­szość o tym zapomina.

Naj­bar­dziej paradok­sal­nym efek­tem jest fakt, że nauczyciele nastawieni na kon­takt z uczniem, part­ner­stwo, wspólne poszu­ki­wa­nia mają także naj­lep­sze efekty w tym, co szkoła tak sobie ceni — we wzro­ście wiedzy, a nawet w ilo­ści zapamiętanych przez uczniów infor­macji. Nauczyciele starający się te infor­macje wdrukować, gwał­tem wmusić w głowy swych pod­opiecz­nych, uzyskują co naj­wyżej efekt “wiedzy na stopień” wyrzucanej z głowy w szyb­kim tem­pie po egzaminie stwier­dzającym jej wła­ściwe opanowanie. Efekt ten jest oczywi­ście tylko pozor­nie paradok­salny. Przy­swajanie infor­macji, analiza, intelek­tualna obróbka są oczywi­ście waż­nym i istot­nym elemen­tem uczenia się. Elemen­tem, a nie całym procesem. Infor­macje dlatego utrwalają nam się w głowach, że są wynikiem działania, doświad­czania, własnej aktyw­no­ści twór­czej.

Istotą pracy dobrego nauczyciela jest tworzenie sytu­acji, w której uczniowie prze­żywają dobre, roz­wojowe doświad­czenia. Jeżeli człowiekowi (a dziecko też jest człowiekiem) proponuje się dialog, pozwala się mu na współ­tworzenie procesu pracy, trak­tuje z szacun­kiem i szacunku dla innych się wymaga, proponuje się wiarygodną, prze­myślaną, dobrze opracowaną wiedzę, to odpowiada on aktyw­no­ścią, zain­teresowaniem, sen­sow­nym działaniem.

Jeżeli człowiekiem manipulujemy, zmuszamy do robienia rzeczy, których sensu nie rozumie, używamy władzy dla wprowadzenia tzw. dys­cypliny, to człowiek ten zacznie w ten czy w inny spo­sób z nami wal­czyć. Będzie szedł po naj­mniej­szej linii oporu, wykorzystywał słabe punkty, stwarzał pozory etc. Zaplącze się w grę, w której zarówno zwycięstwo, jak i prze­grana jest taką samą klęską.

Jak w świetle powyż­szych roz­ważań powinna wyglądać szkoła, w jakim kierunku powinien roz­wijać się sys­tem oświatowy?

Jeżeli chcemy, żeby dzieci rzeczywi­ście się uczyły, a nawet jeżeli zależy nam na przy­swojeniu przez nie infor­macji, musimy szkołę nastawić na edukację, a nie miej­sce prze­rabiania programu szkol­nego (nawet zdecen­tralizowanego, czy nawet autor­skiego).

Proces uczenia się jest zjawiskiem natural­nym, jed­nym z efek­tów procesu doświad­czania. Edukacja polega więc na takim organizowaniu procesu doświad­czania, żeby jego uczest­nicy mogli się uczyć.

Na czym polegać może to “organizowanie procesu doświad­czania”. Jest on prze­cież zjawiskiem natural­nym, wynikiem kon­taktu człowieka z rzeczywisto­ścią. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest tą rzeczywisto­ścią, z którą doświad­czający człowiek się kon­tak­tuje? Dla ucznia obec­nej szkoły waż­nym elemen­tem tej rze­czy­wi­sto­ści jest na przy­kład izba lek­cyjna. Jej wystrój, ustawienie ławek sprzyjają pew­nym zachowaniom a inne hamują. Naj­łatwiej komunikować się w niej z nauczycielem, trud­niej z kolegami, zwłasz­cza siedzącymi z tyłu. Dość komicz­nie wyglądają zabiegi nauczyciela, żeby sprowokować ożywioną dys­kusję, która musi odbywać się z wykręconą szyją.

A co by się stało, jeżeli stoliki ustawimy w for­mie jed­nego wspól­nego stołu? Nauczyciel staje się jedną z osób siedzących w kręgu. Różne interak­cje mogą prze­biegać między wszyst­kimi uczest­nikami. A gdybyśmy usunęli stoły i krzesła? Jak mogłyby wyglądać sale zaprojek­towane do wspól­nego działania, zabaw, wspól­nej pracy?

Podob­nie tworzymy tę rzeczywistość budując program, tworząc sys­tem organizacyjny, prze­pisy etc. No i naj­waż­niej­sze — rzeczywistość tę będzie tworzył człowiek, który poprowadzi zajęcia — nauczyciel. Od tego, kim on jest, jak jest przy­gotowany, jaki ma stosunek do swojej pracy i do uczniów zależeć będzie naj­więcej. Taką dobrze zor­ganizowaną, prze­myślaną, stworzoną dla uczącego się “rzeczywistość” nazwać możemy sytuacją edukacyjną. W ten spo­sób zaproponować możemy pod­stawowe założenia wymarzonej szkoły. Jej istotą jest edukacja, rozumiana jako sztuka tworzenia sytu­acji sprzyjających uczeniu się. Wiedza na temat sytu­acji edukacyj­nej, jej cech, dynamiki roz­grywających się w niej procesów, roli nauczyciela, warun­ków zewnętrz­nych koniecz­nych dla jej zaist­nienia powinna kon­stytuować szkołę. Organizacja, administracja oświatowa, obowiązujące prze­pisy powinny jej służyć. Kon­cep­cja sys­temu oświatowego powinna być pochodną kon­cep­cji sytu­acji edukacyj­nej.

Naj­więk­sze znaczenie w uruchamianiu procesu uczenia się ma osoba nauczyciela. To kim jest, w jakie relacje wchodzi z uczniami, co potrafi i co wie, nadaje sytu­acji edukacyj­nej pod­stawowy wyraz. Dlatego edukacja jest sztuką, a praw­dziwy nauczyciel twórcą, w naj­głęb­szym tego słowa znaczeniu, Nauczyciel jest w stanie tworzyć praw­dziwe okazje do uczenia się nawet w tak nie­sprzyjających warun­kach, jakie daje współ­czesna szkoła. Nie­stety, człowiek podej­mujący się roli nauczyciela jest też w stanie znisz­czyć chęć do nauki, a nawet do życia u zdrowego, nor­mal­nego dziecka.

W codzien­nej prak­tyce szkol­nej przy­zwyczailiśmy się do postrzegania nauczyciela jako dydak­tyka — specjalisty od jakiejś określonej gałęzi wiedzy. Ma on też peł­nić funk­cje wychowaw­cze, w więk­szo­ści sprowadzające się do umie­jęt­no­ści utrzymania spo­koju (czytaj — bez­władu) i dys­cypliny (czytaj — bier­nego oporu). Roz­bicie aktyw­no­ści nauczyciela na dydak­tykę i wychowanie jest wyrazem bez­rad­no­ści wobec tego, co dzieje się naprawdę. Człowiek występujący w roli nauczyciela cały czas uczy i wychowuje. Jego wpływ na uczniów dokonuje się nie tylko przez to, co mówi, ale i w jaki spo­sób. Jak reaguje na ich trud­no­ści, wąt­pliwo­ści, jak roz­wiązuje kon­flikty. Nauczyciel swoim zachowaniem (wer­bal­nie i nie­wer­bal­nie) komunikuje się z uczniami, struk­turalizuje sytuację. Jego umie­jęt­no­ści kon­taktu, rozu­mie­nia zjawisk spo­łecz­nych i procesów grupowych, a przede wszyst­kim postawy, war­to­ści (te realizowane a nie głoszone) warun­kują “narodziny” procesu edukacyj­nego. Praw­dziwy nauczyciel nie jest dydak­tykiem, czy wychowawcą. Powinien być “specjalistą od edukacji” (facilitatorem). Stosun­kowo drugorzęd­nym jest to, czy prowadzi ją w opar­ciu o poezję Mic­kiewicza, czy naukę New­tona.

Dobrym nauczycielem nie można się urodzić. Można mieć predys­pozycje, talent, ale mistrzostwo w tym zawodzie jest wynikiem długo­trwałej pracy nad sobą, analizy błędów i suk­cesów, pogłębiania samo­świa­do­mo­ści. Naj­smut­niej­szym wydaje się fakt, że nauczycielom tak mało się w tym pomaga. Za mało tworzy się sytu­acji edukacyj­nych tym, którzy w przy­szło­ści będą tworzyli sytuacje edukacyjne. Roz­wój zawodowy nauczyciela jest prak­tycz­nie jego własną sprawą. Nie ma w tym nic dziw­nego — jeżeli utoż­samiamy wiedzę z infor­macjami, to studia i kursy dla nauczycieli polegają na prze­kazywaniu infor­macji i odpytywaniu ich, czy dobrze je zapamiętali.

W róż­nych ruchach pedagogicz­nych, religiach, eks­perymen­tach znaleźć możemy wiele kon­cep­cji kształ­cenia nauczycieli. Czy raczej pomocy w przy­gotowaniu się do pod­jęcia tej roli. Wydaje się, że we wszyst­kich można wyróż­nić dwa obszary pracy.

Pierw­szy możemy nazwać przy­gotowaniem osobowo­ściowym. Naj­ogól­niej mówiąc, oznacza to osiągnięcie doj­rzało­ści emocjonal­nej, gotowo­ści do tego typu pracy. Możemy mówić tu o wysokim stop­niu samo­świa­do­mo­ści, wykrystalizowanym sys­temie war­to­ści, doj­rzałej empatii, otwar­to­ści emocjonal­nej i poznaw­czej, umie­jęt­no­ści nawiązywania kon­taktu i osobistego zaan­gażowania się w związek wychowaw­czy.

Drugi obszar dotyczy wiedzy i umie­jęt­no­ści związanych z tworzeniem sytu­acji edukacyj­nej. Ważna jest w tym specjalizacja “przed­miotowa” — głęboka wiedza dotycząca jakiejś gałęzi wiedzy ludz­kiej. Jest ona nie­zbędna do tworzenia sytu­acji edukacyj­nych, ale nie jest wystar­czająca. Rów­nie istotne są umie­jęt­no­ści edukacyjne: prowadzenie dialogu, moderowanie dys­kusji, organizowanie wspól­nej pracy. Bar­dzo ważne są też umie­jęt­no­ści pracy z grupą, jasnego struk­turalizowania sytu­acji (a w tym adekwat­nego do sytu­acji spo­sobu wpro­wa­dza­nia i egzekwowania norm), towarzyszenia w procesie uczenia się, pomocy w momen­tach trud­nych czy kryzysowych.

Efek­tem przy­gotowania w obu tych obszarach powinno być wypracowanie przez nauczyciela własnego stylu pracy edukacyj­nej. Zarówno to, kim jest, jak i to, co umie stanowić powinno har­monijną całość pozwalającą na spon­taniczne, ale profesjonalne działanie w sytu­acjach edukacyj­nych. Wymagania dotyczące poziomu przy­gotowania nauczyciela wydawać się mogą wysokie, nie­realistyczne. Fak­tem jest jed­nak, że wielu nauczycieli (choć nie wydaje się to być wysoki procent) ma właśnie tego rodzaju poziom przy­gotowania. Tak zwany dobry nauczyciel — lubiący swoją pracę, działający z intuicją, lubiany, szanowany przez uczniów i osiągający rzeczywiste efekty dydaktyczno-wychowawcze prezen­tuje właśnie cechy opisane powyżej. Jego główną trud­no­ścią jest osamot­nienie, brak wspar­cia u podob­nie myślących i działających nauczycieli, brak rzeczywi­ście działającego zes­połu zawodowego i koniecz­ność pracy nad sobą metodą “prób i błędów”, powodującą wysokie koszty emocjonalne.

Naj­lepiej nawet przy­gotowana osoba nie może takiej pracy prowadzić samot­nie. Nauczyciel musi mieć opar­cie w auten­tycz­nym zespole, środowisku zawodowym, iden­tyfikować się z jakimś ruchem spo­łecz­nym, tradycją. Róż­nego typu spo­tkania nauczycieli, stawianie wspól­nych celów i zadań, tworzenie kon­cep­cji to nie­zbędna “obudowa” pracy z uczniami. Przy­dałoby się także prze­łamanie fatal­nego zwyczaju prowadzenia zajęć przez jedną osobę. Wspólna (w dwie, trzy osoby) praca daje dużo więk­sze efekty (i dla uczniów i w samo­kształ­ceniu nauczyciela).

Reasumując dotych­czasowe wywody można stwier­dzić: naj­więk­szy wpływ na edukację ma osoba nauczyciela — to kim jest i co umie. Opieka nad jego roz­wojem zawodowym i warun­kami pracy ma naj­więk­szy wpływ na rzeczywiste oblicze szkoły.

Po czyjej stronie leży odpowiedzial­ność za edukowanie

Roz­ważając kwestie odpowiedzial­no­ści za proces uczenia poruszyć należy nie­wąt­pliwie kilka kwestii. Chodzi tu o odpowiedzenie na pytanie, kto jest bar­dziej odpowiedzialny za naukę: prowadzący, uczący się czy może też zleceniodawca? Odpowiedzial­ność zdaje się leżeć po każ­dej ze stron. Zacznijmy jed­nak od początku. Już w trak­cie tworzenia się grupy i zawiązywania się kon­traktu prowadzący powinien być czuj­nym i wiedzieć co robi. Często to, jak potoczy się proces uczenia się, uzależ­nione jest od sytu­acji mających miej­sce jesz­cze przed jego roz­poczęciem.

Kiedy roz­poczynają się zajęcia, ich uczest­nicy nie pojawiają się na nich bynaj­mniej jako tabula rasa. To często ludzie będący w róż­nych momen­tach życiowych. Przy­chodzą na zajęcia mając w zanadrzu własne rado­ści, zmar­twienia i cele indywidualne. Pamiętać należy, że sytuacje, w których ludzie zbierają się po to, by czegoś się nauczyć są sztuczne. To wytwór cywilizacji. W przy­rodzie występuje prze­cież tylko uczenie się, a nie uczenie kogoś. Jeśli więc ktoś jest zamknięty i nie przy­gotowany na naukę i taki pozostanie to prowadzący nie sprawi, że się nauczy. Jeśli kogoś zmuszamy i każemy np. skakać w momen­cie, gdy dana osoba nie ma na to ochoty, to może to być dla tej osoby sytuacja upo­karzająca. Te same zabiegi i tech­niki w róż­nych warun­kach mogą prowadzić do cał­kowicie odmien­nych efek­tów. Nie jest więc dobre wciskanie ludziom róż­nych propozycji ćwiczeń i zadań, bez roze­znania, na co są oni tak naprawdę gotowi.

Prowadzący powinien być przede wszyst­kim czujny na to, co dzieje się zarówno w grupie jako organizmie, ale także i indywidual­nie w głowach uczest­ników. Za każ­dym razem, z każda grupą zajęcia wyglądają ina­czej.

Szkolenie jest raz, po raz nie­prze­widzianą prze­strzenią. Trzymanie się przez trenera zasad i tren­dów za wszelką cenę jest nie­do­pusz­czalne. Sytu­acji edukacyj­nej nie da się bowiem powielać. Nie ma takiej moż­liwo­ści, by wchodząc na zajęcia posiadać z góry idealną receptę na stworzenie warun­ków sprzyjających uczeniu się. Wyciągnięcie zawsze trzech mar­kerów, powiedzenie stan­dar­dowej for­mułki i realizacja z góry obranego programu zajęć nie doprowadzi do efek­tów pozytyw­nych. Dlaczego? Nie speł­niamy przy­naj­mniej jed­nego z pod­stawowych warun­ków charak­teryzujących sytuację edukacyjną jakim jest pod­miotowe trak­towanie uczest­ników procesu uczenia się.

Przejdźmy teraz jed­nak do sytu­acji związanych ze zleceniodaw­cami oraz udziałow­cami szko­leń. Czasami grupy do nauki dzielone są w spo­sób ten­den­cyjny. Innym razem to osoby przy­dzielone do danych grup uważają, że tak właśnie dokonał się podział. Dzieje się tak co naj­mniej z dwóch powodów. Po pierw­sze w ten spo­sób pracodawcy pragną załatwiać przy okazji szko­leń inne cele zwią­zane z działal­no­ścią firmy (w tym wypadku sytuacja jest trud­niej­sza). Po drugie pracow­nicy czują się w fir­mie nie­pew­nie, doszukują się więc dziury w całym. Którykol­wiek z tych powodów okazuje się praw­dziwym, zabuża on zdecydowanie moż­liwość stworzenia w danej grupie sytu­acji edukacyj­nej.

Z sytuacjami takimi poradzić można sobie na kilka spo­sobów. Warto jest przede wszyst­kim podać kryteria podziału na grupy. Kryteria te powinny być jasne i zro­zumiałe zarówno dla każ­dego uczest­nika grupy jak i zleceniodawcy. Aby unik­nąć złych podziałów należy więc przede wszyst­kim nazwać i podzielić kom­peten­cje, a następ­nie wyraź­nie o nich komunikować. Powin­niśmy przy tym zaznaczyć wyraź­nie, iż niż­sze kom­peten­cje nie świad­czą o tym, że dany pracow­nik jest gor­szym człowiekiem, że każdy jest ważny. Jeśli podziały nadal są ten­den­cyjne, a zleceniodawca pomimo wszel­kich uwag i sygnałów trwa przy swoim należy zadać sobie pytanie czy nie prze­rwać treningu. Ktoś może zadać pytanie o sen­sow­ność podej­mo­wa­nia prób stworzenia sytu­acji edukacyj­nej w fir­mach nastawionych na dużą rywalizację. Czy jest to moż­liwe? Wydaje się, że tak.

Nie­wąt­pliwie jed­nak, by tak było speł­niony musi zostać przy­naj­mniej jeden warunek. Poten­cjalny pracow­nik już w momen­cie podej­mo­wa­nia pracy w fir­mie, powinien wiedzieć jaka jest jej kul­tura organizacyjna. W takim wypadku młody pracow­nik słysząc o panujących w fir­mie zasadach świadomie godzi się na nie lub nie. Może wtedy czuć się bez­piecz­nie, być aktyw­nym. Speł­niony zostaje rów­nież warunek ist­nienia poczucia sensu. Oczywi­ście może też być tak, że pracow­nik podej­mie pracę, czy też weź­mie udział w szkoleniu z innych powodów. Może być kierowany mianowicie przy­musem wewnętrz­nym. Wtedy to godzić się będzie na roz­maite rzeczy, nie koniecz­nie będąc do nich prze­konanym.

Pod­sumowując kwestie odpowiedzial­no­ści za uczenie się w sytu­acji edukacyj­nej można powiedzieć, że leży ona niejako po środku. Do osoby prowadzącej należy bowiem stworzenie uczącym się, prze­strzeni do nauki.



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00

Warsz­tat (czyli czym jest warsz­tat i jaką speł­nia rolę) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 19:46:00

Wierzyć w siebie we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-08 17:17:00